Bakteria w szatni

Pogoda w naszym kraju nie rozpieszcza nikogo. Szczególnie piłkarzy. Do końca wahały się losy spotkania kontrolnego Legionovii z Przyszłością Włochy. Ostatecznie do meczu doszło w sobotę

 

 

Mecz miał jednostronny przebieg. Legionovia praktycznie nie schodziła z połowy przyjezdnych i spokojnie rozgrywała piłkę. Już w 8 minucie do bramki trafił Konrad Karaszewski (w ostatnim numerze jego naziwsko nieco przekręciłem. Przepraszam. Teraz jest już dobrze – przyp. red.). Ataki trwały jednak dalej i w 24 minucie spotkania, ten sam zawodnik wpisał się na listę strzelców po raz drugi.

Bardzo dobre spotkanie rozegrał Krzysztof Wierzbicki, który w oczach wielu stadionowych „krytyków” zbierał pochlebne opinie. Nawet stojący z boku Roland Emmecke wyrażał podziw. – Ten piłkarz bardzo mi się podoba. Wprowadza do gry dużo spokoju i umiejętnie rozgrywa piłkę – ocenił postawę swojego kolegi, czarnoskóry piłkarz Legionovii.

W drugiej połowie, na boisku pojawił się m.in. Sebastian Rymbiewski, który powrócił do treningów po chorobie. - Od lutego mamy problem z wirusem w szatni. Każdy mi po kolei choruje – narzekał szkoleniowiec Włodzimierz Gnoiński.

 

Biegali młodzi

Ta złośliwa bakteria sprawiła, że trener Legionovii nie mógł tego dnia skorzystać ze wszystkich piłkarzy. Na boisku pojawili się więc… juniorzy (Ławrynowicz i E. Łotowski).

- Te zmiany nie były spowodowane tym, że chciałem ich sprawdzić, tylko przy współpracy z „Topkiem” (Piotr Topczewski – szkoleniowiec drugiego zespołu) pożyczyłem ich sobie na ten mecz, aby dać odpocząć innym. Gdyby piłkarz z podstawowego składu grali cały czas w takim rytmie, to mogliby się „nieodetkać” w meczach ligowych – wyjaśnił występ młodch piłkarzy, Gnoiński.

Mecz zakończył się wyikiem 6:0. Dwa gole zdobył wspomniany wcześniej Rymbiewski. Popularny „Ryba” pokonał bramkarza gości dwukrotnie z rzutu wolnego. Najpierw posłał piłkę tuż obok muru. Ta odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Drugą bramkę zdobył przy udziale golkipera Przyszłości. Ten, nie wiedzieć czemu, ustawił się niemal za swoim murem i pozostawił bez opieki drugi róg bramki. Rymbiewski skorzystał z prezentu i ze stoickim spokojem podwyższył wynik meczu na 5:0.

 

Wracają po chorobie

W środe (07.03 – po zamknięciu tego numeru) piłkarze Legionovii zagrają z Mazowszem Grójec (godz. 18). Legionowianie wystąpią w tym meczeu w pełnym składzie. Do gry, po chorobie wracją: Rostkowski, Górski, Cieślak i Roland Emmecka. – Do meczu przystąpią dwie jedenastki. Zagramy przy sztucznym świetle. Działacze z Mazowsza bardzo naciskali, abyśmy zagrali o 15, ale dla nas miła się to z celem. Większość przecież pracuje i nie chciałem, aby powtórzyła się sytacja ze spotkania ze Zniczem Pruszków (0:4), gdzie nie miałem nikogo na ławce i mecz kończyłem z dziewięcioma zawodnikami na boisku. Tak na dobrą sprawę nam to nic nie dało, ale Zniczowi również. Bo w meach kontrolnych chodzi o to, aby grać z przeciwnikiem, który dysponuje pełnym składem – dodaje Gnoiński.

 

Na zielonej trawce

W sobotę legionowianie zagrają z Bobrem Tłuszcz. - Wszystko wskazuje na to, że pogoda się utrzyma i zagramy na tamtejszym, trawastym boisku, bo tak nas zapewniali działacze Bobra Tłuszcz. To dla mnie bardzo dobra wiadomość, bo pierwszy mecz gramy na wyjeździe (Okęcie Warszawa) i nie musimy wchodzić na boisko u nas. Zresztą i tak byśmy nie weszli, bo MOSiR by się nie zgodził, abyśmy grali na boisku głównym – kończy trener Legionovii.

Legionovia Legionowo – Przyszłość Włochy 6:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Kraszewski 8, 2:0 Karaszewski 24, 3:0 Rymbiewski 62, 4:0 Wierzbicki 72, 5:0 Rymbiewski 82, 6:0 Reks 85

Legionovia: Dzisiewicz (46. Zaremba) – Doliński (72. Ławrynowicz), Prusik, Wawrzyniak, Starczewski (46. Pytlewicz) – Sztobryn (72. Emil Łotowski), Wierzbicki, Starnacki (46. Urban) – Reks, Jaczewski (46. Rymbiewski), Karaszewski (46. Ekwueme)

 

Bartosz Cieślak