Co się źle zaczyna...

zdjecie s03 zNie mamy niestety pomyślnych wiadomości dla licznych sympatyków legionowskiej siatkówki w wydaniu pań. Sezon 2014/2015 Orlen Ligi za progiem, a drużyna SK bank Legionovia w rozsypce. Kolejni sparingowi rywale „leją” nasze dziewczyny, a zespół jest tak przetrzebiony kontuzjami, że o normalnych przygotowaniach do sezonu szkoda gadać...

Jerzy Buze
sport@tio.com.pl
Po batach na turnieju w Bobolicach, o czym informowaliśmy już na naszych łamach, o odwołaniu ze względów kadrowych kolejnego sprawdzianu w Rzeszowie, nasza drużyna udała się w ubiegłym tygodniu na dwa sparingowe spotkania do Dąbrowy Górniczej. Oba z miejscowym Tauronem przegrała: 1:3 (8:25, 14:25, 25:14 i 25:27) oraz 0:4 (22:25, 19:25, 20:25, 26:28). Nasze dziewczyny starały się, walczyły, ale póki co drużyna argentyńskiego szkoleniowca Juana Manuela Serramalery, z byłą „naszą” Martą Łukaszewską w składzie, to za wysokie progi na siatkarskie umiejętności naszego zespołu.
– Nadal kontuzjowane są Malwina Smarzek i Kasia Połeć, kanadyjska środkowa J. Thibeualt dotrze do Legionowa dopiero w poniedziałek, więc trzon zespołu stanowią młodziutkie niedoświadczone dziewczyny, które jak Bociek, Alagierska, Chojnacka, Gajewska, dopiero będą stawiać pierwsze kroki w Orlen Lidze. Na dobrą sprawę my w tej chwili mamy 3–4 w pełni zdrowe siatkarki w zespole, bo i te, które grają narzekają na mniejsze i większe urazy. Proszę sobie wyobrazić, że w Dąbrowie Górniczej pojawiła się nasza trener przygotowania fizycznego Jolanta Studzienne, bo na dobrą sprawę taka była kadrowa potrzeba chwili. Jolę, choć zakończyła już przed rokiem karierę zawodniczą, będziemy chcieli zgłosić do rozgrywek, bo... nie mamy innego wyjścia. Ona nie jest przygotowana do sezonu, ale jej siatkarska klasa, doświadczenie może nam się przydać w pojedynczych spotkaniach – mówi podłamany „szpitalem” w zespole, wiceprezes i menadżer zespołu Marek Bąk.
Nastrój pana Marka wydaje się zrozumiały, bo ten zespół kompletowany według jego w zasadzie autorskiego projektu, choć na papierze wyglądał obiecująco, nagle się rozsypał. Cztery, a w zasadzie pięć reprezentantek kraju podczas kadrowych występów złapało kontuzje. Klubowi zamiast splendoru wynikającego z dostarczenia kadrowiczek pozostały problemy, bo... nikt nie przyznaje się do winy, do polityki eksploatowania siatkarek ponad miarę. Na dodatek, w klubie – o czym głośno się nie mówi – pojawiły się problemy, że sponsoringiem, bo lokalne firmy mają swoje problemy, rezygnują ze wspierania siatkówki. Nie, nic podobno nie mają przeciwko legionowskiej siatkówce, nie obraziły się na klub. Ich uwagi, zgłaszane są raczej pod adresem, że użyje eufemizmu, wyższej legionowskiej instancji.
Legionowskie siatkarki nie mają już w planach, przed starem Orlen Ligi, żadnego kontrolnego sprawdzianu, mają kadrowe i finansowe kłopoty. Z ich perspektywy, ale także i innych sztandarowych, lokalnych zespołów, tak akcentowany przez władze, w gruncie rzeczy sportowy slogan – „Legionowo porusza”, zaczyna nabierać zgoła odmiennego znaczenia. SK bank Legionowo przełożył swoje pierwsze spotkanie z BKS Bielsko–Biała na termin późniejszy i Orlen Ligę zacznie w Legionowie 12 października z Muszynianką, w składzie której zobaczymy kolejną, byłą „naszą” zdrową siatkarkę Ilonę Gierak. Być może do tego czasu uda się Legionovii przywrócić do stanu – przepraszam za sformułowanie – używalności, chociaż część kontuzjowanych siatkarek. Nawet gdyby się jednak tak stało, początek sezonu dla legionowskiego zespołu nie zapowiada się zbyt optymistycznie. Chyba, że co się źle zaczyna, podobno dobrze się kończy. – Nie poddajemy się – mówi M. Bąk. – W ubiegłym sezonie wszystko wyglądało na początku cacy, optymistycznie, a zakończyło się poniżej oczekiwań. Może tym razem będzie odwrotnie...

(jb)