Nabazgrane dzieci

Dlaczego miasto chce kreować właśnie taki wizerunek polskiego ułana? Czy ci pełni poświęcenia bojownicy i ich dzieło zasłużyli na takie „upamiętnienie”? Czy ta sztywna jak kawał kłody, nieludzka figura, wręcz wieszak na mundur i oporządzenie wojskowe, musi zostać postawiona w mieście?

Oglądam przedstawicieli tej polskiej formacji wojskowej na archiwalnych zdjęciach. Do naszych czasów przetrwało niewiele takich arkusików. Spoglądam na ludzi pozujących do fotografii. Tak się kiedyś siebie fotografowało. Trzeba było ustawić się przed aparatem, przybrać dzielną pozę, zrobić dziarską, chwacką minę. Młodzi, a nawet bardzo młodzi kawalerzyści na spłowiałych, niewyraźnych, starych zdjęciach. Patrzę na te postacie ze wzruszeniem. Niektórzy z nich to przyszli artyści, malarze i poeci.
To prawie chłopcy, pochodzący z patriotycznych szlacheckich i ziemiańskich domów. Wychowani na etosie polskich zrywów wolnościowych. „Młódź” jak to się kiedyś mówiło, pełna fantazji, ale świadoma godności wyzwolicieli, przestrzegająca zasad, które dyktowało im poczucie honoru, szlachetni rycerze walczący o wolność narodu, pełni cnót polskiego żołnierza. Gotowi oddać życie za ojczyznę, ale jednocześnie weseli kawalarze, skorzy do robienia psot przedstawicielom armii austriackiej. Słynni żołnierze Beliny, malowane dzieci.

Pajac nie ułan
Kilka dni temu widziałem też wyrzeźbioną postać legionowskiego ułana, i nie rozumiem… Beczkowaty tułów, pałąkowate nogi, chorobliwa sztywność całej postaci, niesymetrycznie ukształtowana głowa. Martwa twarz - maska, przerażające chłodne spojrzenie gdzieś w pustkę spod daszka czapki nasuniętej na oczy. Odniosłem wrażenie, że to drewniany pajacyk z jakiejś upiornej baśni, wyrzezany kozikiem w kawałku kory.
Dlaczego miasto chce kreować właśnie taki wizerunek polskiego ułana? Czy ci pełni poświęcenia bojownicy i ich dzieło zasłużyli na takie „upamiętnienie”? Czy ta sztywna jak kawał kłody, nieludzka figura, wręcz wieszak na mundur i oporządzenie wojskowe, musi zostać postawiona w mieście?
Ta rzeźba, w przestrzeni publicznej będzie pełniła również rolę edukacyjną. Na jej podstawie powstanie w umysłach legionowskiej dzieciarni wyobrażenie żołnierza wyzwoliciela. Pewnie się posągu nie przestraszą, widziałem w ich rękach znacznie bardziej przerażające plastikowe zabawki, ale zapamiętają. Takie właśnie przedstawienie utrwali nieprawdziwą wiedzę historyczną, a jest ono z gruntu niesprawiedliwe wobec tamtej dzielnej młodzieży i jej heroicznego żołnierskiego losu. Legionowianie zawdzięczają im nie tylko wolność ojczyzny, jak wszyscy Polacy, ale także nazwę miasta. Z tego powodu są jakby szczególnie zobowiązani do chronienia i kontynuowania pamięci o legionistach i powinni otaczać troską jego wizerunki. Tak by się mogło wydawać.
Jeżeli ta figura kawalerzysty, wraz z koniem, stanie na jakimś placyku naszego miasta, to niezależnie od tego jaka będzie, piękna czy brzydka, na pewno z upływem czasu wrośnie w pejzaż naszego miasta. Zawsze znajdą się ludzie, którym każda groza się spodoba. Z czasem pary młodożeńców będą fotografować się przy nim, najpierw dla żartu, później dlatego, że już będzie taki zwyczaj. Dziwna uroda pomnika spowszednieje, jej nieludzki kształt, brak ruchu, proporcji i straszna twarz staną się nam obojętne. Może przyzwyczaimy się do niej na tyle, że zostanie ona znakiem naszego miasta. Jeżeli będziemy ją kojarzyć z miastem, to jednocześnie ulegnie zatarciu w naszej pamięci wiedza o tamtym walczącym z poświeceniem młodym pokoleniu. Zastąpi ją ta dziwna i niepokojąca rzeźba. To jest drugi powód, dla którego właśnie ten brzydki wizerunek jest tak niesprawiedliwym potraktowaniem ludzi, którym winniśmy wdzięczność i szacunek.

