Ambitnie, z pozytywnym nastawieniem
Rozmowa z Marcinem Rzeszotkiem, nowym trenerem trzecioligowych piłkarzy KS Legionovia
- Proszę krótko przedstawić się naszym Czytelnikom
- Mam 28 lat, jestem wychowaniem Mazura Karczew. Przez 20.lat związany z tym klubem. W 2006 zakończyłem swoją piłkarską przygodę jako zawodnik. Grałem jako środkowy pomocnik, aczkolwiek w ostatnim czasie jako prawy obrońca. Skończyłem studia na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego, jestem trenerem II klasy. Jestem szkoleniowcem i nauczycielem w Mazowieckim Ośrodku Sportowego Szkolenia, mieszczącym się w AWF-ie. Prowadzę klasę II liceum, a więc są to chłopcy z rocznika 1991. Wśród nich są reprezentanci (i reprezentantki) Polski. Poza tym prowadziłem też rezerwy karczewskiego Mazura.
- Z seniorami był pan tylko związany jako szkoleniowiec rezerw Mazura, które zajęły trzecie miejsce w swojej grupie „A” na półmetku rozgrywek?
- To nie do końca tak. Jako szkoleniowiec seniorów zaczynałem, jako asystent w Mazurze u trenera Sasala, który absolutnie mnie nie znał, a zaproponował właśnie mojej osobie stanowisko swojego asystenta. Potem byli kolejni trenerzy w Mazurze (Libich, Podoliński) i mnie również powierzali asystenturę. Dużo mi dało współprowadzenie kurso-konferencji dla trenerów zorganizowanej przez MZPN. W zeszłym roku, wraz z dwoma innym trenerami z Mazowsza, PZPN wysłał mnie do Bydgoszczy na konferencję, gdzie gościł m.in. trener selekcjoner L. Beenhakker
- W jaki sposób dowiedział się pan o możliwości pracy w Legionowie? Dlaczego wybrano właśnie pana na następcę trenera Gnoińskiego?
- Znam Legionowo. Bywałem tu jako zawodnik, potem jako asystent trenera Mazura. Obiekty klubu nie są mi obce, znam też kilku piłkarzy, z którymi rywalizowałem. Tutejsze środowisko piłkarskie, w mniejszym lub większym stopniu, jest mi więc znane. Dlaczego właśnie ja zostałem, oficjalnie od 1 stycznia, trenerem Legionovii? O to trzeba chyba pytać prezesa Gębarowskiego, który jak się domyślam przeprowadził dokładny wywiad środowiskowy na mój temat. Otrzymałem od prezesa telefon z pytaniem, czy jestem pracą w Legionovii zainteresowany. Jak widać byłem, chociaż z ciężkim sercem opuszczałem Mazura, bo właśnie tam, moim oczkiem w głowie, był ostatnio zespół rocznika 1990. Przeważyła jednak, jak to u młodego szkoleniowca, szansa budowania i promowania własnego nazwiska. Otrzymałem szansę nobilitacji. Propozycja Legionovii to dla mnie wyróżnienie. Dodam, że nowych wyzwań się nie boję. Nie twierdzę też, że to dla mnie ostateczne wyzwanie, bo kiedyś w przyszłości, chciałbym pracować na jeszcze wyższym szczeblu rozgrywek piłkarskich. Na ten czas Legionovia jest dla mnie dobrym przystankiem.
- Ambicje więc są, ale co pan chce zwojować z Legionovią?
- Ambicje są, ale spokojnie nie od razu Kraków zbudowano. Trzeba się nadal uczyć dokształcać, podpatrywać lepszych od siebie i skuteczniejszych trenerów. Najpierw jednak tutaj w Legionowie muszę pokazać się z dobrej strony.
- Dobrej, tzn. jakiej? Jakie zadania na rundę rewanżową postawił przed panem zarząd klubu?
- Na temat samych założeń wynikowych jeszcze nie rozmawialiśmy, aczkolwiek z tabeli półmetka wynika, że awans do wyższej klasy rozgrywkowej będzie trudno uzyskać. Do tego awansu głównym pretendentem jest oczywiście zespół Świtu. Po cichu na taki awans liczą również w Karczewie. 12-punktowa strata Legionovii do lidera - to sporo. Będziemy jednak na pewno walczyć o jak najwyższą pozycję w lidze. Na konkretne deklaracje jeszcze za wcześnie, bo dopiero okres przygotowawczy pokaże na co zespół Legionovii będzie stać, jaki jest potencjał wśród chłopaków reprezentujących legionowskie barwy. Będę się bacznie przyglądał zarówno zawodnikom pierwszej, jak i drugiej drużyny, która tak dobrze wypadła na półmetku w „A’ klasie.
- A co byłoby dla pana – przepraszam, że pytam o to już teraz – porażką w pierwszym okresie pracy z Legionovią?
