Gmina zapłaci prawie 5 milionów
Cztery miliony osiemset tysięcy złotych – tyle musi zapłacić Jabłonna Polskiej Akademii Nauk. Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej wydał wyrok, na mocy którego gmina ma zapłacić Akademii odszkodowanie tej wysokości, a także odsetki do dnia zapłaty w wysokości ok. 1700 zł dziennie. Jest to efekt niezrealizowania przez Jabłonnę ugody zawartej w 1998 r. z PAN
Wyrok Sądu Arbitrażowego zapadł 14 lipca br., ale gmina otrzymała go kilka dni później. Po dotarciu informacji do urzędu, wiceprzewodniczący rady gminy Przemysław Przewoźniczek natychmiast zwołał na środę 29 lipca nadzwyczajną sesję rady. W jej programie przewidziano informację o wyroku oraz podjęcie uchwał ws. zmiany w budżecie gminy na rok 2009, a także wyrażenie zgody na zbycie należącej do gminy nieruchomości. Po to, żeby zdobyć środki na wypłatę odszkodowania.
Skąd problem?
Problem powstał w 1991 r., gdy Wojewoda Warszawski decyzją komunalizacyjną przekazał gminie Jabłonna ponad 91 hektarów gruntów tzw. pól PAN-owskich. Decyzja ta była przedmiotem sporu pomiędzy PAN i gminą Jabłonna, który ostatecznie rozstrzygnięto w 1997 r., zwracając grunty PAN.
Niestety, w międzyczasie ówczesne władze gminy Jabłonna, w osobach wójta Jerzego Łuby oraz jego zastępcy Rafała Kwiatkowskiego, pomimo toczącego się sporu, sprzedały część tego terenu. Podczas podpisywania aktów notarialnych oświadczali oni, że nieruchomości wolne są od roszczeń osób trzecich. Między innymi w ten sposób działki trafiły do spółdzielni mieszkaniowej „Mieszkanko”, a także do osób prywatnych.
Ugoda zobowiązuje
W dniu 18 lutego 1998 r., gdy było już pewne, że sporne grunty powinny wrócić do PAN-u, gmina reprezentowana przez Łubę i Kwiatkowskiego zawarła z PAN dwie ugody. W jednej
z nich zobowiązywała się do zapłaty na rzecz PAN do 31 marca 1998 r. kwoty 21 tys. 888 zł jako odszkodowanie za grunt oddany w użytkowanie wieczyste spółdzielni mieszkaniowej „Mieszkanko”. Z tej umowy gmina się wywiązała. Natomiast druga ugoda dotyczyła zobowiązania się gminy do przekazania Akademii za sprzedane działki innej nieruchomości. Wybrano teren o powierzchni 3,61 ha, którego historia jest równie bogata. Jest to bowiem pozostała część działki przeznaczonej pod budowę szpitala dla Legionowa i okolicznych miejscowości. Ówczesne władze gminy Jabłonna niezgodnie z prawem i w atmosferze skandalu sprzedały część tego terenu, znajdującego się przy granicy rezerwatu „Bukowiec Jabłonowski” pod osiedle domów jednorodzinnych. Okazało się w dodatku, że nabywcami działek, po wręcz symbolicznych cenach, były osoby z pierwszych stron gazet. W momencie zawierania ugody wartość tej nieruchomości szacowana była na 169 tys. zł. Niestety, z tej ugody gmina do dziś się nie wywiązała.
Kosztowna wstrzemięźliwość
Przez ostatnie 10 lat Rada Gminy Jabłonna nie wyraziła jednak zgody na przekazanie PAN wskazanej działki. Nieudane próby powzięcia uchwały w tej sprawie podjęto dwukrotnie w 2003 i 2004 r. Tym samym gmina nie wywiązała się z postanowień ugody zawartej w 1998 r. W efekcie Polska Akademia Nauk w lutym 2008 r. wystąpiła z roszczeniem o zapłatę tytułem odszkodowania kwoty 9 mln 900 tys. zł., co miałoby stanowić obecną wartość spornej działki. Warto przypomnieć, że 10 lat wcześniej, w momencie zawierania ugody, wartość tej nieruchomości szacowana była na 169 tys. zł. Można było więc przypuszczać, że wyjątkowa „wstrzemięźliwość” rady w tej sprawie będzie dla gminy bardzo kosztowna.
