ROBERT PIECHNIK
Dziś w naszym cyklu prezentowania krótkich, słownych wizytówek szczypiornistów KPR Legionowo pod redakcyjną „lupą” znalazł się jeden z rozgrywających zespołu, i jednocześnie jeden z najmłodszych piłkarzy drużyny,20–letni Robert Piechnik, zwany czasami pieszczotliwie przez kolegów – „Kędziorkiem”
Robert mówi, że piłkę ręczną trenuje już od 10 lat. – Zaczynałem w warszawskim UKS Wilanovia. Tam uczyłem się sportowego abecadła i grałem aż do występów w II lidze. Potem miałem ze względów życiowych roczny rozbrat ze sportem i trafiłem do Legionowa. Dokładniej mówiąc koledzy (m.in. Dominik Troński, Piotr Gromek i Maciej Skawiński) zaprosili mnie tu na treningi. Dlaczego piłka ręczna? Lubię sport. Pływam, była też piłka nożna, pół rok trenowałem w Legii, ale „noga” okazała się nie dla mnie. Za mało męskiej walki. Piłkarskie wzory? Pamiętam, że jako maluch chodziłem na mecze „Warszawianki”, grał tam jeszcze wtedy Grzegorz Tkaczyk i nie ma co ukrywać jego gra imponowała mi, był dla mnie wzorem .Także Aruszewski…
– Zgadzam się z trenerem, że jak jako zawodnik mam na razie tylko potencjał, jestem niezły na treningach, ale w meczach za bardzo „spalam się’, nie mogę poradzić sobie ze stresem, tremą. Próbuje to przezwyciężyć, ale póki co z miernym skutkiem. Szans wielu co zrozumiałe, nie otrzymuję, bo nikt w meczach o punkty nie chce ryzykować, obowiązuje zdrowa konkurencja i jako ten słabszy niewiele gram i koło się zamyka. Mało sprawdzianów, stres nadal mnie paraliżuje. Walczę z tym, ale efektów jeszcze nie widać. Taki np. mój ulubiony rzut z biodra na treningach jest w porządku, w meczach zbyt często chcę go chyba nadużywać nie trafiam, albo trafiam w blok – mówi samokrytycznie Robert.
Robert Piechnik ma siostrę Paulinę, która także uprawia piłkę ręczną. – Jest o rok młodsza , ja ją właściwie „zaraziłem” szczypiorniakiem, ale już mnie prześcignęła. Gra w KKS Kielce, w klubie ekstraklasy. Pewno jest zdolniejsza. W mojej rodzinie, jak pamiętam sport zawsze był obecny. Tata i mama grali w siatkówkę, wujkowie grali w nogę i hokeja. W mojej bliższej i trochę dalszej rodzinie czegoś profesjonalnie nie dało się po prosu nie trenować. Ja też szybko trafiłem do szkoły sportowej, do warszawskiej „300-tki” szkoły podstawowej o profilu sportowym i nie żałuję tego, chociaż zdaję sobie pracy, że wiele pracy jeszcze przed mną. Mam w sobie wiele pokory, a pracy się nie boję.
Piłka ręczna to jak nie ukrywa Robert prawie całego jego życie, choć nie zapomina też o nauce. Rozpoczął studia w warszawskiej SGGW, na kierunku socjologia. – Pracowałem już jako ankieter i w przyszłości moim pomysłem na życie mogłyby być np. badania rynku. Bawiąc się w sport, nawet coraz poważniej w sport, nie można przecież zapominać o nauce, o przyszłości – nie ma wątpliwości R. Piechnik.
Co robi z czasem wolnym? – Jeśli już jest, to relaksuję się podczas gier przy komputerze. Takie różne „strzelanki”. Uwielbiam też komedie, szczególnie polskie, klasyka – np. „Nie lubię poniedziałku, ,, Miś”, polskie kino Barei, te klimaty.
(jb)
Zdjęcie: Robert Piechnik jest w zasadzie na początku swojej sportowej przygody. Sporo już potrafi, ale wiele pracy jeszcze przed nim. Na początek musi wygrać z paraliżującym go stresem
Fot. dkBE


