Kończ waść, wstydu oszczędź!

zdjecie s02-zW rozgrywanym w ostatnią sobotę spotkaniu, awansem już rundy wiosennej, drugoligowi piłkarze Legionovii nie sprostali na swoim boisku drużynie MKS Kluczbork. Przegrali 1–3 (0–1). Goście niczym szczególnym nie zaimponowali, ale zasłużenie zgarnęli komplet punktów. Im mecz „ustawiła” szybko, bo już w szóstej minucie, zdobyta bramka

Zespół z Opolszczyzny przyjechał do Legionowa po serii pięciu remisów i ta zadyszka byłego lidera rozgrywek, dawała jakąś nadzieję coraz mniej licznym legionowskim fanom piłki kopanej (na meczu niespełna sto osób). na choćby punkcik. Te marzenia szybko zostały podcięte, bo już w szóstej minucie goście objęli prowadzenie. Nieszczęście zaczęło się od fatalnego wybicia futbolówki sprzed własnego pola karnego (w zasadzie podania do rywala) przez Pawła Broniszewskiego. Krótkie próby przerwania tej akcji spełzły na niczym, bo piłka po strzale Tomasza Swędrowskiego znalazł drogę do bramki Legionovii.
Legionowianie starali się „gonić” wynik. Czynili to jednak bardziej wolą sportowej ambicji niż piłkarskimi umiejętnościami. Mnożyły się niecelne podania, nieporozumienia w prostych sytuacjach. Gołym okiem było widać, że w zespole coś zgrzyta, słabych punktów w nim sporo. Na dobrą sprawę poza ofensywnymi akcjami bocznych obrońców (Konrada Wieczorka i Michała Kołodziejskiego), stwarzającym pewne zagrożenie pod bramką rywali Szymonem Lewickim, momentami starającymi się „czynić wiatr” Kamilem Tlagą i Sebastianem Janusińskim, reszta… Reszta, niech pozostanie milczeniem.
A jednak, mimo bardzo przeciętnej gry, gospodarze mieli w tym meczu (przez dwie minuty) remis. Co prawda w 57. minucie, po faulu na Sz. Lewickim, kapitan i jubilat spotkania (100 meczy w barwach Legionovii) – S. Janusiński nie wykorzystał rzutu karnego, ale na kwadrans przed końcem meczu, remis był. Po jednej z niewielu płynnych akcji gospodarzy i kapitalnym, mierzonym podaniu Sebastiana Czapy bramkarz Kluczborka, Krystian Rudnicki skapitulował po strzale Szymona Lewickiego. To w zasadzie jedyny plusik tego spotkania, gdyż goście mają najlepszą defensywę w II lidze, stracili w 18 meczach zaledwie 10 bramek.
Po dwóch minutach było już jednak 1–2. Po akcji prawą stroną Rafała Niziołka pomocnik gości Łukasz Reinhard dostawił tylko nogę i legionowski bramkarz po raz drugi musiał wyciągnąć piłkę z siatki. Po raz trzeci uczynił to już w doliczonym czasie gry, po „swojak” i w zasadzie nieważne już, który z legionowskich obrońców skierował przypadkowo (i w zasadzie – symbolicznie) piłkę do własnej bramki.
Piłkarska jesień, jak już sugerowałem przed kilkoma meczami, jest wyraźnie za długa dla legionowian. Przywołując Sienkiewicza chciałoby się zakończyć słowami Kmicica skierowanymi do Wołodyjowskiego: „Kończ waść, wstydu oszczędź!”. Wiem jednak, że połowa rodaków nie czytuje dziś książek i będzie na swój sposób interpretować te słowa i kierować do rozmaitych osób. A przed zimą trzeba zagrać jeszcze jeden mecz: w Sosnowcu przeciwko miejscowemu Zagłębiu. Dopiero po tym spotkaniu przyjdzie pora na sumujący piłkarską jesień komentarz.

Oto skład Legionovii z ostatniego meczu: Smyłek – Wieczorek, Goropevsek (79, Stromecki), Dankowski, Kołodziejski, Janusiński, Broniszewski (66’ Ziąbki), KOminiak, Maciejewski (85’Odunka), Tlaga (54’ Czapa), Lewicki.

Jerzy Buze
sport@tio.com.pl