Chcieli przepędzić, a zastrzelili

zdjecie 04 zPod koniec stycznia doszło do próby przepędzenia dzików z ulicy Bukowej na III Parceli. Podczas prowadzonej przez myśliwych akcji zginął odyniec. Zwierzę zastrzelono. Myśliwi tłumaczą, że dzik rzucił się na nich. Sprawa podzieliła mieszkańców. Niektórzy uważają, że użycie broni blisko zabudowań było niebezpieczne.

MARCIN CHOMIUK
m.chomiuk@toiowo.eu
O zajściu dowiedzieliśmy się z anonimowego listu, który trafił do naszej redakcji. Podobne pismo wysłano również do Komendy Powiatowej Policji w Legionowie. Kilka dni później o sprawie informowano nas również telefonicznie. Policjanci ustalają prawdziwość tych informacji. Jak udało nam się dowiedzieć w kole łowieckim, na którego terenie prowadzono działania, myśliwi faktycznie użyli broni.

„Mogli postrzelić człowieka”
Akcja przepędzania dzików z rejonu ulicy Bukowej została przeprowadzona we wtorek 28 stycznia. Jak twierdzą myśliwi, na miejscu zjawili się po sygnałach od jednej z mieszkanek ulicy Bukowej. Kobieta miała informować m.in. o tym, że krążąca od kilku miesięcy wataha jest agresywna. Dziki miały m.in. zaatakować jej męża. Zabicie odyńca w pobliżu zabudowań nie wszystkim się jednak podoba.
– Dziki nie stwarzają zagrożenia. Nikogo nie zaatakowały, wprost przeciwnie – zaprzyjaźniły się z dokarmiającymi je ludźmi z okolicznych ulic – pisze w liście do naszej redakcji kobieta.. – Ludzie dokarmiali te zwierzęta, gdy były jeszcze małe. Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam tych dwóch uzbrojonych panów, którzy strzelali do zwierząt na ulicy. Przecież mogli postrzelić człowieka – czytamy dalej.

Przez dokarmianie
Kobieta powiadomiła policję, ale nie był to jedyny głos w obronie dzików. Następnego dnia po tym, jak otrzymaliśmy pismo, zadzwonił telefon.
– Przyjechało dwóch panów z bronią. Oni stwarzali zagrożenie dla osób trzecich. Tam biegają dzieci, spacerują ludzie. Tak nie może być – mówił mężczyzna. Z jego relacji wynika, że myśliwi byli na miejscu co najmniej godzinę. Przez ten czas mieli przemieszczać się pomiędzy budynkami.
– Ludzie nie powinni dokarmiać zwierzyny. Teraz one przychodzą jak do siebie, a później są zabijane – kończy rozmowę mężczyzna.

Strzelał, bo się bronił
Ustalenia w sprawie prowadzą policjanci z Legionowa, którzy wysłali pismo do Wojskowego Koła Łowieckiego „Łoś” z prośbą o wyjaśnienia.
– W związku z tym, że jest to pismo anonimowe, nie ma możliwości nawiązania kontaktu z autorem pisma. Czynności policjantów w tej chwili są ukierunkowane na ustalenie świadków tego zdarzenia i ustalenie prawdziwości informacji zawartych w tym piśmie – wyjaśnia mł. asp. Dorota Sitarska z KPP w Legionowie.
– To prawda. Policja zwróciła się do nas w tej sprawie – mówi Jan Pryciak, prezes zarządu WKŁ „Łoś”. Prezes potwierdza, że w akcji wzięło udział dwóch myśliwych. Podkreśla jednak, że Koło działało na prośbę mieszkańców. Poza tym w założeniu nie miało to być polowanie. Zwierzęta miały być tylko przegnane, ale jeden z dzików miał rzucić się na myśliwego i ten zmuszony był do strzału.

Teraz na Kruczej
– To była sytuacja nadzwyczajna – wyjaśnia Jan Pryciak. Jak twierdzi, dzik miał zostać zastrzelony w odległości 100 metrów od zabudowań, a więc w odległości dopuszczalnej.
Dziki w Legionowie to problem wciąż aktualny. Ostatnio przepędzano je z terenu zamieszkanego przez ludzi w poniedziałek 17 lutego. Po zgłoszeniu od mieszkańca, że na ulicy Kruczej leży 7 dzików, na miejscu pojawił się powiatowy koordynator ds. łowiectwa, strażacy i policjanci. Dziki pobiegły za cmentarzem na ulicę Suwalną i zostały przepędzone do lasu. Tym razem obyło się bez strzelania.

MaCh