Koń z kilku koni
W naszych czasach niewiele osób zna się na koniach. Jednak brak znawstwa nie upośledza naszych sądów estetycznych. Dostrzegamy piękno konia, tak jak widzimy piękno żaglowej łodzi, tęczy na niebie, czy też urodę dzieł architektury. Każdy z nas odczuwa to w podobny sposób.
Jednak przed artystami stoi poważniejsze zadanie niż tylko osąd estetyczny, czy też przywoływanie naturalnego piękna w swoim dorobku. Artysta winien zawrzeć w rzeźbie, obrazie, czy grafice, którą tworzy, komunikat o idei, jaka przyświecała wielkim ludzkim czynom. Tak mniej więcej wygląda program minimum dla większości dzieł pomnikowych. Wiemy że, przedstawienie konia w sztuce towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat. W tym zwierzęciu ludzie zawsze widzieli ucieleśnienie swoich marzeń i dążeń do swobody, do ponadczasowego piękna Pokonywanie przestrzeni na koniu kojarzono z lotem, z uniesieniem duchowym. Nie bez powodu koń bywał pegazem.
Koń jest ssakiem, który składa się z kości, ścięgien, mięśni i naczyń krwionośnych powleczonych skórą. Znajduje to odzwierciedlenie w wielu dziełach sztuki, gdyż jego budowa sprzyja konstruowaniu wyrazowych przekazów. Widoczne pod skórą grające mięśnie, żyły i kości stawów, a także kształtne kopyta, oddają i podkreślają moc zwierzęcia, jego siłę, odwagę i piękno.
Widać to na słynnym sztychu "Rycerz i Śmierć", którego autorem jest Albrecht Dürer, niemiecki grafik i malarz żyjący na przełomie XV i XVI wieku.
Te same cechy anatomii końskiej umożliwiają artystom zbudowanie formy mocnej, monumentalnej, a co najważniejsze całościowej, co oznacza, że figurę konia postrzegamy jako jedność. Zad koński jest tak samo ważny, jak jego pierś, szyja i głowa. Skutkiem tego, także jeździec wydaje się być integralną częścią tej wyrazowości mocy, potęgi i znoszącej wszelkie przeciwności dynamicznej siły.
Za przykład może posłużyć zdjęcie kopii rzeźby z XV wieku autorstwa Andrea Verrocchio Przedstawiająca Kondotiera Colleoniego (na zdjęciu pod tekstem).
Koń bywa też przedstawiany w sztuce jako istota pełna wdzięku, lekkości i urody.
Na awersie medalu wybitego z okazji 65 rocznicy zgonu Henryka Sienkiewicza autorka, Pani Anna Jarnuszkiewicz umieściła konia w bardzo pięknym i dynamicznym ruchu.
Także na jednostronnej żeliwnej plakiecie, datowanej na 1935 rok, autorstwa Prof. Willibalda Fritscha, widzimy konia o wyjątkowo harmonijnych proporcjach, poruszającego się z niespotykanym wdziękiem.
Mamy też zdjęcie rumaka, który ma stanąć w Legionowie, autorstwa rzeźbiarza amatora Pana Pawła Szmyda (pod tekstem).
Jak widać składa się on z kilku koni. Głowę, szyję i pierś można uznać za oddzielne zwierzę, rozdęty tułów i brzuch, które są za duże do reszty ciała i jakby nadmuchany zad koński zwieńczony belkowatym ogonem, to dwa następne konie. Mięśnie na piersi są jeszcze jakoś kształtowane, ale wydaje się, że głowa oderwana jest od nienaturalnie sztywnej i prostej szyi. Detal głowy jest w jeszcze gorszym stanie. Nie dość, że głowa końska jest z jednej strony napuchnięta i z tego powodu niesymetryczna, to jeszcze niektóre jej elementy wydają się być bardzo niezręcznie umieszczone.
Czyli, oko znajdujemy gdzieœ poza oczodo³em, a nozdrza ukszta³towane s¹ jakby z fa³dy skَry przyklejonej do nosa koٌskiego. Na szyi u³o؟ona nienaturalnie cieniutka warstwa w³osَw grzywy, wygl¹da jak pَ³ przezroczysta lej¹ca siê falbanka. G³owa uzyskuje jakiœ wê؟owy wyraz.
Czy możliwe jest inne ukształtowanie końskiej głowy? Oto przykład starożytnej rzeźby z greckiego Partenonu. Gałki oczne są kuliste i umieszczone w oczodołach. Nozdrza są częścią głowy, a głowa łączy się z szyją, mimo bardzo silnego wygięcia.
Z kolei fragment pomnika konnego z XV wieku, którego autorem jest Giambologna, a której tematem jest postać Wielkiego Księcia Tuscany na koniu. Widać kości skroniowe i oczy umieszczone w oczodole, tu także szyja jest połączona z głową i opatrzona piękną grzywą.
Podsumowując można powiedzieć, że sylwetka naszego, legionowego (w planach władz miasta) rumaka jest kwadratowa, usztywniona w jakimś dziwnym, wyrażającym bezradność i ociężałość ruchu, o niepokojących proporcjach i podziałach ciała, oparta na nienaturalnie wielkich kopytach. Kształty wydają się rozdęte, jakby nadmuchane. Trudno jest odnaleźć ich związki z anatomią końską, albowiem uwzględniają ją jedynie w wielkim przybliżeniu. Rzeźba naszego ułańskiego konia to nieudolne naśladowanie natury. Wydaję się, że wierzchowiec, jak i jego jeździec, stanowią dobraną parę.

Marek Sarełło

Zdjęcia:
1. Figurę konia postrzegamy jako jedność. Zad koński jest tak samo ważny, jak jego pierś, szyja i głowa. Skutkiem tego, także jeździec wydaje się być integralną częścią tej wyrazowości mocy, potęgi i znoszącej wszelkie przeciwności dynamicznej siły.
Za przykład może posłużyć zdjęcie kopii rzeźby z XV wieku autorstwa Andrea Verrocchio Przedstawiająca Kondotiera Colleoniego
Fot. Mateusz Sarełło
2. Mamy też zdjęcie rumaka, który ma stanąć w Legionowie, autorstwa rzeźbiarza amatora Pana Pawła Szmyda Jak widać składa się on z kilku koni. Głowę, szyję i pierś można uznać za oddzielne zwierzę, rozdęty tułów i brzuch, które są za duże do reszty ciała i jakby nadmuchany zad koński zwieńczony belkowatym ogonem, to dwa następne konie