Czy rządzi nami cieć?
Poniżej zamieszczamy pełną treść listu otwartego Czytelniczki do Prezydenta Romana Smogorzewskiego. Nie ze wszystkim się zgadzamy, choć znaczną większość zawartych w nim stwierdzeń uważamy za trafną. Zachęcamy do komentowania. Najciekawsze wypowiedzi zamieścimy w papierowej wersji TiO.
Redakcja
Szanowny Panie Prezydencie,
Ostatnio w Legionowie tyle się dzieje, że aż nie wiem od czego zacząć. Postaram się, by mój list przybliżył Panu sytuację w naszym mieście, z punktu widzenia mieszkańców (być może stosunkowo niewielu, ale przecież mieszkańców), a nie z balkonu Ratusza, tak jak Pan to widzi.
Parkingi zamiast targowiska?
Pierwszą nurtującą mnie sprawą, i ostatnio bardzo gorącą, jest Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Gminy Legionowo, na temat którego słyszymy od jakiegoś czasu dużo krytycznych głosów. Pozwolę sobie wtrącić również i mój. Odnośnie do działki, na której jest targowisko, niestety gołym okiem widać, iż oznaczenia tego terenu na poprzednim studium są inne niż na nowym. 4UH to pawilony handlowe, czyli targ, a KS to parkingi i nie ma co dyskutować, że jest inaczej, bo to jest fakt. Zapis, który gdzieś tam umieszczono, że oznaczenie działki co prawda jest inne, z przeznaczeniem na parkingi, ale dopuszcza istnienie w tym miejscu targowiska nic nie znaczy i niczego nie gwarantuje. Żadne zapewnienia, że targ pozostanie, nie są wiążące, gdyż przekonaliśmy się, iż dawał Pan swoje słowo i zapewniał, że nie powstanie żaden market na działce u zbiegu ulic Mickiewicza i Jagiellońskiej. Tymczasem zapis ujęty gdzieś w uchwale o warunkach sprzedaży działki, zobowiązujący inwestora do przeznaczenia ok. 1000 m2 pod inwestycje publiczne, zniknął i dziś wizja marketu znowu straszy okolicznych kupców i mieszkańców. Z tego jasno wynika i wniosek nasuwa się sam: Pańskimi zapewnieniami możemy dziś sobie...
Dość dogęszczeń!
Kolejna sprawa dotycząca studium, to szeroko zakrojone plany dogęszczania. Zostało jeszcze kilka większych podwórek między blokami, i zielonych terenów, które kuszą deweloperów, naszą SMLW i Urząd Miasta, który ze sprzedaży działek mógłby pokryć znaczną część zadłużenia naszej gminy. Ale Panie Prezydencie, i tak już mamy pierwsze miejsce w Polsce pod względem gęstości zaludnienia i jest nam już bardzo ciasno, gdyż centrum Legionowa jest tylko jedno, a korzystać z niego chcą wszyscy naraz. Wraz z nowymi osiedlami nie powstają nowe rynki handlowo–usługowe i przeprawy przez tory, więc już chyba dość! Nie może Pan ot tak przekształcać działek, na których są nasze tereny zielone, ławki, miniplacyki i piaszczyste boiska w działki inwestycyjne, chociażby z jednego, ale najważniejszego powodu: bo tak się ludzi nie traktuje.
Bezmyślność i krótkowzroczność
Może wytłumaczeniem Pańskich planów dogęszczania jest chęć sięgnięcia po rekord Guinnessa, a może... to celowe działanie, aby radni obecnej kadencji, mogli na pokaz stanąć w obronie mieszkańców i udawać, że bronią naszych interesów, a tym samym dostać się ponownie do Rady Miasta?
Panie Prezydencie, niech się Pan zastanowi, co tu się będzie działo za 10–15 lat, kiedy rozwój Legionowa nadal będzie szedł w tym samym kierunku i tempie. Pańska krótkowzroczność po prostu mnie przeraża i już dziś zastanawiam się, czy wraz z całą rodziną nie uciec z tego piekielnego miasta, w którym mieszkam od urodzenia, a w którym nie ma już czym oddychać. Pan na to patrzy ze swojego balkonu w Ratuszu, ale tu na dole wygląda to zupełnie inaczej.
