Ratować życie! Ale gdzie?

Nie chcą nas oba rejonowe szpitale: nowodworski i bródnowski. Do pogotowia w Legionowie kierowane są pisma o nieprzywożenie pacjentów do żadnej z tych placówek

Pogotowie ratunkowe w Legionowie obsługuje cały powiat. Pacjentów z zagrożeniem życia woziło przeważnie do dużego, wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego. Tak było do 24 czerwca, kiedy pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa medycznego Michał Borkowski wystosował pismo, w którym kieruje pacjentów legionowskich do Nowego Dworu Mazowieckiego. Oficjalny powód: szybszy czas dojazdu.

Nie chcą nas w Warszawie

Pracownik pogotowia z Legionowa, z którym rozmawiamy, ocenia, że do Nowego Dworu nie jedzie się szybciej, a korki na drogach są i na drodze do Warszawy, i do Nowego Dworu. Poza tym część powiatu legionowskiego leży i tak bliżej Bródna.
Decyzje pełnomocnika wojewody może wynikać z coraz większego obciążenia Szpitala Bródnowskiego z powodu dynamicznego rozwoju osiedli na Białołęce. Ale może być inny, poważniejszy powód. Oddział ratowniczy jest z założenia deficytowy, a samorząd województwa ma wobec szpitala poważne plany. Chce go prywatyzować. Stosowną uchwałę podjął już w lipcu sejmik mazowiecki (o prywatyzacji czytaj poniżej).
Dyrektor szpitala w Nowym Dworze Zbigniew Kończak widzi ścisły związek między prywatyzacją Bródna i odsyłaniem legionowskich pacjentów do jego szpitala:
– Do nas wozi się przypadki patologiczne, na przykład nałogowych alkoholików, a przecież nie jesteśmy izbą wytrzeźwień. Z kolei na Bródno trafiają przypadki specjalistyczne, na których można zarobić – czytamy wypowiedź dyrektora w „Tygodniku Nowodworskim” („Nie jesteśmy izbą wytrzeźwień” (TN nr 36 br.).

Bezpieczniej? Co z tego?

Rzeczywiście, na Bródno, zgodnie z wytycznymi pełnomocnika wojewody z pisma z 24 czerwca, wożeni są pacjenci w przypadkach wymagających leczenia wysokospecjalistycznego, interwencji kardio i neurochirurgicznej i z urazami wielonarządowymi. Szpital wojewódzki na Bródnie ma nad małym szpitalem powiatowym w Nowym Dworze dużą przewagę, jeśli chodzi o możliwości diagnostyczne i leczenie. W szpitalu powiatowym nie ma kardiologii i chirurgii urazowej. Pacjenci z Legionowa mają więc w Warszawie lepszy dostęp do badań, i są bezpieczniejsi.
To jednak zdaje się nie obchodzić pełnomocnika wojewody, który podjął decyzję bez konsultacji z osobami odpowiadającymi za służbę zdrowia w powiatach legionowskim i nowodworskim.
– Decyzja nie tylko nie była z nami konsultowana, ale dowiedziałem się o niej przez pośredników, od pacjentów i dyrektora przychodni w Legionowie, w momencie kiedy zaczęły do mnie przyjeżdżać wasze karetki – denerwuje się Zbigniew Kończak, dyrektor nowodworskiego szpitala, w rozmowie z TiO.

Nie chcą też w Nowym Dworze

Pojawienie się pacjentów z Legionowa w małym nowodworskim szpitalu wywołało prawdziwą burzę. Liczba przyjmowanych na oddziale ratownictwa zwiększyła się miesięcznie z 800–900 osób do 1200–1400. Zdesperowani mieszkańcy Nowego Dworu zgłosili się do redakcji Tygodnika Nowodworskiego alarmując, że obciążenie personelu zaczyna zagrażać zdrowiu i życiu pacjentów. („Pacjent doznaje szoku”, TN nr 35 br.).
Sprawa trafiła pod obrady Rady Powiatu Nowodworskiego. Dyrektor szpitala w Nowym Dworze wystąpił z pismem do obu starostów, aby rozwiązali sytuację. Podobne pismo skierował w lipcu do pełnomocnika wojewody Sebastian Petrykowski, dyrektor przychodni, gdzie funkcjonuje legionowskie pogotowie.
Zdarzają się już sytuacje takie jak 26 sierpnia. Dyrektor Kończak przysłał tego dnia do Legionowa pismo, że ma przepełnienie na oddziale i prosi o uwzględnienie tego faktu w wyborze miejsca kierowania karetek.
– Miałem 10 pacjentów na oddziale, kontrakt z NFZ mam na 3 łóżka, w rzeczywistości działa 6 łóżek – wspomina tamten dzień dyrektor. – Personel nie daje rady. Dwóch lekarzy z oddziału ratowniczego złożyło wymówienia, a ordynator, który zasuwa tak, że nie schodzi po dyżurze, poszedł na urlop i modlę się, żeby wrócił.
Podobne pisma przychodzą do Legionowa częściej i to z obu szpitali. Pisma nie zawierają wskazania innego szpitala, który przyjmie pacjentów odbieranych przez karetki, mimo że szpitale mają obowiązek znalezienia zastępstwa. Legionowscy ratownicy pisma ignorują.
Doktor Iwona Górska, radna powiatowa, przewodnicząca komisji zdrowia i kierownik przychodni „Zdrowie” opowiada nam z kolei o przypadku, w którym interweniowała osobiście, gdy pacjentka z problemem kardiologicznym została skierowana do Nowego Dworu, mimo że powinna trafić na Bródno.

Od nowego roku nie przyjmiemy

Dyrektor szpitala w Nowym Dworze stawia sprawę ostro.
– Nikt mnie nie zmusi, żebym podpisał kolejny kontrakt z NFZ na ratownictwo, jeśli sytuacja się nie zmieni od 1 stycznia będziemy mieli tylko izbę przyjęć dla swoich pacjentów – mówi Kończak.
NFZ, który płaci za oddziały ratownicze, został powiadomiony o problemie dopiero niedawno. Późno, bo dopiero na początku września sytuacją zajął się starosta legionowski Jan Grabiec. Zorganizował międzypowiatowe spotkanie.
– Zebraliśmy argumenty i w tym tygodniu wybieramy się do pełnomocnika wojewody prosić o zmianę decyzji. Mamy nadzieję, że zrozumie nasze racje i potrzeby – mówi Grabiec.
Starosta chce, żeby pacjenci legionowscy znów byli przyjmowani w Warszawie. Dotychczasowe interwencje podejmowane przez dyrektora legionowskiej przychodni i dyrektora nowodworskiego szpitala u pełnomocnika wojewody Michała Borkowskiego nie dały jednak rezultatu.
Pogotowie z Legionowa każdego dnia odbiera średnio 15–20 wezwań.

Tomasz Elbanowski

Zdjęcie: Legionowskie pogotowie odbiera dziennie średnio 15-20 wezwań

Fot. E.T.