NIE CZEKAJĄC NA TUNEL
JERZY I BARBARA CEGIEŁKOWIE. „BAŚ” PAWILON
Kiedy Jerzy i Barbara Cegiełkowie rozpoczynali własny biznes w Al. Róż ten rejon III Parceli był sennym i zaniedbanym przedmieściem Legionowa czekającym latami na mityczny tunel. Wszelkie inwestycje odkładane były na późnej a tunel skutecznie straszył inwestorów. Cegiełkowie tunelu się nie wystraszyli
Zaczynali od małego kiosku, który Barbara wynajmowała od likwidowanego RSW Prasa i w nim zaczynała swoją handlową przygodę. Kiosk dający namiastkę samodzielnej działalności wyzwolił w niej niemałą pomysłowość, twardość i godną zauważenia determinację
W 1991 roku, kiedy została ajentem kiosku, wszystkiego musiała nauczyć się sama. Wcześniej była pracownikiem w legionowskich magazynach przedsiębiorstwa RSW Prasa - Książka – Ruch. Nagle jak wielu pracowników likwidowanego molocha wydawniczego i handlowego musiała zmierzyć się z twardą rzeczywistością. Na koniec stoczyła bój o należną odprawę dla pracowników likwidowanych przedsiębiorstw. Odprawy „robotnicza spółdzielnia” za nic nie chciała wypłacić matce wychowującej samodzielnie dwoje dzieci. Mąż Jerzy w Kanadzie usiłował zdobyć środki finansowe na urządzenie rodziny. Miał już nawet obywatelstwo. W pewnym momencie musieli zdecydować gdzie zapuścić korzenie. Barbara wspomina, że Jerzy, który zakosztował chleba na wymuszonej, solidarnościowo - zarobkowej emigracji podczas jednej z rozmów powiedział krótko: - Pamiętaj, że u obcych będziesz zawsze służącą.
Postanowili więc zostać w kraju a jeżeli w kraju to dlaczego nie w Legionowie i dlaczego nie na III Parceli?
Oswajanie blaszaka
Nie pozostało nic innego jak dalsze oswajanie handlu w zardzewiałym blaszaku z napisem - „zamienię teściową na psa, może być wściekły”. Już po dwóch tygodniach do kiosku było włamanie.
Malowanie odbyło się przed świętami wielkanocnymi dzięki pomocy synów Rafała i Grzegorza.
Cenniejszy towar był przewożony starym „maluchem” bo nie można go było pozostawić na pastwę złodziei.
Aby utrzymać wystarczające obroty i przychody punkt sprzedaży musiał przekonać do siebie klientów. Bardzo szybko wrastał w środowisko mieszkańców. Sześciometrowy sklepik, choć skromny, był coraz lepiej wyposażony w towary. Wytrzymali w tym małym metalowym pudle upały i mrozy. Jak wspomina Barbara Cegiełka była to prawdziwa szkoła przetrwania. Autentycznie jednak polubiła wielu ludzi z okolicy i z wieloma się zaprzyjaźniła. To był najważniejszy powód pozostawania na legionowskich peryferiach. Kiosk jednak stawał się za ciasny dosłownie i w przenośni a kontakty z właścicielem, ciągle jeszcze RSW Prasa – Książka – Ruch w Likwidacji, coraz bardziej uciążliwe. Z czasem z ajentki Barbara przerodziła się w samodzielnego przedsiębiorcę ale dzierżawiła nadal kiosk od RSW, która w ciągu jednego roku trzykrotnie podniosła czynsz za kiosk, który wcześniej stał pusty, bo nie był dochodowy! Jak wyliczył Jerzy Cegiełka za metr kwadratowy zażądali więcej niż w warszawskich domach „Centrum”.
Kiosk znacjonalizowany?
Cegiełkowie zaczęli więc szukać innego rozwiązania. Po wielu próbach i odmowach otrzymali zgodę na dzierżawę gruntu od miasta. Na wynajętym nieopodal gruncie postawili nowy kiosk o luksusowych rozmiarach 25 m. kwadratowych. Tak wielkich kiosków wprawdzie wówczas nie produkowano ale Jerzy Cegiełka postanowił złączyć w jeden dwa pawiloniki. Dzięki temu uzyskali imponujący obiekt, można powiedzieć kioskowy pałac tyle, że nie na własnym gruncie. Podziękowali za współpracę RSW Prasie i zaczął się nowy etap. Tymczasem kiosk RSW Prasy, tak wysoko wyceniony, najpierw stał pusty a potem chyłkiem został zabrany. Czynsz jaki pobierało miasto za wynajem gruntu pod pawilon to początkowo jedyne 25 zł. Nie trwało to jednak długo. Zaraz po dojściu do władzy lewicy pazerność władzy gwałtownie wzrosła. Czynsz podniesiono... dziesięciokrotnie. Miasto próbowało nawet pobierać opłaty nie tylko za grunt ale także za pawilon, który przecież był własnością Cegiełków.