Sprawa w arbitrażu
Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie bardzo szybko, bo już 30 czerwca 2008 r. wydał wyrok częściowy, w którym potwierdził słuszność roszczeń PAN. Sprawą sporną pozostawało tylko ustalenie aktualnej sumy odszkodowania. W tej kwestii występowała jednak bardzo duża rozbieżność pomiędzy stronami. PAN żądał pierwotnie aż 9,9 mln. zł, a przedstawiciele gminy zamierzali obstawać przy kwocie 169 tys. zł powiększonej jedynie o waloryzację i należne odsetki. Sąd zlecił jednak biegłemu wykonanie aktualnej wyceny działki. W pierwszej wersji opiewała ona na kwotę 5,7 mln zł, natomiast wycena wykonana przez rzeczoznawcę na zlecenie gminy wyniosła 4,4 mln zł. Przedstawiciele gminy wnieśli liczne zastrzeżenia do operatu szacunkowego przedstawionego przez biegłego sądowego, które sąd nakazał uwzględnić i ostateczna wycena zbliżyła się do tej wykonanej przez gminę.
Gra na zwłokę nie zawsze popłaca
Z powodu coraz szybciej zbliżającego się momentu wydania wyroku przez Arbitraż, na sesji 4 lutego 2009 r., przedłożono radzie gminy projekt uchwały o wyrażeniu zgody na sprzedaż spornej nieruchomości. Zdaniem członków powołanego przez gminę zespołu negocjacyjnego, uchwała taka byłaby wyrazem dobrej woli gminy i przekonywała o gotowości wypłaty, nieuchronnego przecież, odszkodowania. Dzięki temu zespół negocjacyjny chciał zyskać na czasie, a także uzyskać w bezpośrednich rozmowach z PAN jak najkorzystniejsze warunków spłaty odszkodowania, na przykład w kilku ratach. Uchwała w tym kształcie nie została podjęta. Przeważyły głosy, że jest jeszcze czas, żeby przeciągać nadal sprawę, że prawnicy coś wymyślą. W efekcie podjęta uchwała zobowiązywała tylko wójta do przygotowania działki pod ewentualną sprzedaż. Jak stwierdził wówczas, jeden z mieszkańców Jabłonny „dokonana na sesji zmiana brzmienia uchwały, stanowi dla PAN sygnał, że gmina nie zmieniła swojej dotychczasowej polityki w tej kwestii i w dalszym ciągu zamierza uchylać się od podjętych zobowiązań”.
Skąd wziąć pieniądze?
Wydany 14 lipca br. wyrok nakazuje gminie Jabłonna wypłacić na rzecz PAN 4 mln 708 tys. oraz 81 tys. zł tytułem zwrotu kosztów. Należy do tego jednak doliczyć także odsetki ustawowe, które mogą sięgać 1700 zł dziennie, aż do dnia zapłaty. Pieniądze na odszkodowanie mają pochodzić ze sprzedaży tej działki, której przez 10 lat nie chciano przekazać PAN. Na szczęście wójt i podległe jej służby, przygotowały działkę do sprzedaży. Jednak przygotowanie i przeprowadzenie przetargu może potrwać nawet 3 miesiące.
Jerzy Dąbczak
Komentarz
Na zwołanej w trybie pilnym nadzwyczajnej sesji rady gminy ma zostać podjęta uchwała o zbyciu nieruchomości w formie przetargu ustnego nieograniczonego, tzn. w drodze licytacji. Z chętnymi do kupna też nie powinno być kłopotu. Podczas sesji 4 lutego br. radny Witold Modzelewski przekonywał, że wycena działki ustalona przez gminę jest zbyt niska. Zaproponował żartem, że może złożyć mandat i kupić działkę za 4,5 mln, a sprzedając ją zarobi drugie tyle. Przebiła go radna Katarzyna Dąbrowska, która zadeklarowała natychmiast gotowość kupna działki za 10 mln. Miejmy nadzieję, że deklaracje te nie były gołosłowne. Można sobie tylko życzyć, aby podczas prawdziwej licytacji cena równie szybko szła w górę. Wtedy pewnie wystarczyłoby gminie pieniędzy nie tylko dla PAN, ale także dla zwykłych ludzi, którym również gmina Jabłonna winna jest odszkodowania za zabrane nieruchomości, np. te zajęte pod drogi publiczne.
Z jednej strony można tylko współczuć gminie, że dziś musi ponosić konsekwencje błędów i zaniechań popełnionych w przeszłości. Z drugiej jednak to nauczka dla tych wszystkich, którzy wszelkie problemy w dalszym ciągu zamiatają pod dywan, zrzucając je jednocześnie na barki przyszłych pokoleń. Jak wiadomo, krótkowzroczność najczęściej się nie opłaca. Przekonał się już o tym prezydent Legionowa, który z uporem godnym lepszej sprawy usiłował uniknąć konieczności wypłaty odszkodowań za prywatne grunty, które miasto zajęło pod drogi. Takich zadawnionych spraw jest znacznie więcej, jeśli więc nasi włodarze nie zaczną ich załatwiać już dziś, sprawy te w najmniej spodziewanym momencie z pewnością wrócą, podobne jak w Jabłonnie.
J.D.
Zdjęcie: Wydany 14 lipca br. wyrok nakazuje gminie Jabłonna wypłacić 4 mln 708 tys. oraz 81 tys. zł tytułem zwrotu kosztów


