Żaba urodziła legionistę z koniem

Władze Legionowa chcą wydać 200 tysięcy złotych na rzeźbę legionisty z koniem. Rzeźbę amatorską, skrytykowaną przez profesjonalnych artystów. Ci ostatni nie zostali zapytani o zdanie o ostateczny wygląd projektu. Bez zasięgnięcia ich opinii miasto przygotowuje już przetarg na wykonanie odlewu

Autorem jest Paweł Szmyd, amator, który sprzedał już naszemu miastu posąg żaby. Ten, który został oceniony jako skandaliczny, nie zmieścił się w fontannie i spoczywa w magazynie.
W przypadku pomnika legionisty prezydent także nie skorzystał z ofert zawodowych rzeźbiarzy. Wybrał Szmyda jako najtańszego. Pomimo że ten nie posiada żadnego wykształcenia plastycznego.

Wyrzeźbić od nowa
Elementy, jakie powinien zawierać pomnik, określili urzędnicy oraz historycy z legionowskiego muzeum. Do oceny artystycznej przedstawionego przez Szmyda w październiku 2008 roku projektu w skali 1 do1 zaproszono troje zawodowych plastyków: Teresę i Dariusza Kowalskich oraz Mikołaja Maleszę. W dostarczonej urzędowi opinii artyści nie zostawili na projekcie suchej nitki. Czytamy w niej m. in.:
"(...) Postać legionisty i figura konia nie mają wzajemnej relacji sytuacyjnej. Brakuje ekspresji i dynamizmu zarówno kompozycji jak i poszczególnych figur. Statyka wydaje się sztuczna i niepotrzebna. W zasadzie obie te rzeźby mogłyby stać osobno, gdyż stoją obojętnie obok siebie zachowując właściwą proporcję wielkości.
Autor nie różnicuje faktury. Tak samo traktuje sierść, mundur, buty, czapkę (...) Sylwetka konia ukazana sztywno zawiera wiele błędów w postawie, anatomii i ruchu: Głowa konia nie ma symetrii (...) Błędy anatomiczne; oczy-ślepia usytuowane w jednej płaszczyźnie mają nienaturalny kształt. Są ślepe, bez źrenic. (...) brak płynnego przejścia głowy konia w szyję, okrągłe zakończenie głowy budzi skojarzenie z rzeźbą ludową w drewnie (...) pęciny konia jednakowo zwężające się z każdej strony, co jest sprzeczne z budową anatomiczną i rozumieniem rzeźbiarskiej formy.
(...) Jeździec-legionista przypomina archaiczne figury terakotowej armii chińskiej. Zastanawia brak właściwego ruchu postaci w postawie stojącej. Kołkowatość nóg (...) Plecy, biodra i nogi są ułożone nienaturalnie prosto (...) oczy i usta są nalepione, broda i nos dodane, uszy osadzone niewłaściwie. Głowa wraz z szyją wymagają ponownego wyrzeźbienia (...) Zastanawiające jest podobieństwo w rozstawie nóg jeźdźca i konia (...)"
Rzeźbiarze wyrażają też obawę, czy naniesienie niezbędnych poprawek będzie możliwe - projekt wykonano bowiem w... cemencie.

Pajacyk z upiornej baśni
Tego, czy poprawki naniesione przez Szmyda, odpowiadają uwagom artystów, oni sami już nie opiniowali. Jak informuje urząd miasta "Artyści zostali zaproszeni do komisji w październiku 2008 r. jako konsultanci (...) Z ich zaleceń zamawiający (urząd miasta - R.N.) wybrał te, które jego zdaniem należało wprowadzić i zostały one wykonane. Artyści mieli głos doradczy, a nie decydujący o odbiorze projektu."
Mikołaj Malesza oglądał jedynie przesłane przez nas zdjęcia "gotowego" modelu. Jego opinia jest bardzo ostrożna: "W rzeźbie konia zmiany wydają się iść w dobrym kierunku, ale są wciąż kosmetyczne (koń ze "zwichniętymi "pęcinami patrzy "ludzkim okiem"). Natomiast rzeźba legionisty, która budziła większe zastrzeżenia, jest owinięta folią i jeszcze mniej można o niej powiedzieć (...) Jeśli jednak nie jest to skrót perspektywiczny, to na zdjęciu (...) rzucają się w oczy niskie czoło i płytkie oczodoły."
Cementowy projekt oglądał za to Marek Sarełło, rzeźbiarz, wykładowca warszawskiej ASP. O legioniście: "... nie rozumiem... Beczkowaty tułów, pałąkowate nogi (...) Odniosłem wrażenie, że to drewniany pajacyk z jakiejś upiornej baśni, wyrzeźbiony kozikiem w kawałku kory." O koniu: "Jak widać składa się on z kilku koni" - pisze artysta w tym numerze TiO na stronie 12.

