Straż pożarna uwolniła dwóch mieszkańców uwięzionych w windzie chotomowskiego wiaduktu. Gmina, która pokrywa koszty napraw wind oskarżyła ich o dewastację podczas prób oswobodzenia się z pułapki. Sprawa trafiła do prokuratury
MACIEJ LERMAN
mlerman@tio.com.pl
Dwóch mieszkańców Chotomowa w lany poniedziałek (21 kwietnia br.) wybrało się na rowerową przejażdżkę po okolicy. Aby przedostać się na drugą stronę torów kolejowych nieopatrznie postanowili skorzystać z windy dowożącej na górę wiaduktu w Chotomowie. Po zamknięciu drzwi okazało się, że winda nie chce ruszyć do góry, a drzwi się zaklinowały.
Po ratunek do straży
Po kilkunastu nieudanych próbach wydostania się na zewnątrz, mężczyźni zadzwonili do konserwatora, którego numer telefonu zapisany był na ścianie kabiny.
– Konserwator powiedział nam, że jest w Warszawie i może być na miejscu za jakąś godzinę, a najwcześniej 40 minut, bo są korki. Poinstruował nas też, że winda się zacina z powodu źle działającego elektromagnesu a jeśli zacznie nam brakować powietrza, to żebyśmy spróbowali odgiąć ościeżnicę drzwi – relacjonuje pan Rafał. Niedługo mężczyznom faktycznie zaczęło być duszno i gorąco, bo na przeszklone drzwi windy cały czas świeciło słońce. Po ponad 20 minutach uwięzienia, sytuacja zaczynała być nie do zniesienia, dlatego po kolejnych nieudanych próbach wpuszczenia odrobiny powietrza zdecydowali się zadzwonić do straży pożarnej.
Gmina oskarża
– Dyżurny strażak zapytał nas czy w windzie są dzieci i czy mamy powietrze. Obiecali nas wydostać, jednak było już tak duszno, że po paru minutach zadzwoniliśmy drugi raz. Strażacy byli chyba w niecałe 10 minut i przy użyciu jakiegoś fachowego narzędzie natychmiast otworzyli drzwi i powiedzieli, że możemy wychodzić – opowiada drugi z mężczyzn, pan Marian.
Wydawało się, że sprawa skończyła się szczęśliwie, jednak po kilku tygodniach okazało się, że kłopoty panów Rafała i Mariana dopiero się zaczęły. Otrzymali bowiem telefon z policji i zaproszenie na przesłuchanie w charakterze świadka. Potem okazało się, że mężczyźni oskarżeni zostali przez gminę Jabłonna o zdewastowanie windy. Dowiedzieli się też, iż naprawa windy kosztowała 2 tys. 706 zł.
– Udaliśmy się do gminy i chcieliśmy wyjaśnić sprawę, a nawet zapłacić jakąś część tej kwoty, bo faktycznie podczas prób wpuszczenia powietrza mogła pęknąć szyba. Nie chciano jednak z nami wcale rozmawiać tylko powiedzieli, że skierowali sprawę do prokuratury – mówią mężczyźni.
Zapytaliśmy o stanowisko władz w tej sprawie. Z wyjaśnień, jakie otrzymaliśmy z urzędu gminy w Jabłonnie wynika, że windy przy wiadukcie zostały już 5–krotnie zdewastowane. Dlatego w każdym takim przypadku gmina przekazuje nagrania z monitoringu policji w celu przeprowadzenia dochodzenia. Gdy zostanie wykryty sprawca, to jego obciąża się kosztami dewastacji.
ML
