Podczas policyjnej kontroli autokar, który miał zawieźć około 50–osobową grupę przedszkolaków do Dinoparku w Kołacinku, policjanci stwierdzili wyciek oleju silnikowego i nie dopuścili pojazdu do ruchu. Z ich werdyktem nie zgodził się jednak kierowca. Wycieku nie znalazły też trzy stacje kontroli pojazdów. Mimo to autokar nie pojechał
O kontroli autokaru, do której doszło w ostatni piątek, powiadomił nas kierowca. Z relacji pracowników Przedszkola Miejskiego nr 1 w Legionowie oraz kierowcy autokaru wynika, że około godziny ósmej rano przybyła na miejsce policja stwierdziła wyciek oleju silnikowego. Z diagnozą policji nie zgodził się jednak kierowca, który trzy dni wcześniej kontrolował autobus na jednej ze stacji diagnostycznych. Mimo jego próśb o wskazanie przez policję wycieku, policjanci nie zareagowali. Nie dopuścili pojazdu do dalszej jazdy i zatrzymali dowód rejestracyjny. Pewny swych racji kierowca pojechał na pobliską stację kontroli pojazdów. Tam jednak żadnego wycieku nie stwierdzono. W chwilę później policję wezwano do ponownej kontroli.
Świadectwo się nie liczy
– Przez ponad godzinę czekaliśmy z marznącymi dziećmi na kolejny przyjazd policjantów. Panowie wrócili stwierdzając, że świadectwo kontroli o niczym nie świadczy, a diagnosta się mylił i olej w dalszym ciągu wycieka – relacjonuje Wioletta Kinicka, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 1.
Jeden z policjantów miał zasugerować, że kierowca przekupił diagnostę. Po całym zajściu kierowca pojechał na dwie kolejne stacje kontroli. Żadna z trzech niezależnych stacji diagnostycznych, w których sprawdzano autokar, nie stwierdziła jednak najmniejszego wycieku oleju. Koniec końców dzieci na wycieczkę nie pojechały.
– Zostaliśmy poniżeni. Została podważona nasza solidność i rzetelność. Jeżeli ktoś mi mówi, że kapie olej, to ja muszę widzieć, że ten olej faktycznie kapie. Policja jednak wycieku nie chciała pokazać – mówi Arkadiusz Kardyka, właściciel firmy Kanar, do której należy autokar.
Policja wyjaśni sprawę
Zarówno dyrekcja przedszkola, jak i właściciel firmy transportowej nie wiedzą, dlaczego policja zakwestionowała świadectwo kontroli stacji diagnostycznej. Podejrzewają jednak, że stało się to z pobudek osobistych i wiążą tę sprawę z ojcem jednego z przedszkolaków, który jest policjantem. To właśnie on miał dzień wcześniej zapowiedzieć kontrolę autobusu.
Dowód rejestracyjny autobusu został zwrócony właścicielowi dopiero po przedstawieniu trzech świadectw kontroli pojazdu w Komendzie Powiatowej Policji w Legionowie. Dlaczego nie zrobiono tego po przedłożeniu pierwszego świadectwa, nie wiadomo. Wyjaśni to specjalne postępowanie wyjaśniające.
Szczegóły za miesiąc
– Wyniki postępowania będą znane w ciągu 30 dni. Dziwnym wydaje się jednak, że skoro policjanci stwierdzili wycieki oleju, autokar naprawił się sam. Nie widzę powodu, aby wmawiać, że są wycieki oleju wtedy, kiedy ich nie ma. Nie chcę jednak przesądzać niczyjej winy. Sprawa jednak jest bardzo dziwna i trzeba zaczekać na wyniki postępowania – tłumaczy Robert Szumiata, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Legionowie. Według niego, policjant powinien opierać się na dokumentach ze stacji kontroli, ale również na faktycznym stanie technicznym pojazdu. Jeżeli okaże się, że policjanci popełnili błąd, będzie ich czekało postępowanie dyscyplinarne.
Nie wiadomo, jak zakończy się spór policji z przewoźnikiem. Pewne jest jedynie to, że w sprawie najbardziej ucierpiały dzieci, czekające na zapowiadaną od dawna wycieczkę do Dinoparku.
Marcin Chomiuk
Zdjęcie: Jeden z policjantów miał zasugerować, że kierowca przekupił diagnostę. Po całym zajściu kierowca pojechał na dwie kolejne stacje kontroli. Żadna z trzech niezależnych stacji diagnostycznych, w których sprawdzano autokar, nie stwierdziła jednak najmniejszego wycieku oleju. A dzieci na wycieczkę nie pojechały
Fot. MaCh
