Rafał Frąckiewicz, lat 29. Z wykształcenia mgr inż. budownictwa. Zawodowo zajmuje się przygotowaniem inwestycji. Prywatnie mąż, ojciec 3–letniej Marysi. Kandyduje z okręgu nr 4 (Piaskowa)
To i Owo: – Dlaczego zdecydował się Pan kandydować do rady miasta?
Rafał Frąckiewicz: – Nigdy nie myślałem o aktywnym uczestniczeniu w życiu publicznym. Skupiałem się raczej na rozwoju zawodowym i życiu rodzinnym. Jednak od jakiegoś czasu obserwuję, że w Legionowie mieszka się coraz gorzej, a decyzje które podejmują obecni rządzący nie zapowiadają żadnych zmian w kierunku poprawy.
– Ale przecież miasto się rozwija. Pana zdaniem ten rozwój idzie w złym kierunku?
– Miejskie inwestycje coraz częściej nie trafiają w rzeczywiste potrzeby legionowian. Przykładów jest wiele. Tym najbardziej rzucającym się w oczy jest flagowa inwestycja miasta. Nie potrafię znaleźć uzasadnienia dla wielkiego dworca PKP. Większość z tych, którzy korzystają z kolei będzie przez niego codziennie rano jedynie przebiegać spiesząc się do pociągu. Nie potrafię sobie wyobrazić, że wracając wieczorem z pracy czy szkoły będziemy tam odpoczywać korzystając z interaktywnej biblioteki. Co najwyżej zrobimy zakupy w drodze do domu. Ale przecież miasto nie jest od tego, żeby budować sklepy.
– Jak zatem zamierza Pan działać na rzecz poprawy życia mieszkańców?
– Przede wszystkim chciałbym powstrzymać obłędną wizję dogęszczania wystarczająco już zakorkowanego miasta i skupić się na realizacji podstawowych zadań takich jak choćby poprawa infrastruktury komunikacyjnej. Brakuje również miejsc w miejskich przedszkolach. Sytuacja w moim okręgu wskazuje na olbrzymie zaniedbania w tym temacie. Na Piaskach są te same 2 przedszkola, które istniały, gdy ja byłem w wieku przedszkolnym. W międzyczasie przybyło tu ponad 30 nowych bloków i wiele nowych rodzin. Bardzo ważne jest dla mnie też to, żeby podejmowanie decyzji przez radę było poparte głosem mieszkańców.
W trakcie poprzedniej kadencji doszło do wielu skandalicznych sytuacji jak choćby budowa 3-kondygnacyjnego prywatnego domu opieki przy ul. Kozietulskiego (w dzielnicy domków jednorodzinnych), czy zniszczenie pasa zieleni na rzecz parkingu przy bloku „0” na ul. Piłsudskiego. Tamte inwestycje doszły do skutku nie tylko bez zgody mieszkańców miasta, ale pomimo ich protestów.
– Uważa się Pan za dobrego kandydata? Dlaczego?
– Przede wszystkim dlatego, że te problemy dotyczą mnie bezpośrednio i zależy mi na tym, żeby je rozwiązać. Jestem też kandydatem niezależnym, nieuwikłanym w polityczne zobowiązania. Daje mi to swobodę w zabieraniu głosu w sprawach dotyczących rozwoju naszego miasta. Nie postrzegam lokalnych działań jako właściwe miejsce dla polityki. Przecież żłobek, park, czy ścieżka rowerowa nie są partyjne. Po dwudziestu czterech latach demokratycznych i samorządowych doświadczeń wiemy, że głównym źródłem środków w budżecie miasta jesteśmy my mieszkańcy, jako płatnicy podatków. To my powinniśmy decydować o ich zagospodarowaniu.
– Mocne strony?
– Niewątpliwie moją mocną stroną jest doświadczenie w realizacji inwestycji. Ze zdziwieniem obserwuję jak naszym radnym nie wystarcza budżetu na budowę placu zabaw czy modernizacji oświetlenia. Na etapie realizacji okazuje się, że inwestycja jest niedoszacowana czterokrotnie, jak to miało miejsce np. w przypadku oświetlenia ul. Piaskowej. Tym razem sytuację uratowały zbliżające się wybory i pieniądze w ostatniej chwili się znalazły. Dla mnie to wyraźny sygnał, że jest zapotrzebowanie na kandydatów przygotowanych merytorycznie. Nie tylko umocowanych politycznie.
Rozmawiał DB
