Już w 1981 minister zdrowia chciał wybudować w Legionowie szpital. Sprawa nabrała tempa na początku lat dziewięćdziesiątych, ale w końcu nie doszła do skutku. Niedawno pisaliśmy o ziemi pod szpital przy okazji innej sprawy – procesu między PAN a gminą Jabłonna o wysokie odszkodowanie. Dziś przypominamy historię społeczników, którzy walczyli o szpital i oszustwa, w wyniku którego szpital jednak nie powstał. Sprawa nadal budzi ogromne emocje
Idea budowy szpitala dla Legionowa pojawiła się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w środowisku szpitalika prowadzonego w willi Bratki przy ul. Mickiewicza. Konkretniejszego kształtu nabrała w czasie „pierwszej Solidarności”. Społeczny Komitet Budowy Szpitala zawiązali m.in. Andrzej Kicman, Sławomir Radomski, Zbigniew Roszkowski i Wiesław Smoliński. Działacze komitetu zaczęli zbierać pierwsze fundusze.
Ziemia, ziemia
Działacze komitetu znaleźli też idealne miejsce za starą leśniczówka na Bukowcu w Jabłonnie. Na początku grudnia 1981 r. minister zdrowia wpisał szpital w Legionowie na listę ważniejszych inwestycji. Projekt przewidywał obiekt na 700 łóżek.
Tuż potem wprowadzono stan wojenny. Internowana została jedna z działaczek komitetu dr Ligia Urniaż-Grabowska. Komitet zrekonstruował Cezariusz Kalinowski, przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej. Później do komitetu powrócili działacze opozycji demokratycznej. Obie grupy działały razem.
Mimo oporów sekretarza wojewódzkiego PZPR, prywatnie właściciela działki na tym terenie, udało się osiągnąć ogromny sukces. Naczelnicy gmin Jabłonna i Legionowo uzyskali w 1984 r. decyzję o przekazaniu 12 ha rezerwatu z zastrzeżeniem, że jest to „wyłącznie teren pod szpital, bez prawa realizacji zabudowy mieszkaniowej.”
Kryzys ekonomiczny lat osiemdziesiątych nie pozwolił na rozpoczęcie inwestycji. W roku 1989 komitet zaczął szukać inwestora zagranicznego.
Byliśmy pewni
W 1990 r. negocjacje prowadził ówczesny prezydent Legionowa Kazimierz Kurnicki. Znalazł się chętny – amerykańska spółka, która jednak oczekiwała zawiązania spółki również po stronie polskiej. Tak powstała Unia Samorządowa, zrzeszająca 11 osób prywatnych i cztery samorządy dzisiejszego powiatu legionowskiego (bez Nieporętu). Unia nie posiadała dużego kapitału, a wszystkie funkcje były w niej sprawowane społecznie. Nowy projekt szpitala przewidywał 200-250 łóżek.
Kiedy na fali przemian demokratycznych w maju 1990 roku zorganizowano pierwsze wolne wybory samorządowe działacze Komitetów Obywatelskich oparli kampanię wyborczą m.in. na obietnicy budowy szpitala. Tymczasem amerykański inwestor wycofał się – po śmierci jednego z udziałowców, pisarza Jerzego Kosińskiego (autora „Malowanego ptaka”).
Samorząd Legionowa, z Andrzejem Kicmanem, działaczem komitetu, a teraz prezydentem miasta, nie ustawał w staraniach. Najważniejszą inwestycję tamtego czasu, budowaną właśnie kanalizację z Legionowa do Choszczówki, poprowadzono obok terenu, na którym miał powstać szpital. Latem 1991 r. doczekano się dla terenu pod szpital decyzji komunalizacyjnej. Zgodę na budowę szpitala w otulinie rezerwatu wyraziły Lasy Państwowe.
– Byliśmy tak pewni, że nikt nikogo nie chce oszukać, że nie zwracaliśmy uwagi, kto komunalizuje ten teren, Legionowo czy Jabłonna – wspominał po latach Zbigniew Hodyr, działacz Unii Samorządowej.
Był to dla mnie szok
Zarząd gminy Jabłonna: Marek Borowik, Jerzy Łuba i Rafał Kwiatkowski mieli jednak inne priorytety niż szpital. W ciągu jednego roku podzielili teren i sprzedali działki pod budownictwo jednorodzinne za śmiesznie małe pieniądze (2 dolary za m kw.). („Miał być szpital” Małgorzata Łopińska, TiO z 23.12.92 r.).
Władze Jabłonny prowadziły te działania w tajemnicy. Władze Legionowa zorientowały się co się święci, kiedy zobaczyły na terenie przeznaczonym pod szpital ekipy budowlane.
„Był to dla mnie szok” – zareagował Andrzej Kicman. „Kuriozalnym staje się fakt, że na sesji w Jabłonnie przed miesiącem mówiłem o budowie szpitala i kapitale, jaki już zgromadziliśmy (teren plus kanalizacja), a cała rada wiedziała już o sprzedaży tej ziemi”.
