Demokracja kwiatu paproci
Zachęcam do własnych przemyśleń na temat różnych odcieni demokracji, niekoniecznie tej odległej historycznie czy geograficznie. Proponuję zacząć od najbliższego, lokalnego podwórka
Oto pierwszy z brzegu przykład. W skali naszego najgęściej zaludnionego w Polsce miasta kilkadziesiąt tysięcy legionowian zamieszkuje lokale mieszkalne w spółdzielczych blokach. To olbrzymia grupa sąsiadów, którzy co miesiąc wnoszą niemałe opłaty na konto legionowskiej spółdzielni z tytułu różnych, kosztów. Raz do roku zwoływane jest walne zgromadzenie członków spółdzielni, jest taki jeden wieczór w roku, (abstrahując od walnego zebrania podzielonego na części), w którym legionowscy spółdzielcy mogą wypowiadać się osobiście w formie głosowania na temat spraw dotyczących ich praw i majątku – mieszkań i działek, które niejednokrotnie stanowią największy kapitał, jaki zdobyli ciężką pracą w swoim życiu. Celowo wspomnę o katastrofalnie niskiej frekwencji na tych zebraniach, gdyż chciałem zwrócić uwagę na związany z tym zagadnieniem aspekt.
Wiatr zmian
Od 2011 roku obserwujemy w całej Polsce zdecydowany trend polegający na tym, żeby uszanować prawo spółdzielców do dysponowania niematerialnym dobrem jakim jest ich głos w dyskusji na walnym zebraniu. Na czym ten trend polega w szczegółach? Otóż bardzo wiele spółdzielni w całej Polsce wprowadziło już zmiany w swoich statutach polegające na tym, że umożliwiło swoim członkom głosowanie na walnym zebraniu poprzez pełnomocnika. Wiadomo, że zebrania spółdzielcze najczęściej odbywają się w dni powszednie, w godzinach wieczornych. Dla niektórych, w tym członków zarządów czy pracowników spółdzielczej administracji obecność na takim zebraniu jest zwyczajną pracą, ale dla większości zwykłych spółdzielców jest poświęceniem czasu wolnego. Dlaczego więc zapracowany lub np. zakatarzony spółdzielca nie miałby móc oddelegować na takie zebranie swojego reprezentanta, osoby do której ma zaufanie, a która posiada wystarczającą ilość wolnego czasu, potrzebną do tego, żeby wysiedzieć do późnych godzin wieczornych na walnym zebraniu i głosować w jego imieniu spółdzielcze uchwały. Krótko mówiąc dlaczego nie miałby ustanowić swojego pełnomocnika na walne zebranie spółdzielców? Przecież to logiczne i oczywiste prawo każdego wolnego człowieka w Europie XXI wieku.
Można głosować poprzez pełnomocnika
Jak już wspomniałem od 2011 r. w całej Polsce wiele spółdzielni mieszkaniowych wprowadziło stosowne zapisy w swoich statutach i potwierdziło oczywiste prawo spółdzielców do dysponowania własnym głosem i ustanawiania pełnomocnika na walne zebrania. Na potrzeby felietonu zacytuję jeden z autentycznych paragrafów statutu, obowiązujący od roku 2011 (a więc już trzy lata) w jednej z warszawskich spółdzielni mieszkaniowych: „Członek może brać udział w Walnym Zgromadzeniu osobiście lub przez pełnomocnika. Pełnomocnik nie może zastępować więcej niż jednego Członka. Pełnomocnictwo powinno być udzielone na piśmie pod rygorem nieważności i dołączone do protokołu Walnego Zgromadzenia. Członek Zarządu Spółdzielni nie może być pełnomocnikiem na Walnym Zgromadzeniu”. Warszawa to przecież teoretycznie niedaleko, wielu legionowian codziennie odwiedza stolicę jadąc tam do pracy i szkoły.
Co w tej sprawie w Legionowie?
Zaciekawiło mnie to w oczywisty sposób. Żeby poznać odpowiedź wystarczyło otworzyć dostępny w Internecie statut legionowskiej SML-W. Nie trzeba było długo szukać, paragraf 25 rozwiał wszystkie ewentualne wątpliwości w tej sprawie. Właściwie nie ma czego komentować, wystarczy, zacytować: Członek może brać udział w Walnym Zgromadzeniu tylko osobiście. Krótko i na temat, nieprawdaż? Ciekawe skąd taka różnica i zupełnie kuriozalny, przedpotopowy zapis w statucie legionowskiej SML-W? Czyżby w Legionowie czas płynął inaczej? Może w najgęściej zaludnionym mieście w Polsce mieszkańcy spółdzielczych bloków nie życzą sobie możliwości ustanawiania pełnomocników? Bo zupełnie nie chce mi się wierzyć, że nikt ich nie zapytał o zdanie w tej sprawie...
M. Robert Szymański