- Porażką? Zaskoczył pan mnie tym pytaniem. Zastanawiam się raczej nad tym, co by zrobić, aby tej sportowej porażki nie było. Odpowiem więc może tak. Jako nowy szkoleniowiec przygotowałem sobie na wejście do szatni takie hasło, które rozdam chłopakom: pozytywne nastawienie do pracy buduje pozytywne uczucia. Porażką będzie więc brak tego pozytywnego nastawienia do pracy. Jeśli tego nie ma, nie ma mowy o jakimkolwiek sukcesie sportowym, o jakimkolwiek wyniku. Nie można z góry nastawiać się na - „nie’. Nie może tego czynić szkoleniowiec, nie mogą tak do tego podchodzić sami piłkarze. Jedziemy na tym samym wózku i wspólnie musimy mieć pozytywne nastawienie do pracy, którą chcemy wykonać. Taki to zawód, taka praca: dzisiaj jesteśmy w Legionowie, jutro będziemy gdzie indziej, w wyższej lidze jeśli wykonamy dobrą robotę.
- W okresie przygotowawczym, jaki zacznie pan z zespołem na początku stycznia, poprzedni szkoleniowiec zaplanował siedem sparingów, z konkretnymi rywalami. Nie będzie to panu przeszkadzało, burzyło własnego pomysłu na pracę w okresie blisko trzymiesięcznych przygotowań?
- Siedem sparingów tym okresie wydaje się normalną liczbą spotkań kontrolnych. Zpewnością jest to cykl przemyślany przez poprzedniego szkoleniowca, tym bardziej, że nie ma tam spotkań w odstępie trzydniowym. Ja osobiście nie chciałbym zbyt wcześnie rozpoczynać spotkań, bez odpowiedniej podbudowy fizycznej zespołu. To jeden z częstszych błędów, oczywiście według mojej oceny, kiedy trenerzy bez przeprowadzenia odpowiedniej ilości jednostek treningowych, rozpoczynają rywalizację poprzez sparingi. Z tego co się zorientowałem nasi sparingpartnerzy, to mocni rywale. To dobrze, a mogli być nawet mocniejsi, bo baza treningowa w Legionowie, boisko ze sztuczną nawierzchnią, to łakomy kąsek w zimowym okresie przygotowawczym nawet dla pierwszoligowców.
- Spytam o swego rodzaju credo młodego szkoleniowca. Jak pan chce, aby grał kierowany przez pana zespół: przede wszystkim z zabezpieczeniem bramki, na zero z tyłu, czy może, ładnie. widowiskowo do przodu? Czy może dla pana najważniejszy będzie sam wynik?
- Chciałbym przede wszystkim grać skutecznie. Skutecznie w miarę personalnych możliwości, bo nie da się zrobić jakiegokolwiek wyniku, bez ludzkiego potencjału, bez odpowiedniego zaangażowania, zarówno podczas zajęć treningowych, jak i w czasie samych spotkań oraz dobrego, sportowego prowadzenia się w czasie wolnym. Reasumując: Legionovia pod moim kierunkiem będzie starła się grać skuteczną, w miarę możliwości, otwartą piłkę.
- Przyjmując wyzwanie pracy w Legionovii, spojrzał pan z pewnością w ligową tabelkę półmetka. Co pana zdaniem wynika np. z legionowskiego bilansu bramkowego? Obejmuje pan drużynę „murarzy”, jak określają Legionovię niektórzy?
- Tą bramkową matematykę można różnie zinterpretować. Patrząc na stosunek:16-8, czyli szesnastu strzelonych bramek do ośmiu straconych, w odniesieniu do np. szóstego zespołu w tabeli, który strzelił tych bramek 27 i stracił tych bramek 16, wniosek nasuwa się sam: nie ma w Legionovii zawodnika, który potrafiłby strzelać gole. Z drugiej jednak strony drużyna plasująca się wyżej od Legionovii straciła tych bramek 20, to wynika z tego, że Legionovia ma solidną obronę. Być może jest to więc zespół „murarzy”, ale są też z pewnością tu i „tynkarze”, czyli osoby potrafiący wykończyć „budynek”, pracę tych pierwszych.
- Nie boi się pan pierwszego samodzielnego wejścia do seniorskiej szatni, w którym niektórzy zawodnicy będą w wieku trenera, a nawet starsi?
- Bez przesady, żadnych obaw nie mam. Z właściwą komunikacją nie powinno być problemów. Wspomniałem już o pozytywnym nastawieniu do pracy, które powinno zbudować dobre relacje na linii trener – zawodnicy. Zapewniam, że w szatni nie będzie problemów, ani z moimi rówieśnikami, ani z młodzieżą, ani tymi starszymi ode mnie piłkarzami.
Rozmawiał Jerzy Buze
Zdjęcie: Trener Marcin Rzeszotek jest pozytywnie nastawiony do pracy. Nie ukrywa swoich ambicji i zamierzeń
Fot. (jb)


