Dziewczyna z Ryni

zdjecie s01 zW ubiegłym tygodniu informowaliśmy o spektakularnym sukcesie kadetek LTS Legionovia w Mistrzostwach Mazowsza. Podopieczne trenerów Wojciecha Lalka i Kamila Kalki wygrały cztery spotkania w warszawskich finałach i bez straty seta zdobyły tytuł

Siatkówka jest co prawda grą zespołową, ale nikt nie ma wątpliwości, że wiodącą postacią w zespole „Laleczek” jest niespełna 17–letnia przyjmująca, Aleksandra Rasińska. Z Olą rozmawialiśmy zaraz po trzecim zwycięskim spotkaniu legionowianek ze Spartą Warszawa, meczu w którym młodziutka siatkarka uległa kontuzji (skręcenia kostki).
– Jesteś wychowanką UKS Dębina Nieporęt. Trener tego klubu Dariusz Pieśniak twierdzi, że od pierwszych treningów widać było, że posiadasz siatkarki potencjał…
– To prawda, że siatkarską przygodę zaczynałam w Uczniowskim Klubie Sportowym w Nieporęcie, ale byłam tam stosunkowo krótko. Po pół roku treningów byłam już w Legionovii, gdzie trafiłam pod skrzydła trenera Janusza Patriaka. Po roku mój zespół przejął trener Lalek. Ja trafiłam do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu i jak mi się wydaje, tam najbardziej rozwinęłam się siatkarsko, zrobiłam największy postęp. Dziś jestem uczennicą pierwszej klasy liceum SMS, tyle że w Szczyrku, gdzie została przeniesiona szkoła z Sosnowca. To dla nas zawodniczek i naszych trenerów nowe doświadczenie.
 – Kto Cię namówił do zajęcia się sportem na poważnie, do uprawiania siatkówki?
– To był mój nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej w Białobrzegach, pan Roman Madej. Do siatkówki chyba najbardziej przekonał mnie doświadczony trener z UKS Dębiny, pan Bronisław Orlikowski.
– Dlaczego ty, dziewczyna z Rynii nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie królują sporty wodne, wybrałaś siatkówkę?
– Sama nie wiem, tak jakoś wyszło. Siatkówka, po pierwszych zajęciach, treningach bardzo mi się spodobała. Sporty wodne? Nie przepadam, nawet zajęcia na basenie nie za bardzo mnie „kręcą”.
 – Rodzice uprawiali jakiś sport czy jesteś pierwszym sportowcem w rodzinie?
– Rodzice sportem zajmowali się tylko amatorsko, rekreacyjnie. Ja postawiłam zająć się nim wyczynowo. I to na razie bardzo mi się podoba.
– Co poza sportem? Co lubisz najbardziej?
– Co lubię? Siatkówkę, siatkówkę i jeszcze raz siatkówkę. Lubię też bardzo spędzać czas z rodziną.
– Musisz więc tęsknić: z Szczyrku do Ryni kawałek drogi…
– Tęsknie, tęsknię, ale sama tego przecież chciałam. W sporcie, żeby coś osiągnąć, trzeba coś poświęcić. Daję więc radę i tym bardziej cieszę się na każde rodzinne spotkanie.
– Co z kontuzjowaną dzisiaj nogą?
– Strasznie początkowo bolało, ale teraz już mniej. Wyniki pierwszych medycznych oględzin sugerują, że to nic poważnego. Mam nadzieję, wierzę, że w 1 mistrzostw Polski w Legionowie będę mogła zagrać i powalczymy z dziewczynami z drużyny o kolejny awans.
Rozmawiał Jerzy Buze
PS. W czasie tej krótkiej rozmowy nie padło pytanie o to, jak A. Rasińska radzi sobie w szkole. Moje wątpliwości w tej sprawie rozwiewa mama Oli – Ewelina Rasińska.
– Córka to nie tylko zdolna siatkarka, ale też i dobra, może nawet bardzo dobra uczennica. Z jej nauką od szkoły podstawowej nie było problemów. W Szczyrku w internacie w jednym pokoju mieszka z Alą Grabką (nowa rozgrywająca legionowskich kadetek – przyp. red.) i obie dziewczyny nie tylko sumiennie trenują, chcą się rozwijać sportowo, ale pamiętają, że nauka jest ważna.

(jb)