Niewygodne pytania
Następna gorąca sprawa to Pańskie „centrum komunikacyjne”. Pasmo nieszczęść, niekompetencji i niedopatrzeń. Nad całą tą infrastrukturą przy torach (przejściem podziemny i „windą”) ciąży jakieś fatum. To jedna wielka niedoróbka i bubel, razem z bezpłatnym autobusem dowożącym do PKP. Jeżeli miasto nie potrafiło zrobić nic by poprawić jakość korzystania z wyżej wymienionej infrastruktury, nie potrafi zadbać o tak błahą sprawę jak utrzymanie przejścia w czystości, sprawnej „windy”, czy skomunikowania bezpłatnego autobusu z przyjazdem i odjazdem pociągów, to jakim cudem bierze się Pan za tak poważne przedsięwzięcie jak budowa „centrum komunikacyjnego”? To miał być Pana bilet do wygranych wyborów, a tymczasem co się stało? Wiem, wiem, zaraz posypią się na mnie gromy: podziemne przejście PKP i „winda” nie są w Pańskiej kompetencji, autobus też. Wiele razy korzystałam z tego przejścia, nawet z „windy–wyciągarki”, ale też korzystałam w tej sprawie z Pańskiego serwisu „Pytanie do prezydenta” i już wiem, że o co (niewygodnie) zapytam, to rozwiązanie problemu nie leży w Pańskiej kompetencji. To Pana drugie „ja”. Czytając odpowiedzi na wpisy innych mieszkańców, tylko to jedno powtarza Pan jak mantrę (a może to Pańscy urzędnicy?). Może powininien Pan przyjąć przydomek „To Nie W Mojej Kompetencji”?
Prezydent bez kompetencji?
Do niedawna byłam ciężarną z wielkim brzuchem i małym dzieckiem, usiłującą przedostać się na perony albo zdążyć na bezpłatny autobusik, na który Pan ma wpływ, bądź nie – to zależy od kontekstu pytania. Busik wjeżdża na przystanek w tym samym momencie, co pociąg na perony. Wiele razy próbowałam z tym wielkim brzuchem i małym dzieckiem zdążyć na ten bezpłatny autobus, ale ani razu mi się to nie udało. Wniosek: autobusik ma za zadanie pusty przyjechać i pusty odjechać – bez obciążenia spali mniej benzyny. W swoim serwisie „Pytanie do prezydenta” w jednym mailu odpowiada Pan, że to nie w Pańskiej kompetencji ustalać godziny przyjazdów i odjazdów busa, a w innym, pisze mi Pan, że ten autobusik jest całkowicie finansowany z pieniędzy urzędu miasta, czyli z naszych, podatników. No to, jak to jest – finansuje Pan coś, na co nie ma Pan żadnego wpływu, nad czym Pan nie panuje? I Pan chciał zbudować centrum komunikacyjne? Panie Prezydencie, niech Pan wyjdzie na swój balkon i przewietrzy głowę.
Dziś, gdy korzystam z przejścia PKP (z „windy” niestety nie, bo się boję, że się zatnę z dwójką małych dzieci), to zaciskam zęby, zatykam nos i wstrzymuję oddech. Polegając już tylko na własnych nogach i sile własnych rąk, dostaję się z dziećmi i wózkiem na perony, bo wiem, że w kwestii przeprawy przez tory nic już się nie zmieni – to Pana po prostu przerasta. Nasuwa mi się jedno pytanie: jeżeli tyle spraw dotyczących miasta nie jest w Pańskiej kompetencji, to jak to miasto w ogóle funkcjonuje? I tu mamy odpowiedź, czemu „centrum komunikacyjne” stoi i straszy – bo to nie w pańskiej kompetencji Panie Prezydencie. Teraz już Pan wie.
Mamienie szpitalem
Ile to już wysłuchaliśmy mrzonek o tym, czego miało tu nie być: i nieszczęsne „centrum komunikacyjne”, i aquapark, i druga Arkadia, nawet wspominał Pan coś o szpitalu. Wspólnie z włodarzami powiatu, urzędnikami z NFZ i innymi „wszechmogącymi” ustaliliście, że miastu potrzebny jest szpital. Wszyscy gorąco tę inicjatywę poparli, wszyscy byli za, nikt nie zgłosił sprzeciwu. I na tym koniec. Panie Prezydencie, ja też gorąco popieram budowę szpitala, ale od tego szpital nie powstanie. Pan od poparcia tej inicjatywy zaczął i – przykro to stwierdzić – na tym zakończył przygodę ze szpitalem. Niech Pan zejdzie na ziemię – szpital się się Panu marzy, czy może lubi Pan „pokiełbasić” przed wyborami? Chyba raczej to drugie, bo zarówno ja, jak i Pan, i myślę że znaczna część mieszkańców Legionowa, zdajemy sobie sprawę, że w mieście, w którym zlikwidowano całodobową pomoc lekarską (prześwietlenia RTG, zakładanie gipsu, zszywanie ran itp.), a ostatnia całodobowa apteka właśnie zakończyła nocne dyżury, nie ma żadnych szans, żeby powstał szpital. A już na pewno nie pod Pańskim przewodnictwem. Nie takie przedsięwzięcia już tu rozkładano na łopatki, więc niech Pan się już za ten szpital nie bierze, bo tylko zmarnuje Pan nasze pieniądze.
