Pierwszoligowe derby Mazowsza w szczypiorniaka zakończył się zwycięstwem faworyta. Podopieczni trenerskiego duetu Robert Lis – Marcin Smolarczyk pokonali w wyjazdowym spotkaniu stołeczną Warszawiankę. Zdecydowanie, bo 35–20 (18–9)!
Był to dość emocjonalny mecz z licznymi nie tylko kadrowymi podtekstami. W obu zespołach nie brakowało zawodników, którzy reprezentowali barwy obu drużyn. Także szkoleniowcy obu rywalizujących zespołów mieli sobie to i owo do udowodnienia. Derby zawsze wywołują dodatkowe, często niepotrzebne emocje. I tak też było w sobotni wieczór w hali przy ul. Piaseczyńskiej w Warszawie.
Legionowianie tylko przez około pierwszych dziesięciu minut spotkania nie mogli udowodnić swej wyższości nad rywalami. – Daliśmy sobie narzucić przez rywali emocjonalny styl walki, wciągnąć w niepotrzebną „wymianę ciosów”, w której mało było szczypiorniaka. Z upływem czasu uspokoiliśmy nerwy, zaczęliśmy grać w piłkę i nasza przewaga zaczęła systematycznie wzrastać – mówi M. Smolarczyk, a jego słowa dokumentuje bramkowy zapis I połowy meczu 3–3 (10’), 6–10 (20’) i 9–18 (30’).
Po pierwszych 15 minutach drugiej połowy przewaga KPR wzrosła nawet do trzynastu bramek (14–27), mimo że legionowianie grali w tym spotkaniu bez swego najlepszego w ostatnim okresie bombardiera, czyli Pawła Gawęckiego, a Witek Titow wychodził tylko do egzekwowania rzutów karnych. Kontuzji (skręcania kostki) w tym spotkaniu doznał Artur Bożek, ale supremacja legionowian ani przez moment nie podlegała dyskusji. W ostatnich minutach meczu swój ligowy debiut zanotował wychowanek legionowskiego klubu, junior jeszcze Michał Bekisz.
– Nie grał Paweł, bo nie chcieliśmy ryzykować pogorszenia stanu jego kciuka, który wybił sobie w poprzednim spotkaniu przeciwko Piotrkowianinowi. Oszczędzamy też Titowa, który po operacji kolana spokojnie wchodzi we właściwe przygotowania do sezonu. Skręcenie kostki przez Artura Bożka nie wydaje się groźną kontuzją, więc w stolicy mógł zadebiutować Michał Bekisz. Bramki co prawda nie strzelił, ale ligowy debiut należy znać za udany – komentuje trener M. Smolarczyk.
KPR Legionowo wygrał mazowieckie derby zdecydowanie, ostatecznie różnicą różnicą 15 bramek. Gospodarze nie tylko w czasie meczu, ale i po spotkaniu, mieli sporo pretensji do dwójki warszawskich sędziów, którzy ich zadaniem sprzyjali legionowianom, wpłynęli na zwycięstwo gości. – Bez przesady. Sędziowie mają prawo do błędów, zwłaszcza tak emocjonalny mecz nie sprzyja podejmowaniu właściwych decyzji. Jeżeli sędziowie tego spotkania się mylili, to z pewnością w obie strony. Trudno mi oceniać, bez obejrzenia powtórki tego spotkania czy bardziej na naszą korzyć, czy też na korzyść gospodarzy. My z trenerem Robertem Lisem, także nasi zwodnicy, przyjęliśmy zasadę, aby nie kwestionować ich decyzji. Zupełnie inaczej zachowywali się gospodarze ich szkoleniowiec. Trochę niepoważnym wydaje mi się fakt, aby przy różnicy 15 bramek, winę za swoją porażkę zwalać na sędziów – mówi M. Smolarczyk.
Warszawianka – KPR Legionowo 20–35 (9–18). KPR: Krokora, Ner – Bożek (3), Suliński (2), Prątnicki (3), Kasprzak (7), Wuszter, Titow (3), Brinovec, Wolski (5), Ciok (4), Bulej (5), Dzieniszewski (3), Bekisz.
Dla gospodarzy najwięcej bramek zdobyli byli „nasi”: 6 – M. Szmulik, 4 – M. Zasikowski i P. Kwiatkowski, 2 – Sz. Płodowski.
W niedzielę o (godz. 15) KPR Legionowo podejmuje zespół SMS ZPRP Gdańsk.
(jb)
