Moi klienci tworzą swoisty klub
LESZEK KMIECIK - KSIĘGARNIA U LESZKA
Na własny rachunek pracuję niemal od zawsze a ściślej od 1979 roku - mówi Leszek Kmiecik, największy w powiecie Legionowskim księgarz, właściciel dwóch salonów wydawniczych, miłośnik książki, a wcześniej o dziwo pracownik FSO na Żeraniu - na pracę w motoryzacji nie narzekałem, była to wówczas atrakcyjna robota, ale kusiło mnie życie, w którym miałbym sam coś do powiedzenia
W tamtych czasach nie było to jednak proste, bo panujący ustrój zwalczał wszelką samodzielność. Dopiero, kiedy minister Wilczek, kierujący ówczesną gospodarką, dopuścił możliwość brania w tak zwaną „ajencję” różnych mniejszych placówek handlowych, postanowili z żoną zaryzykować i stali się „ajentami”.
Trudna decyzja
- Żona, Danuta już wtedy znała się na handlu z racji pracy w warszawskich delikatesach - mówi Leszek Kmiecik - Decyzja nie była łatwa, ale pomogła nam perspektywa powiększenia rodziny i kusząca możliwość zorganizowania pracy po swojemu. „Ajent” to był ktoś, kto pracował już jakby na własny rachunek, ale był właściwie dzierżawcą sklepu lub kawiarni związanym dość krępującą umową z właścicielem.
Szybko zauważyli, że bycie „ajentem” to jednak coś bardziej naturalnego niż bycie pracownikiem państwowego molocha, choć „chrupiące bułeczki”, obiecywane przez ministra Wilczka jako symbol dostatku, pozostały jeszcze na lata jedynie gorzką anegdotą.
Kmiecikowie zaczęli swoją pracę na własny rachunek prowadząc lokal spożywczy przejęty w ajencję od PSS Społem. Najpierw Leszek Kmiecik jedynie pomagał żonie, pracując jeszcze w FSO, ale szybko zwolnił się z fabryki i jak twierdzi nigdy tego nie żałował, zwłaszcza, jeśli pomyśli, co tam się teraz dzieje.
Na własnym
Następny rozdział to adres Daliowa 66, gdzie wybudowali i uruchomili sklep usytuowany blisko szkoły nr1. To już była znacznie bardziej samodzielna praca, choć też zależna jeszcze od centralnego rozdzielnictwa.
- W związku z usytuowaniem sklepu dobraliśmy profil sprzedaży - artykuły biurowe, szkolne i trochę zabawek. W zasadzie nas nie ograniczano - mówi Leszek Kmiecik - za to zaopatrzenie w tamtym czasie, było horrorem. Królowały przydziały i jakieś tam rozdzielniki. Cały problem polegał na zdobyciu towaru, bo sprzedawał się on błyskawicznie. Muszę się pochwalić, że był u nas do nabycia nawet peerelowski symbol deficytu - papier toaletowy.
Młodzi ludzie dzisiaj nawet sobie nie wyobrażają, ale to była odwrotność normalnego handlu. Dzisiaj sztuką jest sprzedać a nie kupić. Wtedy było odwrotnie. Jeśli można powiedzieć, że cały okres socjalizmu był jednym wielkim kryzysem, to tamte czasy były kryzysem totalnym. Udało nam się jednak otworzyć jeszcze jeden sklep na Piłsudskiego 8.
Wkraczają książki
Do swoich sklepów Leszek Kmiecik zaczął śmielej wprowadzać książki zdobywając doświadczenie w branży księgarskiej, powszechnie uważanej za najbardziej kłopotliwą, nieprzewidywalną i wymagającą specjalnych predyspozycji.
- Moje życie nie było jakimś pasmem nieustającej szczęśliwości. W 2002 roku zmarła moja żona. Od początku to ona znała się lepiej na tajnikach handlu, i była pod każdym względem wielkim oparciem - wspomina Kmiecik. - Trzeba było jednak kontynuować nasze dzieło. Dzisiaj wspiera mnie córka.
- Zaczęło się od podręczników i zgody ówczesnego monopolisty Składnicy Księgarskiej na obrót podręcznikami - wspomina Leszek Kmiecik - kiedy w 1994 roku miasto ogłosiło przetarg na najem lokalu przy ul Piłsudskiego 13, udało nam się wygrać. Zaczęła się wówczas przygoda z prawdziwym księgarstwem. Sklep nazywał się „Księgarnia u Leszka”.
O księgarskim biznesie
Twarze moich klientów to twarze, które się często powtarzają, to są ludzie, którzy tworzą swoisty klub - mówi Leszek Kmiecik. - Trzeba poznać ich na tyle, żeby stworzyć odpowiednią ofertę. Inaczej zamówienia księgarni będą nietrafione i nie będzie sprzedaży. Potrzebni są więc sprzedawcy, zdolni do tego żeby przeprowadzić ciekawą rozmowę z klientami, zdefiniować ich potrzeby i zainteresowania. Bardzo ważna jest kontaktowość, kultura i wysoki poziom wiedzy. Moi pracownicy pracują tutaj naprawdę długo i stale się doskonalą, nabierają doświadczenia. Wiedzą także czego od nich oczekuję.
Z każdym rokiem modernizowaliśmy księgarnię, choć nie były to łatwe czasy i upadło wielu księgarzy oraz hurtowników. Mieliśmy zyski ale nie szły one na konsumpcję. Systematycznie rozszerzaliśmy ofertę. Wiedziałem, że na rynku zostaną tylko ci, którzy inwestują - mówi Leszek Kmiecik. - Dlatego słuchaliśmy klientów i obserwowaliśmy rynek.
W branży ksiegarskiej mówi się, że jedna księgarnia ma rację bytu, jeżeli przypada na nią około 30 tys. ludzi. Dlatego rozwój także musi być pod kontrolą, żeby nie przeinwestować. Otworzyłem więc drugą ksiegarnię, w Al. 3 Maja, nieco mniejszą niż ta na Piłsudskiego. Na miejscu starego budynku Piłsudskiego 13, powstał nowy obiekt. Po jego wybudowaniu otworzyłem tam nową księgarnię utrzymując ten sam adres - dodaje Leszek Kmiecik. - Uważam, że te dwie księgarnie, to w tej chwili optymalne rozwiązanie dla mnie i dla moich klientów.
Andrzej Raciński


