Rymowanki w miejsce żaby

Ledwo zdążyliśmy zapomnieć o koszmarnej rzeźbie żaby, a władze Legionowa zaczęły lansować następny produkt sztuki, tym razem poetyckiej. „Wierszyki nie z Afryki” opatrzone herbem miasta rozdano pierwszakom na rozpoczęciu roku. A w środku same dziwy ...

„Moje miasto Legionowo, mój McDonalds herb i flaga”, tak zaczyna się pierwszy i jeden z najlepszych wierszyków w książeczce Aleksandry Giemzy „Wierszyki nie z Afryki”. Potem jest już tylko gorzej. Z jakiś powodów władze miasta uznały, że można te teksty podarować jako pierwszy kontakt z literaturą dzieciom rozpoczynającym naukę w szkole podstawowej. Wierszyki rozdał wiceprezydent Piotr Zadrożny 1 września pierwszakom i zerówkowiczom w Szkole Podstawowej nr 3. W książeczce widnieją podziękowania dla prezydenta Romana Smogorzewskiego opatrzone herbem Legionowa.
– Wsparcie miasta dla autorki książeczki polegało na nieodpłatnym użyczeniu sali w Przedszkolu Miejskim nr 12 na spotkanie autorskie, tak jak wielu innym artystom czy twórcom z Legionowa, którym staramy się pomagać i promować ich twórczość – informuje Anna Szczepłek, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Legionowo.
Wieczór poetycki „Spotkanie z Afryką” odbył się w ubiegłym roku w przedszkolu, gdzie autorka wierszyków pracowała jako nauczyciel. Wiersze i ich autorkę zachwalała wówczas dyrektorka placówki, w obecności wiceprezydenta Piotra Zadrożnego.
Urząd Miasta Legionowo zakupił też 200 egzemplarzy wierszyków na nagrody i prezenty dla najmłodszych, wydając na ten cel 1000 zł.
– Wydział Edukacji i Sportu nie oceniał wartości merytorycznej tej publikacji. Książeczka powstała na bazie wspólnej pracy z dziećmi w grupie przedszkolnej. Nie jest to dzieło literackie, ale dowód twórczej pracy nauczyciela, przykład dobrej praktyki pedagogicznej – deklaruje Elżbieta Kiełbasińska, naczelnik wydziału edukacji, którym nabył i rozdał dzieciom książeczkę.
O swoich wierszykach pani Giemza mówi:
„Otaczająca nas codzienność bardzo wszystko upraszcza, nie mobilizuje do myślenia. Biorąc pod uwagę nasze życie codzienne; królują sms–y, internet, gadu–gadu. Ja, jako nauczyciel, a także i rodzic, próbuję może nie tyle z tym walczyć, co proponować jako alternatywę, inny sposób na zagospodarowanie wolnego czasu dzieciom.” – czytamy w relacji z wieczorku poetyckiego opisanego przez Gazetę Powiatową.
Autorka jest teraz nauczycielką w Szkole Podstawowej w Józefowie. Mimo kilkakrotnych prób nie udało nam się z nią skontaktować. Przez kilka dni na rozmowę z nami nie znalazł też czasu wiceprezydent Zadrożny.

Tomasz Elbanowski

Joanna Olech, autorka książek dla dzieci, ilustratorka:
Druk, który promują władze samorządowe, jest prawdziwą KATASTROFĄ. Nie znajduję lepszego słowa dla tej produkcji, która urąga dobrym gustom. Ten grafomański popis nie ma nic wspólnego ze standardami, jakich oczekujemy od instytucji powołanych (między innymi) do upowszechniania kultury. Niepodobna zbywać milczeniem takiej szkodliwej partyzantki wydawniczej, kiedy ośmiesza się i poddaje w wątpliwość autorytet urzędu (...) W ten sposób niweczy się wysiłek całego środowiska ludzi książki – entuzjastów literatury, społeczników i bibliotekarzy, którzy upominają się o JAKOŚĆ kultury, adresowanej do dzieci.

