Poczekajmy z requiem

W przedostatnim  meczu rundy zasadniczej legionowskie siatkarki przegrały przed swoją publicznością 2:3 z chorzowskim Sokołem. Zdobyły tylko jeden punkt. Nie pozwoliło to podopiecznym Krzysztofa Leszczyńskiego na opuszczenie przedostatniego miejsca, zagrożonego bezpośrednim spadkiem do  II ligi. Nasza drużyna jest jeszcze, jak to się określa – w grze, ale szanse na utrzymanie statusu pierwszoligowca są  minimalne, by nie powiedzieć iluzoryczne. Dopóki jednak piłka w grze....

W następnej kolejce Legionovię czeka wyjazdowe spotkanie z Politechniką Częstochowa. Trzeba go wygrać za wszelką cenę (najlepiej za trzy punkty) i czekać na ... cud.  W ostatniej kolejce rundy zasadniczej legionowianki pauzują, a bezpośredni „kandydat do spadku”, zespół z Rumii gra u siebie z Dąbrową Górniczą. Teoretycznie jest więc jeszcze możliwe, że nasze dziewczyny okażą się ciut lepsze od zespołu z Wybrzeża, ale jak wiadomo teoria  często mija się z praktyką.

Sobotnie spotkanie z  chorzowskim Sokołem, a więc trzecim zespołem rozgrywek, jeszcze raz pokazało jak dziwne są pierwszoligowe rozgrywki w siatkówce kobiet, jak niewielkie różnice dzielą zespół z czołówki od  legionowskiego słabeusza. I nie chodzi tylko o to, że panie - jak wiadomo - zmienne są.

W ostatnim spotkaniu przed własną publicznością  rundy zasadniczej (stale mamy nadzieje, że będą jeszcze baraże) nasze dziewczyny zademonstrowały typowe dla siebie walory ale niedostatki. A więc z jednej strony  ambicja, chęć walki, spora determinacja i chyba jednak taki sam potencjał, a z drugiej – braki w siatkarskim wyszkoleniu (zwłaszcza w przyjęciu), gubienie punktów seriami, indywidualne przeplatanie zagrań wyśmienitych z żałosnymi. Saldo tych plusów i minusów prawie równe zeru, ale jak wiadomo prawie robi sporą różnicę. To Sokół jest trzecim zespołem rozgrywek, a Legionovia przedostatnim, na krawędzi spadku do II ligi.

W pierwszym secie sobotniego meczu udany atak Kasi Zaroślińskiej dał legionowiankom prowadzeniem, ale w miarę upływu gry zarysowała się przewaga zespołu gości. Dobrze w śląskim teamie rozgrywała Weronika Kaczmarek (nr1), nieźle  atakowała 25-letnia Monika Konsek (nr 2),spore spustoszenie w zespole legionowianek swoimi serwami sprawiały wspomniana Konsek, a zwłaszcza 22-letnia Agnieszka Starzyk (nr5). Jeśli dodamy do tego poprawną grę Barbary Furtak (nr 9) i Xymeny Wysockiej (nr6), to  wygrana w tym secie przyjezdnej drużyny nie powinna dziwić.

W dwóch następnych partiach role się odwróciły. Ton grze nadawały podopieczne K. Leszczyńskiego. Radziły sobie z przyjęciem zagrywki, w miarę równomiernie rozkładał się atak legionowskiego zespołu, nasze panny okazały się lepsze w najdłuższej, najładniejszej akcji drugiego seta, a trzecim nie zdeprymował je nawet poważny błąd sędziowski. W tej części meczu okazało się, że legionowska rozgrywająca niczym nie odbiega od W. Kaczmarek, że udanymi atakami oprócz K. Zaroślińskiej mogą się popisywać i M. Tekiel i S. Pastuszko, czy D. Marszałek, że serwami potrafią „bombardować” nie tylko rywalki, ale także Ala Leszczyńska czy Sandra Cabańska.

