Spadają, bo… nie tylko oni grają

 

zdjecie s01 zLos beniaminków na salonach krajowego, klubowego handballu bywa okrutny. Ostatnie miejsce KPR Legionowo, także przedostatnie Gwardii Opole, potwierdzają niestety tę regułę ostatnich lat. Za wysokie progi na naszych szczypiornistów (choć nie tylko nich samych) umiejętności. Po rocznej sportowej przygodzie legionowska piłka ręczna spada na zaplecze ekstraklasy

JERZY BUZE
sport@tio.com.pl
Szkoda, bo stale mam w pamięci (zapewne nie tylko ja) spektakularny marsz legionowskich szczypiornistów z  drugiej do superligi, także taniec radości w strugach szampana po awansie na szczyty przed niespełna rokiem. Byliśmy w siódmym niebie, zaczęliśmy bujać w obłokach, marzyć, że można szybko dojść na same szczyty. Dziś wszyscy (sami piłkarze, garstka działaczy, lokalni sympatycy) zostali sprowadzeni na ziemię. Dlaczego tak się stało? Zanim skreślę kilka słów subiektywnej oceny, oddajmy zawodnikom co cesarskie. Nie tylko dlatego, że przez rok mogliśmy oglądać najlepsze klubowe zespoły piłki ręcznej, zobaczyć na żywo gwiazdy handballu światowego formatu…

Robili co mogli
Piłkarze ręczni KPR Legionowo, w sezonie 2013/2014 PGNiG Superligi grali, walczyli i to walczyli do samego końca. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że sportowymi umiejętnościami nie odstawali zbytnio od 4–5 innych drużyn. Zdobyli co prawda tylko 13 punktów (6 zwycięstw, 1 remis) w całych rozgrywkach, ale w kilku spotkaniach rundy zasadniczej (26–28 w Puławach, 28–30 z Zagłębiem Lubin, 27–28 ze Stalą Mielec, 30–31 w Piotrkowie, 29–31 w Szczecinie, a nawet 27–31 z Głogowem, przy prowadzeniu 15–11 do przerwy) byli blisko, bliziutko kolejnych punktów.
W innych dyscyplinach, np. siatkówce, takie rezultaty traktowano by jak tie–breaki, premiowane punktem. Trochę przesadzam i ironizuję, bo nie ulega wątpliwości, że legionowski beniaminek przespał rundę zasadniczą. Zamiana szkoleniowca (za Jarosława Cieślikowskiego – Robert Lis) jeszcze w rundzie jesiennej praktycznie, wymiernie (punktowo) nic nie dała. Ten drugi do czterech punktów zdobytych przez poprzednika dorzucił w większej ilości spotkań tylko dwa i KPR zakończył rundę zasadniczą, ze skromniutkim, odbiegającym od reszty stawki dorobkiem 6. punktów.
Sześć spotkań fazy play–out legionowianie rozpoczęli od obiecującego zwycięstwa nad Gwardią Opole. Zaraz potem przegrali jednak (25–26) po dramatycznym meczu w Piotrkowie i w zasadzie po porażce (24–30) z Zagłębiem w Legionowie, los KPR był przesądzony. Pięć punktów zdobytych w trzech ostatnich spotkaniach fazy play–out godne pochwały i uznania, ale – będę trochę złośliwy – było już wtedy „po herbacie”.

Zmarnowana szansa
Legionowski beniaminek miał w minionym sezonie jedną z najkrótszych nazw wśród drużyn elity. W czasach sportowego sponsoringu to nie jest niestety powód do dumy. Wręcz odwrotnie. Jeśli więc pod względem sportowym do postawy zespołu KPR Legionowo trudno mieć większe zastrzeżenia, to do postawy klubu w działaniach organizacyjno – sponsorskich już z pewnością tak. Ja wiem, że zarząd klubu czynił starania w poszukiwaniu strategicznego sponsora, że czasy dla takich zabiegów są trudne, ale przecież nie beznadziejne. Świadczy o tym choćby przykład innego flagowego zespołu miasta – legionowskiej kobiecej drużyny siatkarskiej Orlen Ligi. Trzeba się więc zgodzić z opinią wielu legionowskich sympatyków sportu, którzy twierdzą, że gdyby KPR miał w swoich szeregach takiego marketingowca jak wiceprezes Marek Bąk, to szczypiorniści dalej byliby w superlidze, a ich sportowe stypendia nie byłyby tak symboliczne.

Co dalej?
Reasumując: KPR Legionowo przespał organizacyjnie i finansowo jednosezonową przygodę w superlidze, nie wykorzystał sportowego sukcesu. Musiał nawet, ze względów oszczędnościowych, rozstawać się w trakcie sezonu z niektórymi zawodnikami, których potem po kontuzjach innych – zwyczajnie brakowało. O innych organizacyjnych „kwiatkach”, tylko pozornie nie mających wpływu na image klubu, nie chcę już wspominać, bo sygnalizowałem je wielokrotnie. Dzisiaj w wyczynowym sporcie grają nie tylko zawodnicy. Oni są ważni, ale czy najważniejsi?
Jaki będzie dalszy los KPR Legionowo? Podniesie się z kolan w I lidze, czy też może podzieli los nie tak odległego przecież Juranda Ciechanów, który z superligi spadł po sezonie 2011/2012 i dziś próbuje odbudować dawny blask pracą u podstaw. Co lepiej: mierzyć siły na zamiary czy zamiary na siły?

(jb)