Nerwówka do końca
W dwóch spotkaniach ubiegłego tygodnia legionowski beniaminek drugoligowy raz wygrał, a raz przegrał. Trzy zdobyte punkty, na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek, to za mało by Legionovia mogła być pewna zachowania statusu drugoligowca w przyszłym sezonie. Nasi futboliści skomplikowali swoją sytuację, zafundowali sobie i kibicom emocje do samego końca
Jerzy Buze
sport@tio.com.pl
A mogło już być tak pięknie. Niestety drużynie Marka Papszuna, po przekonywującym, środowym zwycięstwie w Nowym Dworze Mazowieckim nie udało się postawić kropki nad i w sobotnim spotkaniu na swoim boisku. Porażka z Radomiakiem sprawiła, że finisz rozgrywek może przypominać niemal… thriller sir Alfreda Hitchcocka.
Świt – Legionovia 0–4 (0–2)
Pojedynek z sąsiadem zza powiatowej miedzy miał być dla legionowian sportowym spacerkiem i takim się też okazał. Mimo że gospodarze starali się zaklinać sportową rzeczywistość, przekonywać, że sportowe derby rządzą się swoimi prawami. Na boisku różnicę miejsc w tabeli widać było gołym okiem, choć podopiecznym Igora Gołaszewskiego przez pół godziny udawało się utrzymywać bezbramkowy remis.
W 33. minucie nowodworzan „napoczął” strzałem z dystansu, oczywiście z lewej nogi Antonio Calderon Vallejo. Asystował przy tej bramce Sebastian Janusiński zgrywając hiszpańskiemu pomocnikowi piłkę głową. Wynik podwyższył, także strzałem z dystansu, także z lewej nogi – Taras Romańczuk. Był to tzw. gol do szatni, a dla formalności dodajmy, że chwilę wcześniej niezłej sytuacji nie wykorzystał Marcin Stańczyk.
Po przewie Świt zerwał się do walki. Ambitni gospodarze nawet trochę przycisnęli, ale optycznej przewagi, kilku zagrożeń ze stałych gry na gole nie potrafili zamienić na gole. Dużo skuteczniejsza była Legionovia. Na sześć minut przed zakończeniem spotkania, po akcji lewą stroną Macieja Golińskiego, piłkę w polu karnym otrzymał Dawid Ryndak i pewnym strzałem po raz trzeci pokonał 19–letniego Karola Domżala. Gospodarzy „dobił” już w doliczonym czasie gry Adam Czerkas, po podaniu od S. Janusińskiego.
Oto skład Legionovii z tego meczu: Matracki – Goliński, Dankowski, Lendzion, Pielak (87’ Maciejewski), Janusiński, Broniszewski (70’ Tomczyk), Romańczuk, Tlaga (76’ Ryndak), Calderon, Stańczyk (65’ Czerkas).
Legionovia – Radomiak 1–3 (0–1)
Po środowej porażce u siebie 1–2 ze Zniczem (decydujący gol w doliczonym czasie gry), Radomiak przyjechał do Legionowa już jak zespół zdegradowany do III ligi. Pogodzony ze swym losem zespół trenera Marcina Jałochy postanowił jednak godnie zakończyć rozgrywki. Zapowiadał walkę o zwycięstwo w Legionowie i – jak się okazało – nie były to czcze przechwałki.
„Zieloni” byli w sobotę zespołem lepszym od Legionovii i zasłużenie wygrali. Już w pierwszej połowie meczu uzyskali optyczną przewagę. Jej efektem był gol zdobyty głową przez Szymona Stanisławskiego w 18 min. Bramka zdobyta po ładnej akcji lewą stroną, jednak współudział w niej mieli nasi defensorzy. Gospodarze w pierwszej odsłonie wyglądali mizernie. Zagrozili bramce przeciwnika w zasadzie tylko raz, po strzale z dystansu Calderona. Obudzony z „drzemki” 31–letni bramkarz Radomiaka, Michał Kula był jednak na posterunku.
Po przerwie Legionovia przyspieszyła na tyle swą grę, że Adam Czerkas w 54 min, strzałem „na raty” z kilku metrów doprowadził do wyrównania. Drużyna gości, z Grzegorzem Wojdygą w defensywie na czele, przetrzymała jednak dalszy napór, aby w końcówce meczu zadać dwa zwycięskie ciosy. Najpierw na kwadrans przed końcem meczu, po rzucie rożnym wspomniany Wojdyga z kilku metrów nie dał szans M. Matrackiemu. Niespodziewane, ale zasłużone zwycięstwo gości przypieczętował już w doliczonym czasie gry, po indywidualnej akcji – Marcin Orłowski.
Skład Legionovii z meczu z Radomiakiem: Matracki – Tlaga, Lendzion, Dankowski, Pielak (81’ Wolski), Janusiński (46’ Czerkas), Romańczuk, Broniszewski (50’ Tomczyk), Ryndak (66’ Maciejewski), Calderon, Stańczyk.
Teraz (1 czerwca) przed Legionovią wyjazdowe spotkanie z Limanovią, a rozgrywki nasza drużyna zakończy meczem u siebie z Motorem Lublin. Czy w tych dwóch spotkaniach wyglądający na trochę już zmęczony (i rozbity) sezonem, zespół trenera Marka Papszuna zdoła do swego dorobku dorzucić punkty gwarantujące miejsce w czołowej ósemce? Dodajmy, miejsce oznaczające utrzymanie II ligi dla Legionowa w przyszłym sezonie.
(jb)


