Derby dla rywali

zdjecie s02 zDrugoligowe derby Mazowsza dla rywali. Znicz Pruszków w sobotę wygrał w Legionowie 2-1(0-0) i nadal liczy się w walce o pierwszoligowy awans. Cel naszego zespołu jest zgoła odmienny. Pierwsza wiosenna porażka, przy wyraźnym ożywieniu drużyn z dolnych rejonów tabeli, sprawiła, że sytuacja drużyny Roberta Pevnika jest coraz bardziej… podbramkowa

Już pierwsze minuty spotkania wyraźnie wskazywały, że nie będzie polubownej konfrontacji mazowieckich drużyn. Sentymenty, tradycyjnie już, się nie liczą. Wręcz odwrotnie. Dwaj np. byli „nasi” (P. Tomczyk i P. Gurzęda na boisku, M. Pielak na trybunach) mieli to i owo do udowodnienia nie tylko dawnym kolegom, ale i zapewne władzom klubu. Wyraźnie było widać, że pruszkowski Znicz przyjechał, aby wygrać, a ćwierćfinałowa konfrontacja w Pucharze Polski z Lechem Poznań na zespole trenera Dariusza Banasika większego piętna nie odcisnęła.
Do przerwy nasza drużyna z wyżej notowanym rywalem jeszcze jako tako się trzymała. Raczej się broniła, bo praktycznie nie oddała strzału na bramkę przeciwnika, ale widać było gołym okiem, że poczynania rywali są groźniejsze. Znicz w Legionowie niczego specjalnego nie pokazywał, ale sprawiał wrażenie zespołu bardziej poukładanego: zdecydowanego w defensywie z niezłym żądłem w ofensywie, czyli najlepszym strzelcem drużyny Maciejem Górskim.
Nasi grali piłkę „szarpaną”. Starali się, ale niewiele z tego wychodziło. Szymon Lewicki „szarpał” się bez przerwy z „czule” opiekującymi się nim Gurzędą i Arkadiuszem Jędrychem. S. Odunka seryjnie przegrywał pojedynki z roślejszymi A. Doboszem i M. Kucharskim. Bezproduktywny – na moje oko – był na boisku R. Maciejewski, który w zasadzie wykazał się tylko wielką ochotę do biegania. Jeśli w naszej drużynie można kogoś za to spotkanie wyróżnić, to przede wszystkim Lazara Pavicia i silny punkt od początku wiosny w legionowskiej defensywie, czyli Roberta Menzela. Niestety od tego drugiego zaczęło się całe nieszczęście naszego zespołu w tym meczu.
Na początku drugiej połowy, dokładnie w 50. minucie, R. Menzel ujrzał od radomskiego sędziego Ł. Śmietanki drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Trzy minuty później, grająca w liczebnym osłabieniu Legionovia straciła pierwszego gola. Mierzone podanie od Jędrycha otrzymał Daniel Kraska. Przez nikogo nie atakowany, zawodnik rodem z Ostrołęki, miał czas na spokojne przyjęcie piłki i oddanie precyzyjnego strzału. Mikołaj Smyłek był bez szans. Nie sugeruję, że swą decyzją o wykluczeniu Menzela, arbiter wywarł wpływ na przebieg spotkania, a w konsekwencji na wynik meczu. Nie tylko jednak moim zdaniem, pan z gwizdkiem był bardziej drobiazgowy przy ocenianiu nieczystych zagrań gospodarzy, a bardziej pobłażliwy jeśli chodzi o zespół gości.
Legionovia po utarcie gola poderwała się do walki i…Grała w osłabieniu nawet może lepiej niż wcześniej w pełnym składzie. To jednak pozory, optyczne złudzenia. Znicz pozwolił „wyszumieć się” naszej drużynie i po jednej z kolejnych kontr, podwyższył wynik spotkania na pięć minut przed końcem meczu. Po akcji prawą stroną tym razem asystę zaliczył strzelec pierwszego gola, a formalności dopełnił Bartosz Żurek. Na otarcie łez , już w doliczonym czasie gry, honorowego gola dla gospodarzy zdobył – o paradoksie – Rafał Maciejewski. Tym razem „asystentem” był pruszkowski golkiper Michał Bigajski, po którego rękach i pod nogami piłka, po strzale R. Maciejewskiego, znalazła drogę do siatki.
Oto skład Legionovii z tego spotkania: Smyłek – Wieczorek, Dankowski, Menzel, Goliński, Maciejewski, Pavić (75’ Ziąbski), Figiel (63’ Krljanović), Odunka (60’ Czapa), Tatara (53’ Grudniewski), Lewicki.

JERZY BUZE
sport@tio.com.pl

tabela s02