Za zasługi, czy do roboty?
Gdy szukamy ekipy, która ma wybudować nam dom, szewca do naprawienia naszych ulubionych butów albo innych fachowców, pytamy znajomych i rozglądamy się dookoła. Jednak niejeden z nas wielokrotnie już się naciął trafiając na partaczy. Dlatego następnym razem bywamy już bardziej ostrożni
Tę samą metodę, pamiętając że za pasem wybory, polecam przy wyborze naszych władz. Tych, którzy już raz zawiedli nie warto drugi raz wybierać. Trzeba raczej rozejrzeć się za kimś innym. Jednak z niektórymi fachowcami bywa tak, że z czasem przestaje im się chcieć. Dlatego szukałbym takich fachowców, którzy w dodatku palą się do roboty. Niewielki będziemy mieli bowiem pożytek z pracownika, który zamierza tylko odcinać kupony od swoich poprzednich sukcesów.
Jednym słowem, trzeba się zastanowić czy chcemy pracownika, który będzie coś robił, czy takiego, któremu trzeba będzie płacić za jego poprzednie zasługi. Tak, tak. To my jesteśmy bowiem pracodawcami radnych, wójta, burmistrza i prezydenta. Od nas więc zależy tylko czy wybierzemy kogoś kto będzie dobrze pracować, czy też kogoś kto tylko będzie brał nasze pieniądze.
Nie warto także dać zwieźć się temu, że teraz coś się buduje, a wcześniej nie. Budować obecnie jest bardzo łatwo, nie to co kiedyś. Wystarczy wyciągnąć rękę po unijne pieniądze, wypuścić obligacje, wziąć kredyt, a przede wszystkim zajrzeć do kieszeni mieszkańców. Poza tym, podobno wykonawcy tradycyjnie odpalają samorządowcom 10% wartości kontraktu, tak aby inwestycja szła do przodu bez problemów i aby nikt nie chciał rozwiązać z nimi umowy. Może więc robią to również we własnym interesie.
Dlatego zwracałbym raczej uwagę na to, co i jak się buduje, a przede wszystkim czy są to inwestycje, które są nam potrzebne. Wielokrotnie bowiem prowadzono u nas fikcyjne konsultacje, które miały dowodzić, że mieszkańcy wolą jedną rzecz od drugiej. Tymczasem ich wynik władze znały z góry, a głosy zbierano tylko dla potwierdzenia tego rozstrzygnięcia np. w innych częściach miasta. Nikt bowiem mnie nie przekona, że sami mieszkańcy wybrali kładkę zawieszoną 10 m nad torami, na którą będą musieli wspinać się po liczących 160 m długości pochylniach, zamiast wygodnego podziemnego przejścia.
Zastanówmy się też czy potrzebujemy celebryty, którego trzeba o wszystko błagać, czy też pracownika, od którego możemy wymagać uczciwej pracy.
MACIEJ LERMAN
mlerman@tio.com.pl