O mały włos nie doszło do „nacjonalizacji” kiosku. Nawet jednak ten ogromny własny kiosk bardzo wiele zdrowia kosztował rodzinę. Jak wspomina Barbara, w lecie nagrzewał się do niesamowitych temperatur a w zimie trudno było wysiedzieć z zimna. Miał dwie zalety - był duży i własny a marznąć we własnym obiekcie jest trochę przyjemniej niż w cudzym.
Barbara i Jerzy zaczęli jednak marzyć o własnym sklepie z prawdziwego zdarzenia położonym na własnym gruncie. Najlepiej takim do którego przyszli by ich dotychczasowi klienci. Na zaufanie ludzi pracuje się latami i jest to tak naprawdę jedyny kapitał handlowca. Taka działka była tylko przy A. Róż 1. Zanim właściciele wiedzieli, że chcą działkę sprzedać, Jerzy i Barbara wiedzieli, że chcą ją kupić. Tak jakby siłą sugestii za pół roku zawisła kartka „do sprzedania”. Barbara Cegiełka podkreśla, że mieli dużo szczęścia. Jednak cena była nie na ich kieszeń. Po wielu rozmowach widząc determinację przyszłych nabywców właściciele postanowili jednak dom sprzedać Cegiełkom i to... w brakującej części na raty!
Wyczyścili się z kanadyjskich pieniędzy Jerzego i niewielkich oszczędności z działalności gospodarczej. Resztę spłacają na raty. Wymarzona nieruchomość to ziemia od strony ulicy na której dzisiaj stoją zabudowania sklepowe a w głębi stary urokliwy domek, który obecnie remontują.
W firmie i rodzinie
Kilkadziesiąt metrów od blaszanego kiosku powstał duży i elegancki obiekt handlowy uwieńczony zegarem który przypomina o upływie czasu. Ten zegar to jednak jedyna ekstrawagancja na jaką sobie pozwolili.
Właściciele sklepu podkreślają, że pieniądze zawsze inwestowali w miejsce pracy i nigdy nie kupowali żadnych niepotrzebnych gadżetów. Cały czas walczyliśmy o przetrwanie - mówi Barbara Cegiełka. Mąż kiedyś jeździł Polonezem a dzisiaj wysłużoną Nubirą i nawet do głowy mu nie przyjdzie narzekać, że nie ma Mercedesa.
Dopiero po latach Barbara i Jerzy zaczynają remontować dom na własne potrzeby.
Sklep działa w bardzo bliskim kontakcie z klientami. Daje to właścicielom doskonałą wiedzę o rynku, bo z pierwszej ręki. Wszelkie potrzeby zgłaszane przez ludzi starają się niezwłocznie realizować. Barbara Cegiełka szkoli młodzież ze szkół handlowych i przekazuje swoją bogatą wiedzę praktyczną. Tradycyjnie w pawilonie „BAŚ” nazwanym tak od imienia szefowej funkcjonuje bardzo bogaty dział gazet, czasopism i książek. Obok branży spożywczej właściciele dumni są z artykułów dla dzieci. Po raz pierwszy nie cała powierzchnia obiektu Cegiełków jest wykorzystana. Góra kamieniczki i około stumetrowa część będąca wcześniej podstawowym lokalem sklepowym, czeka na realizację nowych pomysłów właścicieli.
Czas biegnie i dwóch nastolatków, którzy malowali z mamą sześciometrowy kiosk mają już dziś własne sukcesy. Starszy syn Rafał jet szefem kuchni w jednej z prestiżowych restauracji w centrum Warszawy. Z jego inicjatywy Cegiełkowie dorobili się już czworga wnucząt w wieku od 6 miesięcy do 12 lat.
Młodszy syn, Grzegorz ukończył Wyższą Szkołę Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na wydziale Public Relations ale jeszcze nie wiadomo czy wybierze ten zawód.
Jak twierdzi Barbara Cegiełka za największy osobisty sukces uważa fakt, że na 17 lat prowadzenia własnej firmy udało im się wygospodarować aż dwanaście dni na urlop spędzony wspólnie na Krymie.
Andrzej Raciński
„BAŚ” Pawilon
05-120 Legionowo, Al. Róż 1
tel. (0-22) 784 10 34
kom. 0 603 130 029
Czynny: pon. – sobota 6.00 – 22.00
niedziela: 8.00 – 18.00
Foto: Barbara i Jerzy Cegiełkowie już na własnym. Po prostu nie czekali na tunel


