JESTEM NOWOCZESNYM DINOZAUREM
TOMASZ KRAUZE - SALON FRYZJERSKI
Jeśli o mnie chodzi, cała przygoda z fryzjerstwem zaczęła się już w czasach szkolnych – mówi Tomasz Krauze, właściciel prestiżowego legionowskiego zakładu fryzjerskiego, którego historia rozpoczęła się już w pierwszych latach powojennych – Od dziecka wiedziałem, że będę fryzjerem
Ojciec obecnego szefa salonu fryzjerskiego, Stefan Krauze w ciężkich powojennych czasach otworzył zakład. Był rok 1948. Szybko jednak władza widząc, że rośnie na zdrowym ciele socjalistycznego fryzjerstwa „krwiopijca”, zakład zabrała i przeznaczyła na spółdzielnię czyli skolektywizowała. Kierownictwo zaproponowano jednak także Stefanowi Krauze, dotychczasowemu właścicielowi, który ofertę przyjął, bo z czegoś żyć musiał a wypadało, żeby szefem był jednak fryzjer, czyli ktoś, kto zna się na tej robocie. W spółdzielni pensja była stała a przypadkowi pracownicy tak pracowali jak chcieli. Szybko więc stało się jasne, że fryzjerstwo podobnie jak wiele innych zawodów rzemieślniczych nie da się skolektywizować.
Dyskretny urok lat pięćdziesiątych
Zakład oddano na powrót w ręce Pana Stefana Krauze, bo lepiej pobierać podatki i tzw. „domiary” niż dopłacać do interesu. Kiedy tylko zakład zaczynał lepiej się kręcić, natychmiast pojawiała się kontrola, która wymierzała „domiary” czyli wzięte z księżyca sumy podwyższające podatki. Była to wówczas normalna praktyka stosowana wobec tzw. sektora prywatnego. Matka obecnego szefa zakładu, Danuta także była fryzjerką i Tomasz Krauze, wspomina. że pracowali oboje bardzo ciężko. Bardzo często od wczesnych godzin rannych do nocy. Przyjeżdżały klientki nie tylko z Legionowa ale i z okolic. W popularne święta bądź imieniny zakład prawie się nie zamykał.

– Twardy był człowiek – mówi o ojcu Tomasz Krauze – uparty był bardzo i mimo różnych szykan prowadził nadal swój zakład fryzjerski zapewniając dobry jak na tamte czasy poziom usług. Z drugiej strony natura kobiet jest od wieków niezmienna i zawsze chciały one dobrze wyglądać. a były i takie czasy, kiedy innych fryzjerów w naszym mieście po prostu nie było. Później długo działało zaledwie kilka zakładów fryzjerskich.
Nawet wtedy wprowadzali nowości
– Ojciec z entuzjazmem ado-ptował wszelkie nowości ze świata – wspomina Krauze. – Pierwszy w Legionowie wprowadził na przykład parową trwałą. Jako jeden z pierwszych kupił samochód. Była to Syrena 101. Także pierwszy neon jaki świecił w Legionowie zdobił zakład rodziców. Starszy Pan Krauze jeździł na konkursy, był aktywnym działaczem cechowym, znanym także w Warszawie.
Tomasz Krauze po ukończeniu szkoły średniej, Liceum im. Marii Konopnickiej w Legionowie a później odbyciu służby wojskowej postanowił zająć się fryzjerstwem mimo że bardzo fascynowały go samochody. Przeważyła jednak tradycja rodzinna.
– Nie narzekam, że zostałem fryzjerem – mówi Krauze – kiedy podejmowałem decyzję ojciec jeszcze był sprawny i aktywnie pracował. Wprowadzał mnie w tajniki zawodu i miałem w nim oparcie. Czasy wówczas jednak nie były łatwe – wspomina Krauze. – W latach siedemdziesiątych wszystko trzeba było w wielkim trudzie załatwiać. Nie było ani szamponów ani farb choćby średniej jakości nie mówiąc już o odżywkach i innych specyfikach, bez których dzisiaj nie można sobie wyobrazić pracy fryzjera. Jeździliśmy wówczas po sto kilometrów dziennie, żeby zrobić niezbędne zakupy dla firmy.
Przyszły nowe czasy
Dzisiaj można powiedzieć, że zakład funkcjonuje stabilnie – mówi Tomasz Krauze .– Zmienił się rynek i sposób naboru do zawodu. Obecnie wielkie korporacje fryzjerskie organizują szkolenia, gdzie młodzież kształci się masowo. Zanika dawny cechowy system. Jednocześnie na rynku powstaje wiele zakładów fryzjerskich nie mających tradycji. Można tu nawet mówić o pewnym przesyceniu rynku tymi usługami. Młodzież na kolejnych kursach poznaje zazwyczaj po dwóch, trzech fryzurach. Na ogół przy takim kształceniu nie ma później mowy o jakimś indywidualnym traktowaniu klienta a przecież każdy człowiek jest inny i ma trochę inne potrzeby.
Dzisiaj mam wielkie wsparcie ze strony żony Marii Krauze, która wprowadza różne nowości. Także obecny wystrój zakładu zrealizowany został według jej pomysłu.
Prywatnie mogę powiedzieć, że żona także potrafiła ddzielić mieszkanie od firmy tak aby firma i mieszkanie lepiej pasowało do funkcji jakie ma spełniać. Było to zawsze o tyle trudne, że firma i mieszkanie mieści się w tym samym domu. Mimo że jestem już dinozaurem, to mój młody personel nawiązuje do nowych trendów. Czuję się więc dinozaurem nowoczesnym.
Tekst i zdjęcia Andrzej Raciński