Magda Koperska, prezes i redaktor naczelna wydawnictwa „Anagram” specjalizującego się w wydawaniu poezji:
Wiersze są po prostu kiepskiej jakości, zarówno pod względem warsztatowym, jak i poetyckim. Nie ma w nich ani odrobiny edukacyjności, zwłaszcza w wierszach poświęconych mcdonaldom. Zachęcać dzieci do jedzenia w mcdonaldzie to już jest coś oburzającego. Widać, że nie została zrobiona redakcja, wiersze niczego nie uczą, a już na pewno warsztatu ani kreatywności. Autorka pisze [we wstępie], że łatwo jest tworzyć poezję. Taką jak ta – owszem. Ale prawdziwa poezja to wielka sztuka.

Antoni Kawczyński – recenzent muzyczny, literat–amator:

Banki, poczta i Rynek tuż, Jest też studnia głębinowa i park pełen róż. Rytm – pożal się Boże Pani Giemza jest niewolnicą rymu. Wymyśliła „fryzjera nawiedzonego”, a to po to, żeby rymowało się: „nawiedzony” i „kalesony”.
Albo: „Obraz chce motyla kupić – bo jelenia ma.”
Gramatyka woła o pomstę do nieba. Co się tyczy interpunkcji, to nawet od ucznia szkoły podstawowej można by wymagać większej dbałości i poprawności.
Dość cytatów; właściwie należałoby cytować od A do Z. Ta broszurka jest jak zeszyt, w którym wszystko należałoby podkreślić czerwonym ołówkiem. Grafomania straszliwa; Brzechwa, Tuwim, Janusz Minkiewicz w grobach się przewracają.

Magdalena Oracz –  miłośniczka poezji, aktorka w teatrze amatorskim przy legionowskim MOK:
Wierszyki dla dzieci wbrew obiegowej opinii nie są łatwe do napisania, gdyż poza rytmem i rymem musi być w nich coś więcej. Powinny przekazywać, co jest dobre, a co złe, bo podstawowym ich celem jest wychowanie. Dlatego nie zdziwiłam się, gdy usłyszałam, że nauczycielka wydała tomik wierszy dla dzieci. Jeśli jednak w wierszykach tych propaguje się jedzenie w fast foodach, które w efekcie prowadzi do otyłości, to publikacja powinna być zakazana. I to właśnie taką twórczość proponuje nam dla dzieci urząd miasta? Zamiast usunąć chipsy ze sklepików szkolnych, wydają tomik wierszy o McDonaldzie? Do tego literacko nic niewartych, nie tylko ze względu na brak treści?

Henryk Sekulski, literat, dziennikarz, nauczyciel w Wyższej Szkole Humanistycznej:
Gdybym nie wiedział, że autorka jest dorosłą osobą, szacowałbym wiek autora na 6–7 lat. Dla pierwszoklasisty byłaby to wdzięczna próba rymowania. Pani Giemza podjęła próbę zmierzenia się z tradycyjną poezją, z rytmem i rymami. Denerwujące ułomności warsztatowe i infantylne spojrzenie na świat powodują, że traci się całą sympatię dla autorki. Wychodzi ona pewnie z założenia, że „Wszystko jest poezją”. Tak podchodząc do sprawy, do miana poezji może pretendować nawet spis gruntów rolnych.

Zebrała HCz

Fragmenty rymowanek:

Mc Donald’s
W Mc Donaldzie jest inny świat,/ Zawsze chętnie tam się bawię/ Gdyż jest miło i się zjawię./ Jeśli tylko w swoim pokoju porządek pozostawię.
(...)
Ta impreza się udała./ Były tańce i podskoki,/ Rozdawano dzieciom smoki./ Teraz czekam cały, zdrowy kiedy dawać będą foki.

Targowisko
(...)
„A po ile te motyle?”/ - pyta furman zatrwożony .../ Obraz chce motyla kupić – bo jelenia ma./ Kalafiorów sprzedał mało – żona będzie zła./ Bo tu się tłoczą w owe dni,/ Bo tu się plączą nawet sny./ Tę maksymę znaj – nim zobaczysz uroczysko/ Odwiedź targowisko – co lekiem jest na wszystko.