Między konspirą a partyzantką
Nadnarwiańskie tereny pomiędzy Lubielem a Rogoźnem obrośnięte są domami letniskowym, których stale tutaj przybywa. W jednym z nielicznych w okolicy gospodarstw mieszka pan HENRYK ZWALIŃSKI, który opowiedział nam o pamiętnym zamachu pod Lubielem, opisanym przed tygodniem. Dzisiaj przypomnimy działalność pana Henryka w powojennym podziemiu antykomunistycznym
ARTUR BOJARSKI
arturbojarski@op.pl
„Był terror, dużo młodzieżowych organizacji niepodległościowych zostało rozbitych” - mówi pan Henryk kiedy pytamy o reakcję na pogrom UB i pułtuskich komunistów 8 maja 1946 roku. On sam należał do Grupy Operacyjnej Armii Krajowej (GOAK) działającej w latach 1947 – 1948 na terenie miasta i powiatu Pułtusk.
Gimnazjaliści dla Polski
Według materiałów ubeckich, na przełomie maja i czerwca 1947 r. grupa uczniów miejscowego gimnazjum w Pułtusku postanowiła utworzyć nielegalną organizację, której nadano nazwę GOAK. Jej założycielami byli Zdzisław Puchalski, Artur Maciejewski,, Zbigniew Niszczuk i Apolinary Matuszewski. Komendantem wybrano Puchalskiego, a następnie skompletowano radę główną złożoną z zastępcy komendanta i kierowników sekcji.
Chłopcy musieli złożyć uroczystą przysięgę zaczynającą się od słów; „Wstępuję dobrowolnie w szeregi Grupy Operacyjnej Armii Krajowej (…) w każdym miejscu i każdych okolicznościach walczyć będę o przywrócenie całkowitej wolności narodu polskiego i niepodległości państwowej Polski. (…)”
Organizacja GOAK miała na celu: dążenie do prawdziwej demokracji i wolności religijnej, zwalczanie ustroju komunistycznego w oparciu o pomoc USA, stworzenie warunków do przejęcia władzy na wypadek zmiany politycznego status quo w Europie, szkolenie bojowe nowych kandydatów i umasowienie kadr. Plan ten zamierzano realizować drogą długofalowej walki politycznej, początkowo bez przeprowadzenia akcji zbrojnych a przede wszystkim poprzez uświadomienie społeczeństwa o zagrożeniach płynących z zasad ustroju komunistycznego.
Chłopcy dysponowali bronią palną, pochodzącą z czasów II Wojny Światowej. Posiadali m.in.: CKM „Maxim” (?), automat PPSza, 3 karabiny Mauser, 5 pistoletów krótkich oraz granat i amunicję. GOAK dysponował także drukarenką do produkcji stempli i kart ewidencyjnych.
Lud przeciw „władzy ludowej”
W pierwszym okresie działalności GOAK liczyła 20 członków; 7 pochodzenia robotniczego, 12 pochodzenia chłopskiego, 1 innego pochodzenia. Jak wykazują dokumenty i relacje świadków skład społeczny innych młodzieżowych organizacji antykomunistycznych był podobny. Zadaje to kłam propagandzie komunistów, że należeli do nich młodzi ludzie pochodzenia „burżuazyjnego” lub „kułackiego”.
GOAK została rozpracowana i rozbita przez UB na skutek zainstalowania w grupie „wtyczki”. Wyroki ferowane przez sąd wojskowy w Warszawie nie były łagodne. Przywódcy grupy dostali po 15 lat wiezienia. Henryk Zwaliński w wieku 22 lat został aresztowany 14 grudnia 1948 r. i jako szeregowy członek GOAK został skazany „tylko” na 5 lat więzienia i 2 lata utraty praw publicznych.
W kwestionariuszu osobowym napisano, że miał pochodzenie społeczne – chłopskie, zawód – rolnik a wykształcenie – 4 oddz. szkoły podstawowej. Pan Henryk Zwaliński jest przykładem, że wbrew obiegowej opinii polska świadomość patriotyczna nie jest zarezerwowana dla klas o wyższym statusie społecznym i wykształceniu.
