Szok! Tylu spółdzielców w jednym miejscu jeszcze nie było. Około 600 osób przyszło do największej w Legionowie sali w nowym Ratuszu, na wezwanie Społecznego Komitetu Uwłaszczeniowego. Wśród publiczności byli trzej prezesi SML-W, ale nie dopuszczono ich do głosu. Zbierano podpisy pod żądaniem zwołania Walnego Zgromadzenia. Policja odebrała zgłoszenie o osobie napadającej na spółdzielców i zabierającej listy
- Zbieramy podpisy pod żądaniem zwołania Walnego Zgromadzenia członków spółdzielni - wyjaśnił Sławomir Rynek, organizator spotkania w ratuszu, reprezentujący Społeczny Komitet Uwłaszczeniowy. SKU działa od kilku lat na rzecz pełnej własności mieszkań na legionowskich osiedlach.
Zbieranie podpisów było głównym powodem zwołania zebrania. Trzy najważniejsze tematy do poruszenia na zebraniu: 1) Drastyczna podwyżka czynszu - od stycznia wzrósł o 30%;
2) Złe uwłaszczenie 1300 mieszkań lokatorskich, w ostatnich dwóch latach; 3) Wybory do władz SML-W, które pół roku temu dały fotel prezesa Szymonowi Rosiakowi na kolejne trzy lata. Rynek uważa, że zarząd spółdzielni naruszył przepisy wyborcze.
Tłum, jakiego nie było
Takiego tłumu nie pamiętają najstarsi członkowie spółdzielni. Sala widowiskowa w nowym Ratuszu została szczelnie wypełniona. Organizatorzy szacują liczbę uczestników na 600 osób.
Na zebranie przyszedł też Szymon Rosiak, prezes SML-W ze swoimi dwoma zastępcami, Stanisławem Ozdarskim i Markiem Petrykowskim. Już na początku spotkania do mikrofonu podeszła kobieta, która zaproponowała oddanie głosu prezesowi. Sprzeciwił się temu prowadzący zebranie Sławomir Rynek.
- Prezes już się wypowiadał w telewizji – stwierdził Rynek.
Później, wraz z Józefem Łabendą, szefem legionowskiego oddziału Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców, ocenił działania władz spółdzielni w ostatnim czasie.
Wybory nieważne?
Pierwszy zarzut: czerwcowe wybory do Rady Nadzorczej SML-W, która powołała na kolejne 3 lata zarząd z prezesem Rosiakiem, są, według organizatorów zebrania, nieważne. Naruszenia podczas wyborów miały polegać m.in. na:
- pominięciu kandydujących członków przy sporządzeniu listy wyborczej,
- ingerowaniu zarządu w działanie komisji wyborczej przy sporządzeniu listy,
- umieszczeniu na liście wyborczej kandydatów do rady, zasiadających jednocześnie w komisji wyborczej,
- umieszczeniu na liście wyborczej kandydatów spoza grupy, nieobecnych na zebraniu (zarzut dotyczy 23 z 26 kandydatów),
- udostępnieniu druków zgłoszeń tylko wybranym kandydatom.
Podczas zebrania podniósł się głos z sali, żeby odwołać prezesa. Sławomir Rynek powiedział, żeby decyzję podjął najpierw sąd. Rynek wystąpił bowiem w sprawie wyborów z powództwem przeciw Szymonowi Rosiakowi. Pierwsza rozprawa przez sądem Warszawa-Praga, 13 marca. Inny proces, w sprawie wyborów, toczy się przed tym samym sądem z powództwa Józefa Łabendy.
Podwyżki
Spółdzielców poruszała ostatnio najbardziej sprawa podwyżek czynszu. Od stycznia opłaty wzrosły o ok. 30%. Na zebraniu ludzie radzili się siebie nawzajem, czy warto płacić nowe stawki, czy można sobie pozwolić płacić po staremu.
- Podejrzewam, że podwyżki czynszu mogą być związane ze słabą koniunkturą na rynku nieruchomości – zastanawiał się Sławomir Rynek.
Chodzi o zaangażowanie spółdzielni w budowanie nowych bloków. Budowa nowych mieszkań może, zamiast spodziewanych zysków, w czasie kryzysu przynieść straty. Spółdzielcy obawiają się, że poniosą konsekwencje ryzyka biznesowego, jakie podjął w ich imieniu zarząd.
Działalnością deweloperską władz spółdzielni zajął się na zebraniu Józef Łabenda. Gdy zaczął odczytywać kryminalistyczną opinię biegłego, przygotowaną dla prokuratury w Nowym Dworze, w której biegły zarzuca prezesom z Legionowa nieprawidłowości (tekst obok), Szymon Rosiak opuścił salę. Bieg zebrania śledził odtąd z korytarza.
Łabenda zarzucił zarządowi spółdzielni również zaniedbania w ocieplaniu bloków i zmarnowanie szansy wzięcia na ten cel korzystnych kredytów, jaką dawała sejmowa ustawa, w latach 1998-2002.
Wyrwać listę i schować
Organizatorzy zebrania odczytali jeszcze wiadomość prasową, dotyczącą uwłaszczenia mieszkań dokonanych w ostatnim roku, na mocy nowej ustawy spółdzielczej z 2007r. (słynne „uwłaszczenie za złotówkę”). SML-W zawarła z ludźmi umowy o uwłaszczeniu w formie zwykłych umów pisemnych, które okazały się nieważne. „Rzeczpospolita” podała szokującą statystykę: w Legionowie ucierpiało na tym, według „Rz” ponad 1300 właścicieli mieszkań!
