ROZWINĘLI FIRMĘ I RODZINĘ

DRUKARNIA L&P. PIOTR SKIBIŃSKI

Piotr Skibiński, współwłaściciel, szef i niejednokrotnie także pracownik "Drukarni L&P"  do branży trafił po wojsku, jak twierdzi zupełnie przypadkowo. Kiedyś bardziej niż drukiem interesował się introligatorstwem, czyli oprawą książek oraz ich renowacją. Dopiero z czasem docenił drukarnię i nie rozstał się z nią do dzisiaj

Państwo Skibińscy własną drukarnię założyli w 1988 roku. Do otwarcia firmy potrzebny był dyplom czeladniczy lub mistrzowski.
- Dopiero ze zdobytym "papierem" można było otworzyć drukarnię - wspomina Skibiński. -  Pracowałem najpierw  w spółdzielni poligraficznej  a później w prywatnej drukarni w Warszawie. Potrzebny był specjalny kurs i praktyka.
Kiedy już pozdawał egzaminy i zyskał "papier", zrobiła się tzw. wolna amerykanka czyli każdy mógł otwierać co tylko chciał, także bez dyplomu rzemieślnika. Wraz z żoną Lucyną, współwłaścicielką drukarni, samodzielną działalność zaczęli na ul. Wileńskiej w wynajętym lokalu. Maszyn prawie nie mieli. Wykonywali często prace podwykonawcy. Kupili starą niemiecką maszynę do sztancowania i robili rozmaite opakowania dla firm produkcyjnych - maszyna pamiętała jeszcze chyba pierwszą wojnę światową - śmieje się Piotr Skibiński.

Złote lata dziewięćdziesiąte

Ponieważ były to opakowania solidne a producenci dosłownie się mnożyli firma Skibińskich mogła się szybko rozwijać. Czas minął jak z bicza strzelił i w 1990 r. firma przeniosła się na ul. Kwiatową kupili pierwszą  maszynę drukującą.
Były to całkiem zwariowane czasy. Każde ogłoszenie prasowe przynosiło zamówienia. W firmie wówczas nie było nawet telefonu. Lucyna Skibińska odbierała telefony  w domu i prowadziła biuro. Byli już jednak w stanie sami wydrukować i wykroić opakowania.
Dopiero w 1994 roku wprowadzili drukarnię do pomieszczeń na ulicy Sienkiewicza.
Drukarnia L&P była zawsze niezwykle wszechstronna. Oprócz opakowań, które zadecydowały o dobrym starcie firmy, realizowali wszystko na co były zamówienia. W połowie lat dziewięćdziesiątych drukowali nawet gazetę... "To i owo". Jednocześnie nie brakowało zamówień na druk ulotek reklamowych a także książek.
Introligatorstwo pozostało pasją Piotra Skibińskiego do dzisiaj ale szef firmy zajmuje się tym tylko od czasu do czasu.


 - Jest to zajęcie tyleż szlachetne i przyjemne, co nieefektywne finansowo. Pochłania nieproporcjonalnie dużo czasu w stosunku do dochodów - ocenia Piotr Skibiński. Tym niemniej raz na jakiś czas szef drukarni reanimuje jakąś książkę dla przyjemności.

Drukarnia pełną gębą

W chwili obecnej firma dysponuje dwoma półformatowymi maszynami drukującymi i aż trzema maszynami do wykrawania form i kształtów. Spore pożytki przynosi półautomat do sitodruku oraz specjalny tunel do lakieru UV. Możliwe jest lakierowanie druków lakierem termozgrzewalnym pod opakowania "blister".
Drukarnia Skibińskich od początku i rozmysłem działa na rynku lokalym, chociaż nie odmawia także pracy dla zleceniodawców z całego kraju. Do stałych klientów należą bardzo znaczące firmy z regionu.  Są to między innymi biuro podróży Dudek Tour and Travel, Bajan - części elektroniczne, Berger & Berger Moda Consulting, Chester Molecular - producent klejów specjalistycznych dla przemysłu, Ela Polska sp. z o. o. - hurtownia piwa, Ceka Internationale - firma zajmująca się spedycją, Lab-Tronik sp z o. o. zajmująca się kamerami i alarmami, Mobil Zone sp. z o. o. - akcesoria telefoniczne, ABI - części rowerowe i siodła, oraz agencje reklamowe z całej Polski. Swego czasu opakowania zamawiała także firma Granit potentat w dziedzinie artykułów do pisania.
Najbardziej rozśpiewanym klientem jest Kapela Staśka Wielanka, która zamawia okładki do swoich płyt. Ze Staśkiem Wielankiem Piotr Skibiński przyjaźni się od lat.

Dziwne bezrobocie

Właściciele firmy niejednokrotnie sami wykonują rozmaite prace.
- Chcielibyśmy zatrudnić więcej pracowników ale mało jest gotowych do podjęcia pracy w zakładzie - mówi Piotr Skibiński. - W większości kandydaci unikają zatrudnienia  i wolą zasiłek. Inni się zatrudniają a po czasie okazuje się, że ważniejsza jest flaszka. Bywa też, że ktoś się podszkoli i zmienia pracę.
Dlatego w firmie tak naprawdę właściciele jak dotąd mogą zawsze polegać tylko na szwagrze Piotrze Owczarczyku, zatrudnionym w firmie od 15 lat oraz... na sobie.
Ostatnio przyjęty został do firmy Pan Wiesław Gąsowski i właściciele liczą na owocną  i długotrwałą pracę nowego fachowca w firmie.
Skibiński ma plany rozbudowy pomieszczeń i zakup nowych maszyn. Nowe pomieszczenia są konieczne dla planowanego rozwoju.

Rodzina nie od wczoraj

Rodzina Piotra Skibińskiego jest obecna w rejonie Legionowa już od lat. Wiadomo, że pradziadek Piotra przybył tutaj do pracy w lasach rodziny Potockich w 1915 r. i podjął obowiązki gajowego,w 1937 kupił obecną działkę na  ul. Sienkiewicza a Piotr Skibiński jest już czwartym pokoleniem legionowiaków.
Lucyna i Piotr Skibińscy pobrali się w 1986 roku.
Lucyna jest z zawodu położną. Pracowała w szpitalu Bielańskim w Warszawie. Kiedy przyszło na świat ich własne dziecko postanowiła pozostać w domu. Przy ówczesnych zarobkach nie opłacało się młodej matce pozostawić dziecko z opiekunką i jeździć do pracy za 600 złotych. Kiedy powstała firma, szybko poznała nową branżę i stała się prawą ręką Piotra.
Skibińscy mają w swoim dorobku rodzinnym dwie córki: Katarzynę 21 lat i Małgorzatę 19 lat. Obie studiują  w Wyższej Szkole Turystyki  i Hotelarstwa i obie dodatkowo pracują.

Andrzej Raciński

DRUKARNIA L&P
05 120 legionowo
ul. Sienkiewicza 4
tel/fax 0-22 784 17 73
e-mail: drukarnialp@onet.pl