Po dobrym początku (zwycięstwo nad Kotwicą Kołobrzeg) legionowscy futboliści z mozołem ciułają wiosenne, drugoligowe punkty. W Wielki Czwartek podopieczni trenera Roberta Pevnika zremisowali w Brzesku z miejscowym Okocimskim KS 1–1(1–1). To trzeci remis tej wiosny broniącej się przed spadkiem Legionovii
Na południe kraju, do powiatowego Brzeska znanego z siedziby Browaru Okocim, nasi piłkarze udali się bez swych nowych nabytków, napastników: doświadczonego Adama Czerkasa, który po ponad półrocznej nieobecności znowu przywdział żółto-czerwone barwy i 22-letniego Serba – Jovana Kastratovicia. Ten pierwszy na dwa dni przed meczem się rozchorował, a ten drugi, zdaniem prezesa Dariusza Ziąbskiego musi przejść okres aklimatyzacji w drużynie rezerw. Siła rażenia legionowskiego zespołu w czwartkowym meczu była więc tradycyjna i wynik spotkania najlepiej to dokumentuje.
Niesprzyjająca aura (siąpiący deszcz i wiatr) miała spory wpływ na poziom tego spotkania. Widowisko do porywających z pewnością nie należało, choć obu drużynom na drugoligowych punktach z pewnością zależy. Z polubownego rozstrzygnięcia, w wyniku którego każdy zespół dodał do swego dorobku po jednym punkcie, bardziej zadowoleni powinni być goście. Ale czy byli? Jak się nie ma co się lubi, to… dobry i punkt.
Pierwsza odsłona tego spotkania toczyła się, jak wynika z relacji internetowej (www.lajfy.com) toczyła się przy optycznej przewadze naszego zespołu, z której niewiele dobrego jednak wynikało. Szansę miał Marcin Figiel, technicznego loba próbował Sebastian Czapa, ale to gospodarze zdobyli pierwszego gola. W 43. minucie, po akcji Wojciecha Wojcieszyńskiego prowadzenie „Piwoszom” dał gol Ukraińca – Jurija Hałuszki. To najbardziej skuteczny zawodnik Okocimskiego na wiosnę. Miejscowi króciutko cieszyli się z prowadzenia. Jeszcze przed przerwą wyrównującą bramkę, tzw. gola do szatni zdobył Szymon Lewicki. Po rzucie rożnym „główka” naszego napastnika dała Legionovii remis i było to dziewiąte trafienie „Lewego” w tym sezonie.
Po przerwie role się jakby odmieniły. Po przerwie przeważał zespół trenera Tomasza Kulawika (znanego przed laty piłkarz m.in. Zagłębia Sosnowiec, Wisły Kraków i Ruchu Chorzów). Przeważał, ale utrzymujący od początku sezonu niezłą dyspozycję 20-letni Mikołaj Smyłek nie dał się już pokonać ani Arkadiuszowi Lewińskiemu, ani Wojciechowi Dziadzio, ani dwukrotnie wspomnianemu J. Hłuszce. Nasi mieli w tej połowie też swoje. Po niezłej, dynamicznej akcji Wieczorek – Figiel – Lewicki, pan Szymon strzelił obok słupka. Kilka minut późnej „Lewy” przelobował nawet bramkarza gospodarzy Roberta Bąkali, ale machający chorągiewką sędzia boczny zasygnalizował pozycję spaloną.
W sumie więc remis. Szczerze mówiąc liczyłem na ciut więcej, pamiętając, że w ostatnim swoim meczu „Piwosze” polegli w Mielcu aż 1–5. Z drugiej strony w derbach Mazowsza Legionovia przeciwko Zniczowi Pruszków też niczego optymistycznego nie pokazała. Dorzucony więc punkcik do świątecznego koszyczka przez naszych piłkarzy, nie znając jeszcze innych wyników na drugoligowym froncie, przyjąłem z pokorą.
JERZY BUZE
sport@tio.com.pl
