Za czym kolejka ta stoi
Tytuł zapewne większości czytelnikom kojarzy się z kolejkami do sklepu spożywczego za czasów PRL. W XXI wieku, gdy jesteśmy w Unii Europejskiej, hasło to jednak przewrotnie powraca. Wystarczy spróbować umówić się do lekarza specjalisty. Na taką wizytę czeka się nawet kilkanaście miesięcy
ANNA SUŁKOWSKA
a.sulkowska@tio.com.pl
Jak zdrowie człowiek ma, niech o nie dba. Przysłowie może banalne, ale jakże prawdziwe. Dopóki jesteśmy zdrowi może nawet nie zdajemy sobie sprawy z sytuacji publicznej służby zdrowia. Przerażające, oburzające, nie do pomyślenia, wręcz tragiczne i czasem aż śmieszne wydaje się to, co stało się z naszym polskim systemem lecznictwa.
Kolejki były, ale nie takie
Dawniej, jak człowiek zachorował, to wysiedział się pod gabinetem, ale do lekarza się dostał. Teraz, po tych wszystkich reformach, po tych obietnicach i staraniach, by Polakom żyło się lepiej, do specjalisty czekamy miesiące. Droga do lekarza to droga przez mękę. Takie są obiegowe opinie pacjentów. Na zapis do specjalisty trzeba niejednokrotnie bardzo długo czekać. Nieraz parę tygodni, bo skończyły się zapisy na ten rok, a na przyszły jeszcze zapisów nie rozpoczęto. Często w trakcie oczekiwania na odblokowanie zapisów, kończy się ważność skierowania. To zaś oznacza kolejną wizytę u lekarza i ponowne oczekiwanie w kolejce. Jak dostaniemy numerek to wystarczy rok, czasem tylko pół i już możemy iść do lekarza. Brzmi to jak tekst z kabaretu, ale żart to niestety nie jest. To polskie realia, to nasza rzeczywistość.
Ile za to czekanie płacimy
Jak widać gołym okiem sytuacja przedstawia się dramatycznie, a przy okazji niemało za to płacimy. Przy minimalnej płacy wynoszącej teraz 1680 zł brutto na składkę chorobową i zdrowotną, pobierane jest około 170 złotych. Przy umowie o pracę z wynagrodzeniem 2000 zł brutto, kwota ta wynosi około 205 złotych, a gdy zarabiamy 3000 zł na składkę chorobową i zdrowotną potrącają nam już 305 złotych. Przy prowadzeniu działalności gospodarczej składka jest jeszcze wyższa, bo wynosi około 325 złotych. Drogie, jak widać, jest to oczekiwanie w naszym kraju.
Gdy płacisz, nie czekasz
Nikt z pacjentów oczekujących w kolejce, z którymi rozmawialiśmy, nie ma wątpliwości, czemu służą takie zabiegi. Brak terminu do specjalisty często bowiem kończy się wizytą prywatną, bo człowiek chory zazwyczaj nie może tak długo czekać na wizytę. Tę sytuację zgodziła się skomentować Dyrektor NZOZ „Legionowo”
– Kolejka oczekiwania do specjalistów jest uzależniona od wysokości kontraktu placówki z NFZ, który zawiera limity miesięczne jednostek rozliczeniowych. Placówka zobowiązana jest do planowania środków według podpisanego kontraktu – powiedziała Dorota Glinicka.
Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy chory nie może sobie pozwolić na wizytę prywatną. I tu zaczyna się prawdziwy dramat, bo takich ludzi jest bardzo dużo, a ich liczba ciągle rośnie. Jak to brutalnie, ale bardzo trafnie ujęła jedna z kobiet w poczekalni do lekarza: – Do specjalisty każą nam czekać miesiącami, a na prywatne wizyty przecież nas nie stać. Chcą, abyśmy starzy pomarli.
AS


