„Lewy” za trzy punkty!

zdjecie s02 zSzymon Lewicki strzałem głową w doliczonym czasie gry dał w niedzielę trzy, ważne punkty piłkarzom LKS Legionovia KZB Legionowo. Ważne, bo legionowscy futboliści nadal walczą o utrzymanie statusu drugoligowca. Do niższej klasy rozgrywkowej spadną cztery ostatnie drużyny (patrz – tabelka) na koniec rozgrywek

Przyjazd rewelacyjnego półfinalisty Pucharu Polski wzbudził w Legionowie spore zainteresowanie sympatyków piłki kopanej. Zespół Błękitnych Stargard Szczeciński, także trener drużyny Krzysztof Kapuściński zostali powitani na naszej „Maracanie” zasłużonymi oklaskami przy otwartej kurtynie. Już w czasie samego meczu sentymentów jednak nie było, choć trzeba przyznać, że czwartkowa, pucharowa przystawka z dogrywką w Poznaniu, większego uszczerbku na formie (i kondycji) Błękitnych nie zrobiła. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że to właśnie drużyna z Pomorza Zachodniego prezentowała się
w niedzielę pod względem piłkarskim lepiej od naszego zespołu, ba stworzyła więcej okazji „pachnących” golami. Za wrażenia artystyczne, jak powszechnie wiadomo, punktów się jednak nie przyznaje. Liczy się to co „w sieci”. Legionovia zdobyła dwa gole, rywale jednego, więc do nasza drużyna mogła do swojego dorobku dopisać trzy punkty.
Legionowianie zaczęli nawet obiecująco: Marka Ufnala próbował zaskoczyć lobem Marcin Figiel. Aktywny w pierwszej fazie meczu był także Sebastian Czapa, ale z czasem, coraz częściej i aktywniej zaczęli poczynać sobie goście. Zwłaszcza z akcjami po prawej stronie legionowskiej defensywy nie radzili sobie K. Wieczorek
i wspomagający go R. Maciejewski. Mnożyły się też
w nieskończoność niecelne podania (zagrania) niemal całej legionowskiej jedenastki. Nic dziwnego, że pod legionowską bramką zaczęło robić się coraz bardziej „gorąco”. Na szczęście na posterunku był utrzymujący od dłuższego czasu dobrą formę Mikołaj Smyłek, któremu na dodatek przydawało się trochę bramkarskiego fartu. Legionovia kończyła pierwszą odsłonę meczu lepszym wynikiem niż grą, bo w 41 minucie zdobył gola. S. Czapa ładnym, półgórnym podaniem wypuści w bój Sz. Lewickiego, ten opanował futbolówkę, ograł jednego ze stargardzkich stoperów i pokonał M. Ufnala.
Podopieczni K. Kapuścińskiego zabrali się od samego początku do odrabiania jedno bramkowej straty. Piłka po ich dośrodkowaniach 2–3 razy „fruwała” wzdłuż legionowskiej bramki, ale jak zaczarowana między słupki wpaść nie chciała. Do czasu, kiedy w 63. min. Maciej Goliński zupełnie niepotrzebnie wdał się w pojedynek indywidualny z Radosławem Wiśniewskim. Efektem dośrodkowanie, z którego skwapliwie skorzystał Bartłomiej Poczobut. Ostatni kwadrans, to napór gości i dość bezładna „obrona Częstochowy” w wykonaniu legionowskiej drużyny. Kiedy wydawało się, że remis będzie wszystkim na co tego dnia stać będzie legionowian, ci przeprowadzili niemal wzorową kontrę już w doliczonym czasie gry (90+5). Podanie Konrada Wieczorka do Samuelsona Dunki, ten ogrywa jednego z rywali, pędzi prawą stroną i idealnie, niemal spod lini końcowej, dośrodkowuje na głowę Szymona Lewickiego. Legionowski „Lewy” nie zwykł marnować takich okazji i piłka ląduje w bramce M. Ufnala.
Trener K. Kapuściński gratulując Legionovii zwycięstwa podkreślił, że nie jest fajnie przegrywać mecz, w którym jego zespół, przemeblowany ze względu na pucharowe obciążenia, jednak stworzył sporo sytuacji na zdobycie goli. – Naszym celem na ten sezon było utrzymanie się w II lidze. Potem zmieniły się priorytety, ale w efekcie naszej pucharowej przygody straciliśmy kilka drugoligowych punktów. Będziemy jednak grać do końca i zobaczymy co z tego wyjdzie – odpowiadał pytany o jakie cele walczą Błękitni. Cel Legionoviii jest niezmienny, dlatego trener Robert Pevnik był bardzo zadowolony z trzech punktów. Ubolewał nad wielką ilością niecelnych podań swej drużyny, nie ukrywał, że szczęście było w tym meczu po stronie jego zespołu. Ale też chwalił swoją drużynę, za walkę do końca i serce włożone w ten mecz przez jego zespól. – Dla nas nie ma już łatwych spotkań. Ten najbliższy w Limanowej też będzie trudny i już o nim myślimy – podkreślił słoweński szkoleniowiec.

(jb)

tabela s02