Leją naszych w domu

Kto liczył, że kopacze nożni Legionovii, po zmianie trenera, nagle się odrodzą jak Feniks z popiołów – był w błędzie. W ubiegłym tygodniu legionowienie przegrali dwa mecze. Oba u siebie. W środę baty Legionovii sprawił lider z Nadarzyna, wygrywając 5–0, w sobotę zespół Piotra Toczewskiego nie sprostał outsiderowi, ambitnie finiszującej (wiosną 16 punktów – przyp. red.) Nadnarwiance Pułtusk, przegrywając 2–3

Na siedem kolejek przed zakończeniem sezonu 2009/2010 sytuacja piłkarzy z ul. Parkowej robi się już  rzeczywiście podbramkowa. Widmo spadku do IV ligi jest już „dotykalne”, drużyna jak kania dżdżu łaknie trzecioligowych punktów (patrz tabelka: trzy ostatnie drużyny spadają obligatoryjnie, a może ich być jeszcze więcej).

KS Legionovia – GLKS Nadarzyn 0–5 (0–3)

Na nic się zdały przedmeczowe, motywacyjne zapowiedzi P. Topczewskiego, że jego podopieczni powalczyć mogą z każdym, a wygrać nawet z liderem. Fakt, w środę legionowianie walczyli. Przez pierwszych 20 minut środowego meczu wydawać by się nawet mogło, że mecz ma nawet wyrównany charakter. Potem… Potem legionowianie zostali bezlitośnie sprowadzeni na ziemię. Lider pokazał naszym futbolistom ich miejsce w trzecioligowym szyku, udowodnił, że chcieć a móc to dwie różne sprawy. Samym nastawieniem psychicznym, gdy umiejętności brakuje spotkań się nie wygrywa.
Egzekucja legionowian rozpoczęła się w środę, w 25. min. spotkania, kiedy to Karol Jankowski (najlepszy strzelec gości w tym sezonie) wykończył z bliska składną akcję kolegów. Cztery  minuty później, drugiego kapitalnego zresztą gola nożycami zdobył Marcin Figiel, próbowany swego czasu w Legionovii. Nie minęło kolejnych pięć minut i było już 0–3 po golu Andrzeja Dzierżawskiego. Lider po przerwie dołożył jeszcze dwie bramki za sprawą Gallardo (62’) i Michała Kucharskiego (64’), a naszych piłkarzy nie stać było nawet na honorowe trafienie, choć okazje ku temu były. Jednak zarówno Piotr Topczewski w 55. min., jak i Jakub Łotowski nie zdołali pokonać doświadczonego Macieja Łykowskiego strzegącego bramki lidera.
Po meczu trener zwycięzców Tomasz Matuszewski nie zgodził się z uproszczonym uogólnieniem tego meczu, jakoby Legionovia biegała, grała, a Nadarzyn strzelał bramki.  – Moja drużyna też biegała, wypracowywała sobie okazje. Byliśmy rzeczywiście skuteczni, ale…pewniakami do awansu nie jesteśmy. Sporo się jeszcze do końca może zdarzyć, drużyny muszą przecież grać spotkania co trzy dni – dodał T. Matuszewski.
Skład Legionovii z meczu, z GLKS Nadarzyn: Błesznowski – Reks, Chmielewski, Kielak, Pacuszka (46’ Frączek), Tkacz, Wróbel (46’ Urban), Choiński, Kowalczyk (72’ Wajda), Jaczewski, Uwadizu (46’ J. Łotowski).

KS Legionovia – Nadnarwianka 2–3 (1–1)

Przed tym spotkanie P. Topczewski szukając, optymalnych rozwiązań kadrowych, znowu przemeblował trochę skład (m.in. na swą nominalną pozycję w obronie, po „próbach” na prawej pomocy, powrócił P. Kowalczyk), ustawił drużynę teoretycznie ofensywnie z trzema napastnikami. Roszady nie przyniosły spodziewanych skutków. Z przodu może było trochę lepiej, ale defensywa często przypominała szwajcarski ser.
Sobotnie spotkanie miało w miarę wyrównany przebieg. Obie drużyny zdawały sobie doskonale sprawę z rangi tego meczu, określanego mianem „za sześć punktów”. Było więc sporo walki, ambicji z obu stron. Legionovia miała nawet więcej tzw. okazji bramkowych (strzał Uwadizu w słupek, goście dwukrotnie wybijali futbolówkę ze swojej linii bramkowej), ale to goście okazali się skuteczniejsi. – Mecz wyrównany, otwarty. Cieszę się, że udało nam się wygrać ten mecz „o życie”, zresztą dla nas każdy taki jest, wykorzystać stworzone sytuacje bramkowe – powiedział trener Nadnarwianki, Mariusz Malarz.
Piotr Topczewski tak widział to spotkanie: – Przykro mi, że punkty pojechały do Pułtuska. Brakowało nam szczęścia, wisi nad nami jakieś fatum. Musimy to odwrócić. Nie chce się uwierzyć, że potrafimy tak frajersko tracić bramki, chociaż w tym meczu byliśmy przecież stroną atakującą. Widać chyba w naszej grze jakąś poprawę, ale nic z niej niestety nie wynika. Nie możemy robić takich „baboli”, jak przy dzisiejszej trzeciej bramce.
A oto jak padały bramki:
– 1–0 (12’) Łukasz Choiński (karny);
– 1.1 (34’) Paweł Iwanowski (karny);
– 1.2 (48’) Mariusz Kopecki;
– 2–2 (51’) Ifeanyi Uwadizu;
– 2–3 (85’) Stanley Amoki.
Skład Legionovii:
Błesznowski – Poterała, Kowalczyk, Chmielewski, Frączek (68’ Pacuszka), Tkacz, kielak (46’ Wawrzyniak), Choiński, J. Łotowski (37’ Załustowicz) Kuźmińczuk (71’ Jaczewski), Uwadizu.
W tym tygodniu przed Legionovią dwa spotkania. W środę wyjazdowe z Narwią Ostrołęka, w sobotę z Omegą Kleszczów u siebie. Ostatni legionowscy kibice, tacy co to są zespołem na dobre i złe „modlą się” o jakieś punkty dla swojego zespołu.

(jb)

Zdjęcie: Łukasz Choiński strzelił w meczu z Nadnarwianką bramkę z rzutu  karnego

Fot. DKBE