Nie chcem, ale muszem

zdjecie 03Z racji wieku jestem już obywatelem mniej energicznym, mobilnym, raczej więc leniwym. Wbrew jednak oczywistym oczywistościom na wybory samorządowe pójdę. „Nie chcem, ale muszem” – że użyję jednego z najpopularniejszych wałęsizmów.

Dlaczego muszę? Sprawa wydaje się prosta jak drut, bo widzę w naszym mieście – tu znowu tzw. wałęsalik – dodatnie i ujemne plusy. Ich bilans skłania do wniosku, że grupa trzymająca ostatnio władzę, skupiona wokół jaśnie nam panującego prezydenta, bardziej hamuje niż przyspiesza rozwój naszego miasta. Ta nieomylność Ratusza w sprawach wszystkich, przy pozorach tzw. konsultacji społecznych, to przecinanie wstęg przy oddawaniu do użytku każdego kawałka chodnika, ścieżki rowerowej, nawet jakiegoś rondka, to forsowanie jedynie słusznych decyzji przy pomocą radnych spod znaku BMW, ta ostatnia, przedwyborcza, obsesyjna aktywność i jednoczesne zamiatanie pod dywan spraw kontrowersyjnych, niewygodnych dla władzy. Wszystko to razem wzięte budzić może tylko co najwyżej uśmiech politowania i zażenowania... I dezaprobaty podczas wyborów – jestem za, a nawet przeciw.

Widzę rzecz jasna dokonania godne nie tylko okazjonalnych oklasków grupki klakierów powiązanych rozmaitymi nićmi układów i układzików z miejscowym estatablishmentem.

Z mojego prywatnego rankingu spraw godnych podkreślenia wymienię trzy najważniejsze., które zyskały moje uznanie. Jestem więc pod wrażeniem konsekwentnej postawy legionowskiego starosty w sprawie tzw. janosikowego. „Bije się” on dzielnie w sprawie narzuconego haraczu, z wyobraźnią godną gospodarza terenu. Po drugie podoba mi się rozwój sportowej bazy w mieście i powiecie. Teraz trzeba skupić się na pomysłach, aby te obiekty wszędzie i nie tylko od święta, tętniły życiem i były w racjonalny sposób animowane i wykorzystywane. Po trzecie wreszcie podobają mi się próby (stale jeszcze niewystarczające starania) przywracanie rekreacyjno–wypoczynkowego charakteru niezaprzeczalnego atutu, jakim jest dla naszej Małej Ojczyzny Zalew Zegrzyński.

Ujemne plusy? Przede wszystkim pierwsze miejsce Legionowa w skali kraju pod względem gęstości zaludnienia. Podobno będziemy, niech no tylko miną wybory, zgodnie z zasadą w kupie raźniej, śrubować ten rekord, w ramach dogęszczania blokowiska. Forsowanie koncepcji, że więcej ludzi–podatników, to więcej wpływów w budżecie miasta, rekomendować mogą tylko ludzie bez wyobraźni lub z  kilkoma działkami poza miastem na koncie. Z pomysłem dogęszczeń ściśle związany jest drugi „minusowy plus”, czyli ujmując rzecz hasłowo – gehenna parkowania w Legionowie. Po trzecie wreszcie zżymam się także na podział miasta na pół (zarówno przez tory jak i ul. Warszawską) i dopuszczenie przez wieloletnich decydentów do tego, aby ponad pięćdziesięciotysięczna aglomeracja posiadała dwa bezkolizyjne połączenia obu części. W tym kontekście na jawną kpinę zakrawa fakt, że kolejną planowaną kładkę nad torami uznaje się za niebywały sukces i osiągnięcie urzędników.

W świetle powyższych, zasygnalizowanych tu tylko „dodatnich i ujemnych plusów” pójście do urn 16 listopada poczytuję za obywatelski obowiązek. Zdaje sobie sprawę, że moja wyrywność może niczego nie zmienić, ale chociaż sumienie będę miał czyste.

Jerzy Buze