Prezes „wygrał” z trenerem

zdjecie s02-zMocno kontrowersyjna decyzja o nie przedłużeniu umowy z trenerem II-ligowej Legionovii, jest nadal tematem dnia wśród lokalnych sympatyków piłki kopanej. Zespół pod kierunkiem Marka Papszuna odniósł jeden z największych sportowych sukcesów w historii najstarszego legionowskiego klubu, jednak szkoleniowcowi pokazano drzwi. Podobno zbyt ostentacyjnie „pluł” we własne gniazdo, domagał się Bóg wie czego dla swojej drużyny, krytykował nie tylko w mediach, działania klubu z prezesem na czele.

Jerzy Buze
sport@tio.com . pl
Prezesem klubu, po ostatnich, wewnętrznych zawirowaniach jest od kilku miesięcy Dariusz Ziąbski. „Ziąbal” to bez wątpienia jedna z piłkarskich ikon Legionovii ostatnich dekad. Najpierw dobry piłkarz, potem – delikatnie mówiąc – taki sobie trener po przyspieszonych kursach, potem jeszcze kierownik obiektu. Jednym słowem człowiek legionowskiego stadionu, który wreszcie wspiął się na sam szczyt, dochrapał się prezesury, bo zbyt wielu chętnych do objęcia tego niewdzięcznego stanowiska nie było. Prezes to funkcja nadal społeczna, więc pan prezes dorabia jeszcze, jako szkoleniowiec bodaj dwóch drużyn młodzieżowych. Życie pana Darka kręci się więc bezustannie wokół piłki, bo jest pasjonatem kopania, taki ma sposób na życie. Ma też rzecz jasna hobby. W gabinecie nowego prezesa ćwierkają papużki czy inne kanarki, wiadomo, że lubi też rasowe pieski.
Iskrzenie na linii Ziąbski – Papszun było dla bywalców stadionu tajemnicą poliszynela. Przyczyny tej typowej wojny polsko-polskiej dla większości też są dość jasne. Należałem do nielicznych, którzy wierzyli, że sportowy sukces doprowadzi do zbliżenia stanowisk obu zwaśnionych panów. Okazało się jednak, że rację mieli ci, którzy po wyborze prezesa, przyjmowali za pewnik, że dni szkoleniowca są policzone. W tej personalnej wojnie wygrać musiał silniejszy, czyli prezes
Piłkarze Marka Papszuna i on sam zrobili swoje, utrzymali dla Legionowa II ligę, w co jeszcze zimą tylko nieliczni wierzyli. Piłkarze i ich szkoleniowiec pokazali klasę, choć jak twierdzą złośliwcy, swymi zwycięstwami zagrali na nosie…prezesowi. Sam prezes, w moim odczuciu, klasy nie pokazał. Co prawda w swoim prezesowskim cv będzie mógł też odnotować, że uratował dla miasta II ligę, ale czy grał do jednej bramki z wizytówką klubu?
Dariusz Ziąbski bierze odpowiedzialność za swoją kontrowersyjną, personalną decyzję. Ma podobno też plan naprawczy klubu, który ma stanowić jedną skonsolidowaną drużynę. W tym sanacyjnym programie jest . m in. o rekonstrukcji klubowej Akademii Piłkarskiej (a tak na marginesie: w kraju, ba w naszym mieście, obrodziło tych Akademii, tylko „profesorowie” chyba przypadkowi), poszukiwaniu sponsorów i dopinaniu budżetu na kolejny sezon. Podobno też drzwiami i oknami pchają się następcy Marka Papszuna, a zespół przyjął ze zrozumieniem decyzję o roszadzie na stanowisku trenerskim. W te ostatnie rewelacje, zaczerpnięte z oficjalnej strony KS Leginovia, nie chce mi się wierzyć. Powtórzę więc jeszcze raz, retoryczne póki co pytanie, które na ostatnim meczu zademonstrowali na swoich koszulkach legionowy futboliści: „Quo vadis Legionovio?”

(jb)