Prezes kontra spółdzielcy

Gorącą konfrontację zorganizowali w poniedziałek 9 lutego w Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej autorzy programu „Teraz Mazowsze”. Podczas kręcenia materiału prezes Szymon Rosiak musiał wysłuchać co mieszkańcy sądzą o jego kilkunastoletnich rządach w spółdzielni. Główne zarzuty: drastycznie podniesione czynsze, zaniedbanie remontów, brak informacji o działaniach spółdzielni, zmanipulowane wybory. Mieszkańców ciekawiło też, ile prezes zarabia i kto zbudował dom, w którym mieszka

- Jeśli się okaże, że większość spółdzielców podziela Państwa pogląd, na pewno dojdzie do zmiany zarządu – tak brzmiało ostatnie zdanie wypowiedziane w nagraniu telewizyjnym przez Szymona Rosiaka.
Program zaczął się pytaniem Jolanty Erol:
- Dlaczego protestujecie?

Gdzie nasze pieniądze?

- Dostałam nagle, przed Wigilią, prawie 90 zł podwyżki, mam koło 600 zł emerytury, a w moim bloku od 30 lat nic nie remontują – żaliła się mieszkanka bloku nr 8.
Prezes tłumaczył, że informacja o wypowiedzeniu starego czynszu została doręczona we wrześniu.
- Wiedziałam, że będzie podwyżka, ale nie spodziewałam się, że o 100 zł – mówiła pani Eugenia z bloku 4.
- Może warto zapłacić te 100 zł i mieć ocieplony blok? – pytała dziennikarka.
- Mój blok jest przewidziany do ocieplenia w 2016 r., zresztą płacimy już 30 lat – odpowiedziała jedna z kobiet.
Mieszkańcy bloku nr 9 twierdzili, że zapłacili spółdzielni już 1.100 tys. zł od 1981r, pytali o koszt remontów w tym czasie.
- Nie przechowujemy danych z 1981r. - odpowiedział prezes.
- Dziwi się pan, że ludzie nie chcą płacić, jak nie znają uzasadnień i rozliczeń? - pytała dziennikarka.

Sami się wybraliście!

- Lokatorzy nas wybrali, w każdej chwili mogą nas zwolnić – powiedział Rosiak.
- Sami się wybraliście – krzyczeli rozzłoszczeni ludzie.
Zarzuty pod adresem wyborów rozwinął Sławomir Rynek, organizator zebrania w ratuszu, na które przyszło 600 osób. Rynek w wyborach do rady nadzorczej w ub. r. został wykreślony wraz z 8 innymi kandydatami z listy wyborczej. Oskarża władze spółdzielni, że zmanipulowały wybory. Zbiera podpisy pod zwołaniem Walnego Zgromadzenia.
- Zmierzamy do unieważnienia wyborów i ustalenia nowego statutu – zadeklarował Rynek.

Budujemy nowy dom

- Możemy zrezygnować z podwyżki, ale wówczas i z remontów poza najbardziej niezbędnymi – zadeklarowała Elżbieta Foszner, przewodnicząca rady.
- Zacznijcie od obcięcia swoich pensji – odpowiadali ludzie.
Dziennikarka była ciekawa, ile zarabia prezes. Nikt nie wiedział, sprawę wyjaśnił dopiero sam Rosiak.
- Zarabiam 11 tys. zł miesięcznie – powiedział.
Ludzi pytali, czemu za ich pieniądze budowane są nowe bloki, gdy zaniedbuje się remont starych. Prezesi zapewniali, że pieniądze na inwestycje nie pochodzą od mieszkańców, a deweloperka przynosi dochody. Jakie?
- Na osiedlu Przylesie zarobiliśmy 3 mln zł – powiedział Rosiak.
Ludzie wypomnieli prezesowi, że nie mieszka w spółdzielni.
- Jestem spółdzielcą, tylko mieszkam w domu – odpowiedział prezes.
- Spółdzielnia zbudowała panu dom? – pytała prowadząca program.
- Spółdzielnia zbudowała wiele domów dla takich osób, które chciały zamienić mieszkania na domy – tłumaczył prezes.
Józef Łabenda z Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców przedstawił zarzuty dotyczące utworzenia i zbycia przez spółdzielnię Jabłonowskiej Spółki Budowlanej (patrz: wywiad z Szymonem Rosiakiem o tej sprawie na str. 5).
- Wygląda na to, że ludzie pana nie chcą – stwierdziła na koniec dziennikarka.

