Trochę jeszcze pogram
Rozmowa z Sylwią Pastuszko, siatkarką LTS i Salosu Legionowo
Przez cztery sezony była środkową LTS Legionovia. Ostatnio pojawiła się w zespole lokalnej konkurencji i w decydujących meczach pomogła Salosowi w awansie do II ligi. Spotkanie przeciwko Alpatowi Gdynia było dla Sylwii Pastuszko ostatnim w leninowskich barwach.
– Gratulacje za awans, ale zacznijmy rozmowę od pytania o synka: jak się czuje, jak ma na imię?
– Dziękuję, synek ma pół roczku, jest bardzo wysoki i szybko rośnie, jak na drożdżach. Ma na imię Hubercik. Czy będzie siatkarzem? Za szybko o tym mówić. Zobaczymy, z pewnością nie będziemy z mężem naciskali, aby tak się stało. To będzie jego wybór.
– Ile już trwa pani siatkarska przygoda?
– Oj sporo, chyba piętnaście lat. Zaczynałem grać w wieku czternastu lat, a moim pierwszym zespołem była Siarka Tarnobrzeg. Trochę tych klubów było. M.in. przez sześć sezonów warszawski AZS AWF, potem przez cztery lata Legionovia, teraz Salos…
– No właśnie, co z tą Legionovią? Po rocznej przerwie wraca pani do Legionowa, tyle że nie do LTS, a do Salosu. Dlaczego?
– Po prostu nie dogadałam się z działaczami LTS. Mówiąc wprost: źle mnie potraktowali. Kiedy poinformowałam ich, że jestem w ciąży, dla nich przestałem istnieć, zostałam pozostawiona sama sobie. Tak, słyszałam o kontuzji i ostatnim przypadku Marty Staszewskiej. Jeśli tak traktuje się zawodniczki, które coś tam dla klubu zrobiły, to trudno się im potem dziwić, że siatkarki nie chcą tu wracać. Kiedy więc otrzymałam propozycję od Aleksandra (A. Miętek – przyp. red.), aby pomóc Salosowi w awansie do II ligi postanowiłam to zrobić. Chciałam im pomóc, aby m.in. pokazać, że zespół i trener bez należytych środków finansowych zrobi wszystko aby awansować, a innym z większą kasą to się nie udaje.
– Występami w Salosie pokazała pani, że po krótkiej przerwie grać w siatkówkę pani nie zapomniała. Co dalej?
– Ta przerwa tak krótka nie była. Nie grałam przez rok. Zamierzam jeszcze pograć, może rok, może przez 2–3 lata. Mieszkam teraz w Gliwicach, gdzie mąż jest trenerem piłki ręcznej, więc albo będę grała w drugoligowej Politechnice Gliwickiej, albo w pierwszoligowym Sokole Chorzów. Chcę się więc jeszcze trochę poruszać i … mieć jeszcze trochę satysfakcji z tego grania. Są chęci, możliwości, więc jeszcze się w siatkówkę chcę pobawić. Muszę zgubić też nadwagę po ciąży, bo trochę tych kilogramów się nazbierało, a ja chciałabym mieć tamtą figurę.
– Czuje się pani spełniona sportowo? Wyżej niż w I lidze (AZS AWF i LTS) nie udało się pani zagrać.
– Spełniona? Raczej tak. Przy moich warunkach fizycznych i czasie poświęcanym na naukę, gry na najwyższym poziomie chyba nie udałoby się osiągnąć.
– Co potem, kiedy zejdzie już pani na dobre z siatkarskiego parkietu?
– Jeszcze dokładnie nie wiem, ale może spróbuję swych sił jako trener. Odpowiednie papiery posiadam, jestem trenerem II klasy siatkówki, absolwentką AWF.
– Salos dopiął swego – awansował do II ligi, ale sam trener Miętek przyznaje, że sportowo ten zespół ma jeszcze sporo do zrobienia. Jaka jest pani opinia na temat drużyny?
– Dziewczyny się cieszą i mają do tego prawo, bo awansowały i pokazały sobie i innym, że można. Nie da się jednak ukryć, że ten zespół potrzebuje zmian kadrowych, aby utrzymać się w II lidze. Sportowo ten zespół nie prezentuje się dobrze. Dziewczyny nie są jeszcze, jak to się określa, ułożone. Nie ma w zespole prawdziwego lidera, który pociągnąłby zespół w trudnych momentach. Potrzebna więc jest praca i chyba jednak zmiany kadrowe. Życzę dziewczynom z Salosu jak najlepiej.
Rozmawiał : Jerzy Buze
Zdjęcie: Sylwia pomogła siatkarkom Salosu w awansie do II ligi
Fot. P. Kucza