Zabytki bez opieki
I tak z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, to miasto upada i nikczemnieje. To za Pańskich „tłustych lat” zniknęły ostatnie perełki legionowskiej architektury, a muzeum pod Pańskim nadzorem nie interesuje się tym aspektem miejskiej kultury, nie robiąc żadnej dokumentacji i zdjęć burzonych domów, które nieremontowane, swoje lata świetności mają już dawno za sobą. Przy okazji budowy Ratusza usunięto budynki, które przypominały o niegdysiejszym charakterze Legionowa – kamienicę oraz dwa drewniane budynki mieszkalne – a z tego co wiem, to chyba jest Pan z wykształcenia historykiem? Legionowo straciło swój niepowtarzalny charakter, między innymi dzięki Panu. I chociaż mamy nowe „piękne” ulice, chodniki, ścieżki rowerowe i zatoczki parkingowe, miniplacyki i boiska tartanowe, to żadnej Ameryki Pan nam nie zrobił. Takie „udoskonalenia” mają wszystkie mniejsze lub większe miasteczka, a nawet wsie. Organizowanie infrastruktury jest po prostu wpisane w statut działalności gminy. Łaski nikt nikomu nie robi, że są ulice i parkingi; zawsze były i naturalną rzeczą jest, że trzeba je modernizować, naprawiać i udoskonalać oraz poprawiać jakość życia mieszkańców, jak się ich tylu ma w mieście.
Obraz nędzy i rozpaczy
Następna sprawa to teren rekreacyjny z placem zabaw przy ulicy Królowej Jadwigi, niegdyś wizytówka osiedla Jagiellońska, ba, całego miasta! Dziś zaniedbany, nudny i mało atrakcyjny. Nie dość, że przez wiele lat od czasu jego budowy nie przybyło ani jednej zabawki, to nie działa tam już spora część sprzętów, np. wyciąg linowy, półkula obrotowa częściej nie działa niż działa, zniknęły obręcze nad sprawnościową przeprawą, a „sieć pajęcza” jest już tak zniszczona, że żadne klejenie taśmą, które jest od jakiegoś czasu stosowane, już nie pomaga – metalowe „igiełki” z poszarpanej liny wbijają się dzieciom w ręce. To po prostu obraz nędzy i rozpaczy. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że jest tam brudno i wszędzie jest mnóstwo śmieci (m.in. dlatego, iż „odpuszcza się” sprzątanie poza sezonem letnim – słynna kartka podpisana przez prezesa KZB, że plac w okresie zimowym jest nieczynny!). Przed kilkoma laty (gdy zarządcą był MOSiR) było to najczystsze i najbezpieczniejsze miejsce dla dzieci. Dziś to tylko wspomnienie i niesmaczny żart, karykatura miejskiego placu zabaw. To ubogi krewny placyków z ościennych gmin, choćby takich, jak Białołęka. Może warto zrobić sobie wycieczkę, Panie Prezydencie, i zobaczyć, jak bawią się dzieci w promieniu 20 km od Legionowa, zamiast nadymać się z powodu jakiegoś rankingu w „Newsweeku”, czy innych „odznaczeń”, jakie zdobywa Pan i Pańscy urzędnicy na papierze? W rzeczywistości, to sobie raczej Pan wstyd robi, mając takie wizytówki jak dworzec PKP, „centrum komunikacyjne”, czy plac zabaw, szumnie nazywany „miejskim”.