W czwartym, w miarę tylko wyrównanym  w początkowym fazie secie, po stronie legionowskiej powróciły znane „koszmary”. Nasze panny stanęły na 12-tym zdobytym punkcie, nie mogły sobie poradzić, z dobrą, bo dobrą, zagrywką rywalek. Nie pomogły ani roszady w zespole, ani zachęty wodzireja- spikera, który  „gadał” jak katarynka, co przy fatalnym nagłośnieniu sali „Konopnickiej” dawało jarmarczny efekt i  chyba  dodatkowo frustrowało kibiców,  nawet bardziej niż gra naszego zespołu  w decydujących fragmentach tego meczu.. A tak na marginesie: Panie Januszu, spiker nie powinien (nie może) komentować, wartościować, twierdząc, że każde zagranie naszego zespołu jest wyśmienite, a rywalkom zagrania się tylko udają...

W tie-breaku nasze dziewczyny starały się walczyć o zdobycie drugiego punktu, ale ... nie dały rady. Prowadziły w początkowej fazie trzykrotnie (2:1,4:3 nawet 6:4), ale potem większe doświadczenie rywalek wzięło górę, a stracenie czterech, a nawet pięciu punktów w jednym ustawieniu było – deprymujące, tak jak piłki spadające pod nosem przyjmujących.

BT Polska Legionovia – SCS  Sokół Chorzów  2:3 (21:25, 25:21, 25:22, 18:25, 11:15). Legionovia: Żółtanska, Leszczyńska, Chuchro, Stępień – Ostapiuk, Pastuszko, Zaroślińska oraz Góralczyk (libero), Cabańska, Tekiel, Marszałek.

(jb)

POWIEDZIELI:

Zdzisława Kania, trener Sokoła Chorzów: -  Jaki to był mecz? Dla nas był to swego rodzaju sprawdzian tego, jak potrafimy sobie radzić w spotkaniach wyjazdowych. Jesteśmy w przededniu spotkań w play-offach i mogliśmy w pewnym stopniu sprawdzić jak gra się w obcej sali, przed obcą publicznością. Czy dobrze w tym sprawdzianie wypadł nasz zespół? Powiem tak: dzisiaj dobrze, ambitnie zagrała dziś drużyna legionowska. Natomiast mój zespół za często w tym spotkaniu asystował i zebrał się do gry w końcówce. Nie jest to jednak ta gra o którą mi chodzi, którą staramy się wypracować na treningach. Czy szkoda, że Legionovia spada z pierwszej ligi? Pewno, każdego spadającego zespołu szkoda. Dlaczego Legionovia, a nie Rumia, Łańcut czy Police? Trudno mi to oceniać. Ta liga jest dziwna, zespoły lepsze przegrywają z drużynami z końca tabeli. Nie umiem odpowiedzieć dlaczego dla Legionovii  tabela ułożyła się właśnie tak, a nie inaczej.

Krzysztof Leszczyński, trener BT Polska Legionovia: - Rzeczywiście, wielkiej różnicy między trzecim zespołem a dwunastym – nie widać. Tylko jakieś niuanse, bo na dobrą sprawę ten mecz można było nawet wygrać i to za trzy punkty. Dzisiejszy mecz przegraliśmy, bo mieliśmy od rywalek gorsze przyjęcie zagrywki i w ważnych momentach piłki wpadały bezpośrednio w parkiet. Ten element niestety od samego początku w grze naszej drużyny kulał i do końca kuleje. A to jest najważniejszy element w siatkówce. W bloku, obronie widać  już zmiany na lepsze, podobnie w zagrywce. Nie najgorszy jest też już atak, a w przyjęciu, dograniu piłki do rozgrywającej – stale to samo. To idzie za nami od samego początku mej pracy z tym zespołem. Co wpłynęło na naszą aktualną pozycję w tabeli, czy decydujące były zgubione punkty z bezpośrednimi rywalami do spadku: Policami, Łańcutem? Tego nie chcę komentować, przyjdzie na to czas po zakończeniu tego sezonu, bo przecież jeszcze gramy. Tych wspomnianych przez pana punktów jednak rzeczywiście brakuje. Żal, że to tak właśnie dla nas wyszło, tak się to wszystko ułożyło...       zanotował: (jb)