Odczarowali swoje boisko
Dwa mecze – cztery punkty, to niezły dorobek legionowskich piłkarzy z ubiegłego tygodnia. W środę podopieczni Marcina Rzeszotka zremisowali bezbramkowo w Radomiu z miejscową Bronią, by w sobotę, na swoim stadionie, pokonać 2:0 (1:0) Woya z Bukowca Opoczyńskiego. Była to pierwsza od trzynastu kolejek domowa wygrana legionowian
Zdobyte punkty muszą oczywiście cieszyć coraz mniej liczną gromadkę legionowskich kibiców. Nie ma więc co dywagować na temat poziomu i stylu gry naszych futbolistów. Po pierwsze dlatego, że zwycięzców się nie sądzi, a po drugie piłka nożna to nie np. łyżwiarstwo figurowe, gdzie przyznaje się noty za wrażenia estetyczne. Odnotuję więc tylko, że w zwycięskim spotkaniu trener nie mógł skorzystać z optymalnego zestawienie (kontuzje, kartki, a na dodatek na rozgrzewce uraz zgłosił M. Starczewski) i wreszcie kibice, w większym wymiarze czasowym, mogli zobaczyć w akcji młodziutkiego wychowanka klubu Pawła Madeja oraz wracającego po kontuzji (choć w rezerwach już występował) najstarszego zawodnika drużyny Wojciecha Rostkowskiego. Myślę, że obaj nie zawiedli oczekiwań szkoleniowca. Zanim przytoczę pomeczowe wypowiedzi obu szkoleniowców, dodam jeszcze tylko, że w sobotnim spotkaniu gole dla legionowian zdobyli: Grzegorz Reks (4’) i Marcin Gumowski (55’).
Marcin Rzeszotek (Legionovia): – Mecz w Radomiu był dla nas bardzo ciężki, a rywal wymagający. Dlatego bardzo mnie dziwi miejsce Broni w trzecioligowej tabeli. Zadowolony jestem, że na tym ciężkim terenie zdołaliśmy zremisować. Kłopoty kadrowe nie omijają nas od początku rundy wiosennej, dlatego niemal w każdym meczu muszę wystawić inną jedenastkę, co nie jest oczywiście ułatwieniem. Dzisiaj chłopaki pokazali całkiem niezłą grę, strzeliliśmy dwie bramki i wynik tego meczu z pewnością cieszy.
Zbigniew Podsiębierski ( Woy Bukowiec): – Mecz był trochę senny, ale taka była pogoda, a poza tym takie są możliwości zawodników i tak wyglądają mecze trzecioligowe. U mnie w kadrze dwudziestoosobowej tylko dwóch zawodników grało kiedyś w wyższej lidze. Reszta to wychowankowie i piłkarze z okolic. Nauczyć i gry w piłkę przez trzy miesiące, a tyle jestem w tym klubie – nie sposób. Od strony kondycyjnej daliśmy sobie radę i tak bywa nie tylko w tym spotkaniu. Wiem, że Legionovia miała korzystny dla siebie wynik, może się cofnęła, ale to my chyba lepiej prezentowaliśmy się w końcówce pod względem wytrzymałościowym. Natomiast z przodu nie mamy czym straszyć rywali, nie mamy też rasowego rozgrywającego. Nasz bramkarz to rocznik 1990, co chyba było widać w tym meczu (miał swój współudział przy bramce G. Reksa – przyp. red.).
W tym tygodniu przed Legionovią dwa spotkania wyjazdowe. Już w środę (godz. 17) Legionovia gra w Nadarzynie, a w niedzielę (godz. 11) z Omegą Kleszczów.
Oto skład Legionovii ze spotkania z Woyem Bukowiec: Błesznowski – Poterała, Gumowski, Rostkowski, Frączek, Kołakowski, Jaczewski, Wawrzyniak (81’ Wójcik), Tkacz (90’ Lejdyn), Reks (88’ Boratyński), Madej (70’ Nowocin).
(jb)
Zdjęcie: Piotr Jaczewski w efektownej przewrotce, obrońca gości próbuje interweniować w stylu karate, drugiemu piłka przesłania brzuch...
Fot.DKBE