Władze Legionowa interweniowały wszędzie, gdzie było to możliwe.
– Poszła lawina pism do wszystkich instytucji – wspomina Ligia Grabowska.
O sprawie dowiedziały się prokuratura, wojewoda, konserwator przyrody, Sejm i Senat. Mieszkańcy Legionowa i Jabłonny manifestowali oburzenie na wiecu, skandując hasła przeciw rozkradaniu majątku narodowego. Wszystko na nic.
Transakcja
Koniem trojańskim w legionowskim samorządzie okazał się Piotr Fogler, radny miejski i delegat do Sejmiku Województwa Warszawskiego. Okazało się, że to on był jednym z inicjatorów transakcji.
„Cała spółka Dom (która kupiła 4 ha terenu) z wyjątkiem biznesmenów to znajomi, którym doradzałem zgłosić swoją ofertę na ogłoszony przez gminę Jabłonna przetarg” - wyznał szczerze Fogler. I wyjaśnił: „Popieram projekt budowy osiedla domów na tym terenie, bowiem uważam całą koncepcję rozwoju gminy Jabłonna za słuszną, nie zaś
z jakichkolwiek innych powodów” (Telefonogram Piotra Foglera, TiO z 12.02.1993). Wśród zaproszonych do inwestycji byli m.in. koledzy Foglera z Unii Demokratycznej, do dziś postacie z pierwszych stron gazet m.in. Bronisław Komorowski i Kazimierz Michał Ujazdowski („Miał być szpital” TiO 23.12.1992). Tłumaczyli później, że nie znali kulis sprawy. Kilka lat temu Komorowski przyznał jednak, że wciąż posiada działkę na tym terenie. Również Piotr Fogler wykazywał (w 2003 r.) wśród liczącego 5 mln zł majątku działkę w Jabłonnie.
Sprzedaż działek nie została cofnięta mimo niekorzystnej dla Jabłonny opinii Najwyższej Izby Kontroli, konserwatora przyrody i wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Nikt też nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
Krajobraz bez szpitala
Pieniądze gromadzone przez komitet zjadła na początku lat dziewięćdziesiątych inflacja. Ówczesna i dzisiejsza skarbnik gminy Jolanta Ćwiklińska w rozmowie z TiO w 2005 r. wspominała, że na koncie, gdzie wpłacane były składki na szpital, znajdowała się śmiesznie mała kwota. Na niczym spełzły zamiary Kicmana budowy szpitala na tyłach Państwowego Instytutu Meteorologii.
Pozostałości ziemi pod szpital władze gminy Jabłonna – w osobach Łuby i Kwiatkowskiego – w roku 1998 r. zobowiązały się przekazać Polskiej Akademii Nauki, w ramach rekompensaty za przedwcześnie sprzedane działki. Było to 3,61 ha z 12 ha skomunalizowanych siedem lat wcześniej. Umowy nie zrealizowano. PAN wytoczyła sprawę gminie Jabłonna o zapłatę blisko 10 mln zł odszkodowania, o czym pisaliśmy w lutym br.
Piotr Fogler był do niedawna aktywnym działaczem samorządowym i jednym z najbliższych współpracowników Pawła Piskorskiego. Jako jeden z liderów tzw. „układu warszawskiego” usunięty z PO w roku 2006.
Rafał Kwiatkowski po odejściu z gminy Jabłonna został wyznaczony przez ustępującego starostę Romana Smogorzewskiego w 2002 r. na następcę. Sprawował funkcję starosty i wicestarosty legionowskiego do 2006 r. Po przegranych wyborach odszedł z samorządu. Od niedawna jest wicedyrektorem Komunalnego Zakładu Budżetowego w Legionowie.
Jerzy Łuba był w 2002 r. pierwszym w III RP wójtem zawieszonym w pełnieniu funkcji przez prokuraturę. Stracił mandat radnego po wyroku sądowym i na dobre odszedł z samorządu.
Dla członków komitetu budowy szpitala, cała sprawa była traumatycznym przeżyciem.
– Otrzymywałem w tamtych czasach telefony z pogróżkami, żebym przestał interesować się sprawą szpitala – wspomina jeden z działaczy Unii Samorządowej.
Wielu ówczesnych społeczników usunęło się dziś z życia publicznego. Przeważnie z racji wieku. Część z ludzi, którzy walczyli wówczas o szpital, musi się do dziś zmagać z oskarżeniami, że to przez nich inwestycja nie doszła do skutku.
Tomasz Elbanowski
Na podstawie artykułu „Szpital, którego nie ma” z TiO nr 3/2005 r.
Zdjęcie: O sprawie legionowskiego szpitala pisało nie tylko TiO, ale także tytuły ogólnopolskie