Warto rozmawiać

Program „Teraz Mazowsze” zostanie wyemitowany na antenie TVP3, w środę 18 lutego o godz. 19.05.
Szymon Rosiak konfrontował się ze Sławomirem Rynkiem również 5 lutego w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” w TVP2.

Tomasz Elbanowski

Zdjęcie: Rosiakowi towarzyszył zastępca Marek Petrykowski oraz przewodnicząca rady nadzorczej Elżbieta Foszner. Grupa spółdzielców liczyła 70 osób. W reakcji na protest zarząd zwołał cyklu ośmiu spotkań od wtorku 10 lutego do środy 18 lutego, w sprawie podwyżek. Do skrzynek trafiła ankieta z trzema stawkami czynszu do wyboru. Społeczny Komitet Uwłaszczeniowy wciąż zbiera podpisy pod żądaniem zwołania Walnego Zgromadzenia – kontakt telefoniczny na nr tel: 511 942 612 oraz 501 070 289.

Fot. E.T.
 

***

Biegły się mylił?

W poprzednim numerze przedstawiliśmy opinię biegłego kryminalisty, który na zlecenie Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim przejrzał dokumenty SML-W i postawił zarządowi zarzut niegospodarności i podjęcia nieprawnych działań. Sprawa została umorzona, jednak po odwołaniu do Ministra Sprawiedliwości została skierowana do ponownego zbadania. Opinia biegłego została odczytana na zebraniu w ratuszu, gdzie przybyło 600 spółdzielców. Poprosiliśmy SZYMONA ROSIAKA, prezesa SML-W w Legionowie, aby ustosunkował się do zarzutów

TiO: - W latach 2001, 2003, 2004 nie dokonali Państwo jednorazowych, indywidualnych rozliczeń nadpłat za ciepło. Nie zwróciliście ludziom zaliczek na łączną sumę ok. 3,2 mln zł? Z opinii biegłego kryminalistyki, sporządzonej w 2008 r. dla Prokuratury w Nowym Dworze Mazowieckim wynika, że działali Państwo na szkodę spółdzielców.
Szymon Rosiak: - To błędne ustalenie biegłego. Prokuratura rozpatrywała ę, nie stwierdziła znamion czynu zabronionego i sprawę umorzyła. Sprawa była też wielokrotnie przedmiotem kontroli biegłych księgowych rewidentów, lustracji.
Pieniądze z zaliczek zostały przeznaczone na funkcjonowanie spółdzielni w szerokim tego słowa znaczeniu. A biegły niesłusznie rozróżnia interes spółdzielni od interesu członków. Inne spółdzielnie zwracały zaliczki, a potem podnosiły opłaty eksploatacyjne. Zyskały na tym obrocie tylko . Czy to jest w porządku?

- Dlaczego w kolejnych latach oddawali Państwo jednak zaliczki indywidualnym osobom? Skąd różnice w sposobie rozliczeń? Czy w latach 2001, 2003, 2004 przepisy obligowały Państwa do takiego sposobu rozliczenia?
- Nie, ale na to pozwalały. Przepisy w tym zakresie zmieniały się średnio co rok, stąd różne sposoby rozliczeń.

- Dlaczego spółdzielnia założyła spółkę, Jabłonowską Spółkę Budowlaną, skoro, jak twierdzi biegły, nie miała do tego prawa?
- Nie znałem wcześniej tej opinii biegłego. Ale biegły, który skupia się na przepisie prawa spółdzielczego o przystąpieniu do organizacji gospodarczej, przewrotnie twierdzi, że spółdzielnia przystąpić do spółki to może, ale założyć własnej już nie. Tymczasem z przepisów o swobodzie obrotu gospodarczego, którego spółdzielnia jest normalnym podmiotem, wynika, że spółkę może założyć każda osoba fizyczna, prawna, organizacja, fundacja.

- Ale w porządku zebrania przedstawicieli z 30 maja 1998r., kiedy zdecydowano o założeniu spółki, jest tylko punkt obrad dotyczący przystąpienia do organizacji gospodarczej. To chyba różnica?
- Moim zdaniem żadna. Punkt obrad był tak sformułowany, bo takie sformułowanie jest w przepisach. Zebranie ogólnie rozważało temat. Sąd rejestrowy zarejestrował spółkę, a to oznacza, że wszystko odbyło zgodnie z prawem.

