W ostatni piątek legionowscy drugoligowcy zremisowali na swoim boisku 2–2 (0–0) ze Stalą Stalowa Wola. Remis ze „Stalówką” podopieczni trenera Roberta Pevnika wyszarpali w „ostatniej chwili”, bo jeszcze na 11. minut przed końcem spotkania goście prowadzili 2–0. Jak się nie ma co się lubi, to dobry i remis
Piątkowe spotkanie, zwłaszcza w pierwszej połowie, nie należało do pasjonujących widowisk. Rwana gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, sytuacji pod bramkami jak na lekarstwo. W 11. minucie udana akcja lewą stroną Michała Michałka, ale legionowski bramkarz Mikołaj Smyłek wykazuje się dobrym refleksem. Kilka minut później, w odpowiedzi, przed szansą staje Kamil Dankowski, ale legionowski stoper z kilku metrów nie trafia w bramkę Stali.
Znacznie więcej emocji było po przerwie. Początkowo inicjatywę przejęli goście, którzy wcale nie wyglądali na zmęczonych wtorkowym pojedynkiem w Pucharze Polski przeciwko Śląskowi Wrocław. Grali szybciej piłką, ładnie wychodzili na pozycję. Taka gra na tak, do przodu, zaprocentowała już w 56. minucie. Szarżujący prawą stroną boiska Tomasz Płonka został sfaulowany w narożniku pola karnego przez Łukasza Kominiaka i poznański arbiter K. Waskowski wskazał bez wahania „na wapno”. Na usprawiedliwienie Łukasza dodajmy, że jest on w ostatnim okresie takim „zapchajdziurą” w legionowskim zespole. Łata kadrowe absencje kolegów. Raz w pomocy, raz na środku obrony, w piątek zastępował odpoczywającego za żółte karki nominalnego lewego obrońcę M. Kołodziejskiego. Karnego na gola zamienił pewnie 23–letni Łukasz Sekulski, dodajmy: najlepszy aktualnie drugoligowy snajper, mazowszanin, wychowanek Wisły Płock.
Zaraz po straconej bramce z karnego ładny strzał z dystansu oddał Lazar Pavić, ale doświadczony, 36-letni golkiper gości, Tomasz Wietecha popisał się efektowną i skuteczną paradą. 10 minut później Stal prowadziła już 2–0. Wybijaną przez Smyłka ręką piłkę przejął Damian Łanucha, kapitalnym podaniem obsłużył Ł. Sekulskiego, ten nie zmarnował szansy i po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Trener R. Pevnik próbował ratować sytuację zmianami i… miał nosa. Zwłaszcza pojawienie się na boisku Szymona Lewickiego i Sebastiana Czapy ożywiło ofensywne poczynania legionowian. – Mój zespół, po zdobyciu dwóch goli niepotrzebnie cofnął się do defensywy. To taki typowy obrazek z polskich boisk. Zostaliśmy za to ukarani. I zamiast trzech punktów wywozimy z Legionowa tylko jeden. Może gdy ochłoniemy, będziemy z niego zadowoleni. A tak, trochę szkoda – mówił na pomeczowej konferencji trener Stali, Jaromir Wieprzęć.
Trzeba oddać Legionovii, że grała do końca, a takim typowym „walczakiem”, który dał kolegom sygnał do odrabiania strat, był zdaniem trenera R. Pevnika – Szymon Lewicki. „Lewy” zdobył kontaktowego gola na 11 minut przed zakończeniem meczu. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Marcina Stromeckiego, ładnie wyszedł w górę i strzałem głową pokonał T. Wietechę. Na cztery minuty przed końcem legionowianie „dogonili” remis. Wypuszczonego w bój prostopadłym podaniem Rafała Maciejewskiego, co prawda uprzedził obrońca Mateusz Kantor, ale uczynił to tak niefortunnie, że wpakował piłkę do własnej bramki.
W następnym meczu Legionowia gra w Wałbrzychu z miejscowym Górnikiem. Rywale po długim letargu jakby zaczynali się budzić do walki. Dwa tygodnie temu wygrali po raz pierwszy (z Puszczą Niepołomice), w Mielcu „stawiali się” Stali.
Oto skład Legionovii ze spotkania ze Stalą Stalowa Wola: Smyłek – Wieczorek, Dankowski, Goropevśek, Kominiak, Tlaga (65’ Czapa), Broniszewski (74’ Stromecki), Pavić, Ziąbski (65’ Lewicki), Odunka, Janusiński (77’ Maciejewski).
JERZY BUZE
sport@ tio.com. pl