Grupa braci Kmiołków
Przed aresztowaniem Henryk Zwaliński związany był jednak głównie z legendarną grupą partyzancką braci Kmiołków. Dom pana Henryka był punktem kontaktowym i bazą wypadowa partyzantów. Bracia Jan i Franciszek Kmiołkowie uważani byli za jednych z największych wrogów ustroju komunistycznego w czasach stalinowskich. Urodzeni w Rząśniku niedaleko Lubiela, w latach okupacji niemieckiej należeli do ZWZ/AK. Po „wyzwoleniu” nie złożyli broni uważając, że Polska dostała się do ponownej, tym razem sowieckiej, niewoli. Należeli do ugrupowań: początkowo Wolność i Niezawisłość (WiN) a następnie, już do końca, do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Grupa Jana Kmiołka wykonała około 100 różnego rodzaju akcji zbrojnych wymierzonych głównie w aparat polityczny i ubecko-milicyjny władzy stalinowskiej.
Oddajemy głos Henrykowi Zwalińskiemu; „Znałem dobrze Kmiołków. Dziesiątki razy przychodziły do mnie ich oddziały liczące po kilka - kilkanaście osób. Nieraz posiedzieli w dzień w mieszkaniu, spali w stodole. W nocy wystawiali wartę. Siostra gotowała im posiłki, które jedli w stodole. Wieczorem odchodzili. Nie mówili gdzie, bo obowiązywała tajemnica służbowa. Poruszali się w małych grupkach, a jak była jakaś akcja to łączyli się w większy oddział. Ludzie z grupy Kmiołków znali się jeszcze z czasów partyzantki akowskiej, więc byli zgrani. Księdza wikarego z kościoła w Lubielu mieli za swojego kapelana.
W ich ostatnim okresie działalności słyszałem, że radzili się księdza, co robić, bo ludzi wokół nich ubywało z powodu aresztowań czy śmierci w walce. Chyba przez księdza złapali kontakt z dezerterem z UB, jak się później okazało szpiclem.
Agent „dezerter”
Przyłączył się do nich i od tego czasu zaczęły się aresztowania wśród gospodarzy sprzyjających Kmiołkom. Ten młodszy z braci, Franek, był pewien, że „dezerter” to zdrajca. W dramatycznej dyskusji sprzeciwił się Jankowi, w końcu jego przełożonemu ze stopniem podporucznika. – Janek, ja go rozwalę, bo to zdrajca. On nas wyda. Ale Jan mu zawierzył, był przez niego jak opętany. - Jak ty jego zabijesz, to ja ciebie. Agent UB tak pokierował później sytuacją, że Jan pojechał do Katowic i tam go aresztowali. Franek z dwoma ludźmi został otoczony i wszyscy trzej zginęli”.
Schwytanie braci miało miejsce po wielokrotnych obławach z udziałem setek funkcjonariuszy UB i KBW. Jan Kmiołek został stracony 7 VIII 1952 r. w więzieniu MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, Franciszek zginął w walce 16 września 1951 r. w gajówce Jurgi w powiecie ostrołęckim.
Agentem UB był Edward Wasilewski. Człowiek ten, rozpracowujący oddział braci Kmiołków, to jeden z najgłębiej zakonspirowanych agentów, kierowany bezpośrednio z centrali WUBP w Warszawie, poza wiedzą pułtuskiej bezpieki. Wasilewski był w czasach okupacji niemieckiej zasłużonym oficerem AK, po „wyzwoleniu” dowodził oddziałem, który zdobył i rozbił więzienie NKWD w Rembertowie. Do pracy dla UB został zwerbowany będąc w stanie głębokiej depresji. Nie wiadomo, jakie były powody samobójstwa, które wiele lat później popełnił Wasilewski.
Pan Henryk przyznaje na zakończenie rozmowy, że miał dużo szczęścia. Kidy przyszli go aresztować, partyzanci Kmiołków stacjonowali akurat w innym miejscu. A za współpracę z nimi kara byłaby, jak uważa, znacznie surowsza niż za udział w GOAK. Być może o zamachu w Lubielu 8 maja 1946 r. nie miałbym już z kim rozmawiać…
Henryk Zwaliński specjalnym patentem, za udział w walce zbrojnej z najeźdźcami, podpisanym w 1999 r. przez premiera RP otrzymał tytuł Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny zaś w 2008 r. prezydent RP mianował go podporucznikiem Wojska Polskiego.
Artur Bojarski
Autor jest doktorem historii