- Później zarząd bez pełnomocnictwa Zebrania Przedstawicieli rozszerzył kapitał zakładowy spółki, rozszerzył statut powołał Radę Nadzorczą, w której skład wszedł Pan oraz Iwona Jadach, prawnik spółdzielni i Halina Jurkowska, główna księgowa spółdzielni. W dodatku w dokumentach notariusza pełnomocnictwa składali Lech Rosiak i Andrzej Ozdarski. Jak wyjaśnić tę sytuację?
- Lech to moje drugie imię, widocznie pomylił się biegły odczytujący dokumenty notarialne, bo na pewno nie notariusz, który po takim błędzie na drugi dzień byłby zdyskwalifikowany. Biegły może pisać co chce i nic mu za to nie grozi. Zarząd był właściwy do spółdzielni w spółce, a nie Zebranie Przedstawicieli. W ustawie i w statucie to zarząd reprezentuje spółdzielnię. I właśnie zarząd stanął w pełnym składzie do aktu notarialnego. Rozszerzenie kapitału zakładowego nie było zwiększeniem zobowiązań spółdzielni, to nie był nasz kapitał. Spółdzielnia zainwestowała w spółkę tylko 100 tys. zł kapitału założycielskiego. Ja w radzie nadzorczej spółki byłem przez pierwszy rok.
Podzielam zdanie trzech prokuratorów, którzy badali sprawę i sprawa została umorzona. Utrzymuję, że zakładając spółkę nie popełniliśmy błędu.

- Działalność spółki również budzi zastrzeżenia biegłego. Zarzucił, że spółdzielnia na zlecaniu zadań spółce ponosiła straty 300 tys. zł w ciągu 5 lat. JSB doliczała sobie narzut 10% do transportu i spedycji i pobierała opłaty za gotowość do Akcji Zima. Spółdzielnia zaoszczędziłaby te pieniądze, gdyby sama wykonywał te zadania.
- Spółka w momencie tworzenia przejęła grupę 6-8 pracowników transportu, efektywność wykorzystania tych pracowników w spółdzielni pozostawiała wiele do życzenia. A tak nie musieliśmy już płacić wynagrodzeń tym pracownikom ani dawać im odpraw. W tamtym czasie, nie tylko w naszej spółdzielni, była tendencja do ograniczania liczby pracowników i tworzenia działów spółdzielni zewnętrznych. My zredukowaliśmy zatrudnienie z 250 osób o połowę.

- Kiedy spółdzielnia budowała blok w Legionowie przy ul. Słowackiego przetarg wygrała Jabłonowska Spółka Budowlana, a potem zleciła wykonanie Leg-Budowi, który też startował w tym przetargu i przegrał. Jak to możliwe?
- Widocznie bardzo im na wykonywaniu tej inwestycji zależało i jakoś się dogadali. Zresztą Leg-Bud to bardzo dobra firma.

- Jabłonowska Spółka Budowlana przynosiła straty, była około 100 tys. zł na minusie a mimo to połowę półmilionowego przychodu przeznaczano przez dwa kolejne lata na wynagrodzenia. Czy to była normalna sytuacja?
- To była zła sytuacja, podobna ma zresztą miejsce w wielu przedsiębiorstwach. Ale kiedy spółka zaczęła przynosić straty, zdecydowaliśmy o zmianie zarządu i wprowadziliśmy współwłaściciela. Znalazł się człowiek, który wyprowadził ją na prostą. Potem innemu jeszcze człowiekowi sprzedaliśmy wszystkie udziały.

- Dlaczego przekazano udziały osobie prywatnej skoro spółka zaczęła przynosić zyski?
- Nie przekazano, tylko sprzedano. Chcieliśmy się już pozbyć spółki, która przynosiła więcej kłopotów niż korzyści. Dziś spółdzielnia współpracuje ze spółką, która przegrywa jeśli chodzi o wykonawstwo, ale ma dobry zespół ekspercki. JSB nie wykonuje już dla spółdzielni większych zleceń.

- Ale ocieplała w zeszłym roku blok 25.
- A tak, ocieplenie tego bloku robiła Jabłonowska Spółka Budowlana.

- Przy okazji: czy zarząd zdecydował o obniżeniu czynszów?
- Rozważamy dopiero taki krok, jedynym organem uprawnionym do podjęcia decyzji w tej sprawie jest rada nadzorcza. Drastyczne obniżenie czynszów może odbić się niekorzystnie na konkurencyjności spółdzielni, szczególnie że Warszawa ma tysiące mieszkań z czynszami wyższymi od naszych. Będziemy mogli oferować mniej za wykonanie prac remontowych i nie możemy nie mieć chętnych na wykonanie prac.

Rozmawiał Tomasz Elbanowski