Odpoczynek w spalinach
Dumny jest Pan co chwila z Legionowa i siebie, prężą się na bilbordach Pańskie osiągnięcia, a tymczasem Legionowo to bardzo brudne i zaniedbane miasto, w którym brak ławek, koszy na śmieci i psia kupa co krok. Nie mówię o terenie przyległym, bądź w najbliższym otoczeniu Ratusza, ale wystarczy odejść 500 m, wejść w najbliższe podwórko, przejść się po osiedlu i... płakać się chce. Nie ma gdzie przysiąść, nakarmić dziecko, odpocząć, czy w ogóle posiedzieć rekreacyjnie w ciszy – nie u zbiegu ulic Sowińskiego i Piłsudskiego. Pańskie skwerki do wypoczynku to „pokazówa” – wypoczynek w największym zgiełku i smrodzie spalin. Do tego wszechobecne, nie tylko na trawnikach, ale również na chodnikach, psie kupy – problem ostatnich kilku lat, kiedy to zgodnie z nową modą model rodziny to „dwa plus jeden plus pies”. Zniósł Pan podatek za posiadanie psa, wydaje Pan pieniądze na jakieś fikcyjne akcje, mające na celu uświadomienie mieszkańcom, jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą niesprzątnięta psia kupa i znowu wszystko jak krew w piach. Co ma Pan zamiar zrobić z wszechobecną psią kupą? Bo ja mam już dosyć czyszczenia dziecięcych bucików i kółek wózka. Nam, mieszkańcom o innych modelach rodziny (bez psa) pozostaje tylko korzystanie z infrastruktury warszawskiej, bo tutaj nawet nie da się pospacerować!
Rynek bez życia
I tak jak osiedlowe trawniki straszą psimi kupami i innymi śmieciami, straszy również skwerek na rynku miejskim – zaniedbany i porzucony już dawno teren zielony, pusty i nudny. Kiedyś miejsce skupiające mieszkańców, a przede wszystkim młodzież. Dziś groteskowy pseudo–park świeci pustkami (kiedyś były tam trawniki, a teraz krzaki obsypane nie wiadomo czym pomieszanym ze śmieciami). Panie Prezydencie, to właśnie rynek miejski, zawsze i w każdym mieście, przeznaczony jest dla rozrywki i towarzyskich spotkań, a Pan przyczynił się do wyrugowania stamtąd najmniejszych oznak życia. To centrum za moich czasów było skupiskiem młodzieży z całego miasta, bo niby gdzie ta młodzież miałaby się podziać? Dziś rozproszona po osiedlowych podwórkach hałasuje do późnych godzin nocnych pod oknami naszych sypialni, często korzystając z jedynej ławki na placyku zabaw, przy okazji pozostawiając po sobie ślady nocnej konsumpcji i innych uciech. Jesteśmy sypialnią Warszawy i w takim mieście jak nasze, alkohol to, niestety, najtańsza forma rozrywki. Wprowadzanie prohibicji, to zamiatanie problemu pod dywan, bo młodzież piła, pije i będzie piła alkohol. Nie dając im żadnej alternatywy niech Pan nie oczekuje, że ci młodzi ludzie znikną z naszych ulic, po prostu rozpierzchną się po mieście, a ci których na to stać, pojadą bawić się do Warszawy.
Kiełbasa wyborcza
Deptak, czyli próba przywrócenia reprezentacyjnej ulicy, wraz z rynkiem, należnego jej charakteru to bardzo dobry pomysł, tylko znowu opowiedział się Pan po stronie krótkowzrocznych „przedsiębiorców”, zamiast mieszkańców, bo poprawianie jakości życia w mieście i robienie czegoś dla duszy, to nie w Pańskim stylu. I chociaż ostatnie pół roku w kalendarzu miasta jest pod znakiem imprez, projekcji filmów, koncertów, pikników, spotkań z mieszkańcami w stylu „pogaduchy z władzą”, to tylko kiełbasa przedwyborcza, bo przez 3 i pół roku było statycznie i cicho, chyba nawet nie było imprezy sylwestrowej, a Dni Legionowa obgania Pan Dniem Dziecka. Pan raczej opowiada się za takimi inwestycjami, jak remont ulicy, która niedawno była remontowana, a że jest to w pobliżu Ratusza, można jeszcze mieszkańcom pokazać, jak tu się „o nich dba i myśli”. Nowa kostka i granitowe krawężniki. Łał! Ale choćby wymienił Pan sobie ten krawężniki na złote, to i tak nie zmieni to faktu, że Pana rządy to nie rządy prawdziwego gospodarza, ale co najwyżej zwykłego ciecia, którego zadaniem jest czegoś tam przypilnować i coś tam z grubsza ogarnąć – głównie „rynek”, a w kątach brud.
Z życzeniami dobrego samopoczucia,
Patrycja Braun
(tytuł i śródtytuły od redakcji)