Żeby zintegrować mieszkańców
"W budżecie miasta na rok 2009 zarezerwowano kwotę w wysokości 160 tys. na wykonanie odlewu w brązie wraz z montażem w miejscu przeznaczenia." - informuje nas rzecznik urzędu miasta w piśmie przesłanym w ostatni wtorek.
Ciekawi byliśmy, czy autor "żaby" otrzymał już jakieś wynagrodzenie za projekt "legionisty z koniem". "Współpraca z p. Pawłem Szmyd w zakresie podpisanej umowy na wykonanie modelu rzeźby została zrealizowana, a wynagrodzenie w kwocie 44 tys. zostało wypłacone wykonawcy" - wyjaśnia rzecznik ratusza Anna Szczepłek. Zaznacza też: "Rzeźba legionisty nie będzie pomnikiem, upamiętniającym szczególne wydarzenia, lecz kolejnym elementem miejskiego krajobrazu, integrującym mieszkańców. Jej temat nawiązuje do genezy nazwy naszego miasta, a odsłonięcie zostało zaplanowane na rok 2009, w którym obchodzimy 90-lecie nadania nazwy Legionowo".
Zdaniem miejskich polityków i urzędników, zostaje tylko ustalić, gdzie stanie ten "symbol miasta": na rondzie przy LO Konopnickiej, w parku za ratuszem, czy na Rynku.

Robert Nowiński

Zdjęcie: Ostateczna wersja twarzy legionisty

Fot. ern
 

***

Rusza akcja "Ratuj ułanów!"

Nasz redakcyjny kolega Tomasz Elbanowski znany jest już chyba w całym kraju jako inicjator i współorganizator akcji "Ratuj maluchy". Rodzice z całej Polski protestują w niej przeciwko wysyłaniu sześciolatków do szkół. Naszej redakcji przypadł w udziale obowiązek zorganizowania opinii społecznej w innej sprawie: lokalnej - bo dotyczy planów postawienia pomnika w Legionowie, ale i o wiele szerszej - chodzi o pamięć polskiej kawalerii. Poważnie.
Amatorski projekt pomnika legionisty z koniem, choć po poprawkach, nie nadaje się do tego, by sporządzić z niego metalowy odlew i ustawić w publicznej przestrzeni Legionowa. Tak twierdzą artyści rzeźbiarze. Co innego urzędnicy. Ciarki przeszły mi po plecach, kiedy w rozmowie z przemiłą panią z ratusza usłyszałem: "Ten ułan rzeczywiście jakiś przysadzisty. Ale ja słyszałam, że oni tacy byli..." "Kto był? Jaki był?" - aż podskoczyłem. "No ci ułani, tacy mali, krępi" - odparła z uśmiechem moja urocza rozmówczyni.
Wyobraziłem sobie zaraz, że i Belina, i Wieniawa wstają z mogił i jako zombies nawiedzają współczesne polskie niewiasty, prostując ich wyobrażenia o proporcjach ułańskiego ciała.
Jako ilustracji do felietonu nie zamieszczam tym razem zdjęcia swojej 45-letniej facjaty. Jeszcze by ktoś pomyślał, że rzeźba p. Szmyda wiernie oddaje rysy typowego Polaka. Zarówno autorowi feralnego projektu, jak jego mocodawcom z ratusza polecam fotografię mojego dziadka po kądzieli, Stefana Cieślaka. Z roku 1920, kiedy służył - jak wspominał - w 102. wojennym pułku ułanów. Czyli mniej więcej z okresu, z którego ma pochodzić odlana z brązu postać, symbolizująca nasze miasto. Jest na zdjęciu mundur, szabelka, maciejówka - wszystko jak trzeba. I prawdziwy ułan, choć niewysoki.
O tym, jak traktuje pamięć polskiej jazdy forsowany przez prezydenta miasta projekt pomnika, pisze na tych łamach Marek Sarełło, rzeźbiarz, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych. "Czy ci (...) bojownicy i ich dzieło zasłużyli na takie upamiętnienie? Czy ta sztywna jak kawał kłody, nieludzka figura (...) musi zostać ustawiona w mieście?"
Pan profesor, artysta, łagodny człowiek kultury, operuje językiem właściwym swojemu charakterowi i cenzusowi. A ja myślę o swoim dziadku Stefanie: co by powiedział widząc, jak wygląda pamięć o naszej kawalerii? I już słyszę, co mówi (gdyby żył, miały dziś 109 lat) ów człowiek munduru (kiedy nie był żołnierzem, był leśnikiem). Gdy się wściekał, a prawdziwie po mundurowemu przekląć nie wypadało, grzmiał: "A bodaj cię nagły smród ogarnął!"

Robert Nowiński