Brawo! Zostają!
Piłkarze KS Legionovii w przyszłym sezonie grać będą w zreformowanej (okrojonej o połowę) jednej II lidze centralnej! To bez wątpienia sportowy sukces drużyny trenera Marka Papszuna. Tym bardziej, że uzyskany na kolejkę przed zakończeniem aktualnych rozgrywek sezonu 2013/2014. W niedzielę legionowianie pokonali w wyjazdowym spotkaniu Limanovię 3-0 (1-0), co przy innych wynikach tej kolejki oraz układzie par w ostatniej kolejce (8 czerwca) gwarantuje to KS Legionovii status drugoligowca w przyszłym sezonie. Brawo!
Jerzy Buze
sport@tio.com.pl
Po niespodziewanej porażce na swoim boisku z Radomiakiem (1-3) przed tygodniem, sytuacja naszych futbolistów dość poważnie się skomplikowała. Drużyna, w zasadzie „na własne życzenie”, znalazła się w strefie „pachnącej” spadkiem.
Być albo nie być
Niedzielny pojedynek w górach, w Limanowej (Beskid Wyspowy) urastał więc dla obu drużyn, których w tabeli dzielił tylko punkt, do rangi spotkania z cyklu - „być albo nie być” drugoligowcem. Szanse przegrywającego w tym pojedynku niby jeszcze były, ale już tylko iluzorycznie. Legionowianie musieli sobie w tym pojedynku radzić nie tylko bez kontuzjowanych K. Karaszewskiego i P. Gurzędy, ale i poturbowanego w ostatnim meczu M. Stańczyka. Decyzją trenera, mającego ostatnio pewne miejsce w bramce M. Matrackiego zastąpił w Limanowej - Marcin Marcinkowski, którego ostatnio testowała Wisła Kraków. Były więc roszady w składzie, ale i nadzieje, że zespół, po swego rodzaju blamażu w meczu przeciwko Radomiakowi, potrafi się zrehabilitować, zdobyć co najmniej punkt..
Kto oglądał za pośrednictwem limanowskiej telewizji niedzielny mecz „na żywo” (co prawda, za pomocą jednej kamery, bez powtórek, ale jednak) ten przyzna, że legionowianie nie zagrali w Limanowej, aby bronić bezbramkowego remisu. Grali przez całe spotkanie „do przodu”, choć to gospodarze pierwsi stworzyli sobie bramkową okazję i po strzale Artura Skiby legionowski bramkarz M. Marcinkowski musiał wykazać się refleksem. W 16. minucie było już jednak 1-0 dla gości. Kamil Tlaga najpierw minimalnie niecelnie przymierzył z dystansu, ale chwilę później już skutecznie „napoczął” gospodarzy. Futbolówkę w pole bramkowe wrzucił Antonio Calderon, limanowski bramkarz Waldemar Sotnicki w zasadzie przegrał już główkowy pojedynek z Tlagą, ale legionowski pomocnik musiał jeszcze dobić piłkę do siatki z najbliżej odległości. Z pierwszej połowy warto może jeszcze odnotować sytuacje sam na sam Piwowarczyka, w której dobrą dyspozycją błysnął ponownie M. Marcinkowski, kilka niezłych akcji legionowian i - pod sam koniec - kilkuminutową „reanimację” limanowskiego bramkarza. Dodajmy jeszcze tylko, że w I połowie legionowianie ujrzeli od sędziego żółty kartonik.
Koniec wieńczy dzieło
Druga połowa meczu była znacznie żywsza z obu stron i ciekawsza. Więcej też było sytuacji pod obiema bramkami. Szansę na podwyżenie wyniku mieli i Tlaga i bodaj dwukrotnie Adam Czerkas. Ten drugi zdobył nawet gola, którego chyba słusznie nie uznała trójka sędziowska z Katowic. Z kolei dwukrotnie, między 60. a 65. minutą wychodził obronną reką z pojedynków z gospodarzami legionowski bramkarz.
Ostatecznie losy spotkania legionowianie przesądzili w samej końcówce meczu, w myśl zasady - koniec wieńczy dobrze wykonaną robotę. W 88. min., po składnej akcji (kontrze) legionowian lewą stroną boiska i ładnym (do nogi) przerzucaniu piłki na prawo do Dawida Ryndaka, ten drugi w swoim dynamicznym stylu minął jednego z obrońców i strzałem z ostrego konta pokonał golkipera Limanovii. Gospodarze na drugiego gola Legionovii odpowiedzieli strzałem „rozpaczy” w poprzeczkę naszej bramki. Podopieczni M. Papszuna umiejętnie kontrolowali grę i już w doliczonym czasie gry trzecim golem „dobili” rywali. Taras Romańczuk (kolejny dobry mecz naszego pomocnika, rywalizującego w tym meczu o palmę pierwszeństwa ze swoim vis a vis, ciemnoskórym Khalitą Sadio) podał do Macieja Golińskiego, ten idealnie obsłużył Antonio Calderona, który z 17 metrów kapitalnym strzałem (oczywiście z lewej nogi) ustalił wynik niedzielnego spotkania.
Wesoły autobus
Zrozumiała radość naszych piłkarzy po końcowym gwizdku sędziego, przygnębienie, by nie powiedzieć - rozpacz gospodarzy. Nasi (jak się wkrótce okazało) definitywnie zostają w II lidze, Limanoviia szanse na papierze jeszcze ma, ale są one iluzoryczne, zależne nie tylko od tej drużyny z okolic Nowego Sącza. Nie trudno sobie wyobrazić wesołą atmosferę w autobusie z naszymi piłkarzami wracającymi do Legionowa (były szybko zdjęcia na facebooku). Oni mieli powody do radości i to - co jest tajemnicą poliszynela - podwójne. A 8 czerwca (godz. 17) pożegnają się z legionowskimi kibicami w meczu „na luzie” (bez zbędnego stresu) z lubelskim Motorem.
Wiele wskazuje na to, że największym przegranym ostatnich drugoligowych konfrontacji może się okazać aktualny szkoleniowiec Limanovii Robert Kasperczyk. „Górali” prowadzi od czterech kolejek i to jest jego drugi, po Motorze Lublin, drugoligowy klub w tym sezonie. Oba „spuści(ł)” do III ligi. Niezły wynik - mówią złośliwcy, których nie brakuje.
Oto skład Legionovii ze spotkania w Limanowej: Marcinkowski - Goliński, Lendzion, Dankowski, Pielak, Tlaga (73’ Janusiński), Romańczuk, Calderon, Tomczyk, Wolski (46’ Ryndak), Czerkas (80’ Maciejewski).
j.b.


