Srebrny szczypiorniak
W kraju – jak się powszechnie sądzi - indywidualistów, kolejni reprezentanci gier zespołowych wdrapali się na medalowe podium championatu naszego globu. W krótkim czasie, po siatkarzach, wicemistrzami świata zostali przedstawiciele męskiego handballu, a więc piłki ręcznej, lub mówiąc bardziej po polsku – szczypiorniaka.
Skąd te rodzime nazewnictwo? Nie od szczypiorku rzecz jasna, a od przedmieść Kalisza, miasteczka Szczypiorna, gdzie w czasie I wojny światowej Niemcy wybudowali obóz jeniecki dla legionistów J. Piłsudskiego. To nasi jeńcy, w wolnych chwilach, dla podtrzymania kondycji grali w piłkę. Nie kopali jednak szmacianki, bo szkoda było im butów, tylko rzucali ją do bramki rękoma. Szczypiorna więc sięgają polskie korzenie polskiej piłki ręcznej, przepraszam – szczypiorniaka.
Co by się nie rzekło na ten temat, nie da się ukryć, że po niemieckim wyczynie podopiecznych Bogdana Wenty, co najmniej pół kraju pozytywnie „zwariowało” na punkcie małej piłki. Cóż, sportowy sukces rodzi zainteresowanie, gwałtownie skacze popularność niszowej do tej pory dyscypliny sportu. Rodacy na odkrywają uroki szczypiorniaka, uczą się nazwisk swoich nowych sportowych idoli. Nijako przy okazji odkurza się z zapomnienia znane już tylko nielicznym fakty, o tym że w piłce ręcznej Polacy mieli już i brązowy medal olimpijski (Montreal 1976), i byli także brązowymi medalistami mistrzostw świata (Niemcy 1982). Fakt, na kolejne medale trzeba czekać było ćwierć wieku, ale o prekursorach polskiego sukcesu ”siódemki” warto też wspomnieć. Zanim więc wicemistrzami świata w Kolonii zostali bracia Lijewscy, także Jureccy, Szmal, Tkaczyk, Jurasik i Bielecki, wcześniej uczynili to: Adam Szymczak, Zygfryd Kuchata, Jerzy Klempel, Janusz Brzozowski, Jan Gmyrek, Henryk Rozmiarek, Alfred Kałuziński, Jerzy Melcer, Ryszard Przybysz. Piotr Cieśla...
Srebro 2007 zdobyte w Niemczech oczywiście cieszy, jest niezaprzeczalnym sukcesem, ale po finale z gospodarzami pozostał... pewien niedosyt. I nie chodzi tylko o to, że na finał gospodarze wpuścili tylko garstkę naszych rodaków, że „Bild” przed meczem obrażał – jak to ma w zwyczaju – naszą reprezentację, a trener rywali twierdził, że Polacy iż przed meczem „mają pełne portki.” Ten finał można było wygrać. Była szansa, bo rywale nie grali przecież nadzwyczajnie (co sugerował nie wiadomo dlaczego przeprowadzający pomeczowe wywiady redaktor w okularach z „Polsatu”). To nasi zagrali w finale swój bodaj najsłabszy mecz w mistrzostwach, popełnili sporo błędów własnych i nic dziwnego, że po meczu w szatni – jak to określił trener B. Wenta – omal nie pourywali sobie j..
Czy po srebrnych mistrzostwach będą kolejne sukcesy na parkietach piłki ręcznej? Czy ten sukces przyczyni się do rozwoju tej dyscypliny sportu w naszym kraju, jej organizacji, zmiany sportowej bazy na lepsze? Czy też, jak to często bywa, szybko, to co najlepsze - zostanie roztrwonione i na kolejny sukces szczypiornistów poczekamy ćwierć wieku? A może jak chce Bogdan Wenta uda się jednak pójść za ciosem i w Pekinie o polskim szczypiorniaku znowu będzie głośno...
Piłkarzom ręcznym kibicowała cała Polska. Także na Mazowszu mocno trzymano kciuki za biało-czerwonych. Tym bardziej, że u kilku z nich można doszukiwać się mazowieckich korzeni. Kapitan reprezentacji Grzegorz Tkaczyk, to warszawiak z urodzenia, chłopak z Targówka, który zanim wyjechał do FC Magdeburg pierwsze kroki stawiał w stołecznej Warszawiance. W płockiej Wiśle grają aktualnie i Damian Wleklak i Rafał Kuptel, a płocką przeszłość mają za sobą: Sławomir Szmal, Mariusz Jurasik oraz Marcin Lijewski. Warto też podkreślić, że niespełna 22-letni Zbigniew Kwiatkowski, który na niemieckim mundialu nie zagrał ani minuty, ale jak mówi B. Wenta ma przyszłość przed sobą jest wychowankiem ciechanowskiego MKS-u, a obecnie, ten najwyższy (203 cm wzorstu) w reprezentacji szczypiornista, gra z powodzeniem w płockiej Wiśle. Podobno Zbyszek swą fascynację sportem zaczynał od ... lekkoatletyki, uprawiał bieg z przeszkodami. To swego przenośnia i swego rodzaju puenta dla niemieckiego sukcesu reprezentacji polskich piłkarzy w Niemczech. Bo dla chłopców B. Wenty i jego asystenta Daniela Waszkiewicza droga na światowe szczyty, też nie była usiana różami... Jerzy Buze


