Im dalej w las…
I znowu wykrakałem. Drugoligowy outsider okazał się na swoim boisku zespołem lepszym od „robiącej bokami” na koniec sezonu Legionovii. Górnik wygrał pewnie 3–1. Zwyciężył dopiero po raz drugi w rozgrywkach! Gospodarze mieli w sobotnim spotkaniu prawdziwe „wejście smoka”, prowadząc po 18 minutach 3–0!
To był czwarty, kolejny mecz Legionovii bez zwycięstwa. Rozgrywki rundy jesiennej zbliżają się ku końcowi i nie da się ukryć, że podopieczni Roberta Pevnika prezentują się na finiszu cieniutko. Defensywa, grająca ostatnio w zmienianych ustawieniach (kontuzje, kartki) przypomina oraz częściej szwajcarski ser, do ofensywnych poczynań naszej drużyny, a w zasadzie mizernej skuteczności zespołu, od samego początku rozgrywek było sporo zastrzeżeń. Ta nowa, skompletowana przed sezonem Legionovia gra w myśl trochę zmodyfikowanego przysłowia – im dalej w las, tym… więcej problemów ze zdobywaniem punktów.
Górnik Wałbrzych najświetniejsze lata w piłkarskiej historii klubu zapisał w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy grywał na krajowych salonach. Na mecze drużyny najlepszego snajpera ekstraklasy, reprezentanta kraju Włodzimierza Ciołka przychodziło wtedy 40 tysięcy osób(!). Dziś Górnik jest „czerwoną latarnią” II ligi, a ostatni mecz z Legionovią obejrzało podobno… 200 osób! Kryzys sportowy wałbrzyskiej piłki kopanej związany jest z problemami finansowymi klubu. Doszło nawet do tego, że na trzy dni przed ostatnim meczem „górnicy” zastrajkowali na treningu i konfrontacja z Legionovią stanęła pod znakiem zapytania. Na nieszczęście (dla nas) strajk udało się opanować, a Górnik pokazał na tle Legionovii, że piłkę kopać jeszcze potrafi.
Trzy szybie bramki (w kolejności: Mateusza Sawickiego, Marcina Orłowskiego i Kamila Śmiałowskiego) sprawiły, że w niespełna 20 minut było w zasadzie „po meczu”. Tym bardziej, że goście ocknęli się po tym „nokaucie” dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, a zaczęli trochę grać na dobrą sprawę w drugich 45 minutach.
W 64. minucie, w zamieszaniu podbramkowym Samuelson Odunka zdobył, jak się wkrótce okazało, honorowego gola dla Legionovii. Chwilę potem mogło być nawet 2–3. Rafał Maciejewski przelobował bramkarza gospodarzy P. Janiczka, ale piłkę z bramki w ostatniej chwili zdołał wybić strzelec pierwszego gola dla Górnika – M. Sawicki. Mecz zakończył się więc ostatecznie zwycięstwem gospodarzy 3–1, choć obie strony miały jeszcze okazję, ale tylko okazje, na zmianę tego rezultatu.
Z takiego obrotu sprawy mogą cieszyć się rzecz jasna tylko gospodarze, bo to drugie zwycięstwo wlało im trochę otuchy i wiary, że nie wszystko jeszcze dla nich stracone. Legionowscy sympatycy piłki kopanej z coraz większym niepokojem przyglądają się drugoligowej tabelce. W sobotę (godz. 13) Legionovia zagra u siebie z Wisłą Puławy, potem jeszcze dwa mecze awansem z rundy wiosennej: z MKS Kluczbork (dom) oraz Zagłębiem Sosnowiec (wyjazd). Czy nasi piłkarze zdołają w tych trzech spotkaniach poprawić swój dorobek punktowy? Krakać już nie zamierzam.
Jerzy Buze
sport@tio.com.pl
Oto skład Legionovii ze spotkania w Wałbrzychu: Smyłek – Kołodziejski, Goropevśek (61’ Czapa), Kominiak, Wieczorek, Odunka, Pavić, Broniszewski (80’ Stromecki), Ziąbski (39’ Maciejewski), Janusiński (77’ Tlaga), Lewicki.


