Paprotka na spadochronie

W ostatnią sobotę Joanna „Paprotka” Paprocka, wraz z najlepszą przyjaciółką z reprezentacji kraju w taekwon-do, Iloną Działą, postanowiły przeżyć tym razem przygodę w powietrzu, a nie na macie. Skok ze spadochronem w tandemie

  Obie zawodniczki ubrane w doboki (stroje taekwon-do), na bosaka, jak na prawdziwego taekwondzistę przystoi, przeszły krótkie fachowe szkolenie, które miało na celu zapoznanie się z przebiegiem skoku. Następny etap to ubranie się w uprząż, która jest podpinana w późniejszym czasie do pilota tandemu-instruktora. Po tym wszystkim  został przeprowadzony trening  skoku „na sucho”.
 Emocje zaczęły się jak przyjechałyśmy na lotnisko Chrcynno pod Nasielskiem. Był z nami mój tata Arkadiusz, który był kiedyś skoczkiem doświadczalnym przez 13 lat (m.in. skoczek doświadczalny legionowskiego „Aviotexu” - przyp. red.)) i dużo mi o skokach opowiadał. Uwielbiam przypływ adrenaliny więc tata nie musiał mnie nawet przekonywać. A  że z Iloną jesteśmy przyjaciółkami, takimi dwiema małymi „wariatkami”, więc... - zawiesza głos Joanna Paprocka.
 -Podczas szkolenia wciąż jednak nie wierzyłyśmy, że to zrobimy. Kiedy wsiadłyśmy do samolotu byłyśmy nieco rozbawione, ale nie byłyśmy już tak pewne, czy w ostatniej chwili, nie zabraknie nam odwagi. Jednak profesjonalizm i duże doświadczenie  naszych instruktorów nie pozwoliły nawet na chwilę paniki. O odwrocie nie było mowy, bo to sportowcom przecież – nie przystoi. Kiedy już samolot wzbił się na wysokość 4 000 m nagle rozległ się głos „GO! GO! GO!” i większość spadochroniarzy, którzy z nami lecieli zaczęło wyskakiwać jeden za drugim z samolotu. Przyszedł „w końcu” czas na nas. Pierwsza wyskoczyła Ilona z pilotem tandemu i to mnie trochę zatkało, że to tak szybko się dzieje. Zaraz po niej my stanęliśmy na progu samolotu i „poszliśmy”! Zrobiliśmy salto w tył i zaczęliśmy swobodnie spadać z prędkością 200 km/godz. To jest coś niesamowitego, nie da się tego opisać! Po około 50 sekundach swobodnego spadania otworzył się spadochron i zaczęliśmy spokojnie opadać, aż wylądowaliśmy bez problemu - relacjonuje „Paprotka”
  -Po wylądowaniu, otrzymałyśmy gratulacje od spadochroniarzy za wykonanie skoku. Generalnie emocje były tak wielkie, a to wszystko działo się tak szybko, że po przyjeździe do domu,  uświadomiłam sobie, że z tego niesamowitego przeżycia - niewiele zapamiętałam. Dopiero na drugi dzień, kiedy otrzymałyśmy płytę z nagraniem naszych skoków, zaczęło się co nie co przypominać,  m.in. i to, co w danym momencie się czuło – kończy swą relację J. Paprocka.
 - Czy szkoleniowcy taekwon-do wiedzieli na co się porwałyśmy? Nie. Trenerzy kadry Polski Grzegorz Ozimek i Waldemer Dolecki z pewnością nie, choć jeden z nich wiedząc, że mój tata był komandosem, kiedyś zapytał, czy nie spróbowałam jeszcze skoku na spadochronie. Więc spróbowałam! Mój trener klubowy, Lotosu Jabłonna, Tomasz Szczepaniuk, był podczas mojego skoku na lotnisku Chrcynno, ale obserwował go z ziemi. Powiedział, że on by się na taki wyczyn nie odważył. W najbliższą sobotę, mamy zamiar z Iloną podobnie spróbować, debiut „podniebnego fruwania” już za nami. Nie, nie zamierzam zmienić swojej dyscypliny sportowej, zdradzić taekwon-do dla skoków spadochronowych. Traktuję to jako swego rodzaju sportową przygodę, urozmaicenie czasu na oczekiwanie na nowy sezon na macie, który rozpocznie się dopiero za kilka miesięcy – mówi Joanna Paprocka.
(red.) i (jb)
P.S.
 Skok taekwondzistek został zrealizowany dzięki uprzejmości firmy G.I. Sky Team.
  Zapraszamy na oficjalną stronę Paprotki www.paprocka.pl, gdzie znajdują się zdjęcia z przygód na macie i poza nią, oraz krótkie filmiki.