Po wystąpieniu Łabendy głos zabrało kilka osób z sali. Przedstawiły swoje żale do spółdzielni. W międzyczasie trwało zbieranie list z podpisami pod żądaniem zwołania Walnego Zgromadzenia, na którym członkowie SML-W mogliby podjąć formalne decyzje dotyczące losu spółdzielni. Bowiem to nie zarząd, jak się powszechnie uważa, ale Walne Zgromadzenie członków stanowi w spółdzielni nadrzędną władzę.
Wszyscy uczestnicy zebrania wpisywali się na listy. Niektórzy brali czyste formularze do zbierania podpisów wśród sąsiadów. Znaleźli się też wrogowie spółdzielczej demokracji.
- Jeden z panów, chciał zabrać do domu wypełnioną listę, ale mu to uniemożliwiłam - opowiada pani Zofia. - Okazało się, że później, na dole ktoś wyrywał ludziom listy, pewnie był to ten sam człowiek– dodaje.
O incydentach dowiedzieli się organizatorzy zebrania. Poinformowano policję.
- Zadzwoniliśmy na komendę, że doszło do czynnej napaści i przechwycenia dokumentu zawierającego dane osobowe – mówi Artur Pawłowski ze Społecznego Komitetu Uwłaszczeniowego, jeden z organizatorów spotkania.
„Fakt”: jak odwołać prezesa
Przypadek sprawił, że tego samego dnia, w którym odbyło się zebranie (29 stycznia) w dzienniku „Fakt” ukazał się artykuł „Jak odwołać prezesa spółdzielni”. W siedmiopunktowej instrukcji tabloid radzi: 1. Porozmawiaj z sąsiadami, czy też są niezadowoleni, 2. Zbierzcie podpisy 10% członków spółdzielni z żądaniem zwołania Walnego Zgromadzenia, 3. Razem złóżcie wniosek. 4. Przypilnujcie terminów – walne musi zostać zwołane w ciągu 6 tygodni, 5. Przyjdźcie na zebranie, 6. Odwołajcie prezesa, 7. Wybierzcie nowe władze.
- Trwa zbieranie podpisów, nie mamy jeszcze kompletu, ale na listach jest już kilkaset nazwisk – opowiada Sławomir Rynek.
Tomasz Elbanowski
***
Rozważamy ponowne obniżenie czynszu
Z MARKIEM PETRYKOWSKIM, wiceprezesem zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Legionowie, rozmawia Tomasz Elbanowski.
TiO: - Co Pan odpowie na zarzut, że spółdzielnia w poprzednich latach zmarnowała szanse na ocieplenia bloków, na kredyt umarzalny w 30%?
Marek Petrykowski: - Spółdzielnia robiła tyle ile mogła za stawkę funduszu remontowego 88 gr za metr. Ta stawka była po prostu za niska. A do wzięcia kredytu wymagany jest przecież udział własny. Nieprawdą jest, że nie ocieplaliśmy bloków. W roku 2003 ociepliliśmy dwa bloki, w latach 2004-5, kolejne cztery, w latach 2007-8, osiem, mamy złożone wnioski na kolejne 12 bloków.
- Pozostało do ocieplenia aż 86 bloków. Kiedy spółdzielnia to zrobi?
- Uważam, że powinniśmy to zrobić w ciągu 10 lat, tak zakłada plan którego częścią są nowe stawki. Ale uwzględniając sytuację, że kryzys dotknie kieszeni naszych mieszkańców opracowujemy właśnie plan antykryzysowy. Rozważamy zawieszenie sald między osiedlami i ograniczenie termomodernizacji. W najbliższych dniach zdecydujemy czy stawki czynszu nie zostaną z powrotem obniżone, szczególnie na osiedlu Jagiellońska, które miało zwracać dług zaciągnięty u innych osiedli na remonty. Obniżki oznaczają oczywiście ograniczenie remontów. Będziemy chcieli znaleźć złoty środek, bo jeśli przestaniemy remontować to bloki się rozsypią.
- Przecież termomodernizacje oznaczają w perspektywie niższe stawki za ogrzewanie mieszkań, a więc oszczędności w czynszach dla mieszkańców.
- Dlatego chcemy, żeby plan termomodernizacji, może wolniej, ale był kontynuowany. Oszczędności w czynszu rzeczywiście są, choć nie w pierwszym roku. Ludzie bardzo powoli zmieniają przyzwyczajenia związane z ogrzewaniem, stopniowo uczą się przykręcać kaloryfery, zamiast więcej wietrzyć mieszkania.
- Czy styczniowe podwyżki czynszu związane są z kryzysem na rynku nieruchomości, w które inwestuje spółdzielnia?
- Nie, to dwie oddzielne sprawy. Wszystkie pieniądze na inwestycje w budowę nowych bloków pochodzą z wpłat osób ubiegających się tam o mieszkania. Opłaty z fundusze eksploatacyjnego nie są u nas brane na finansowanie inwestycji, choć znam takie patologiczne sytuacje w jednej z warszawskich spółdzielni. Natomiast z powodu kryzysu spółdzielnia będzie musiała wyhamować z tempem inwestycji, podobnie jak inne podmioty gospodarcze na rynku.
- Czy zyski z dotychczasowych inwestycji zasiliły fundusz remontowy?
- Tak, z inwestycji przy Dietricha mogliśmy dołożyć ok. 1,5 mln zł do funduszu zasobowego tj, na remonty i pokryć 1,5 mln zł niedoborów w opłatach eksploatacyjnych. Chcemy, żeby zysk z inwestycji przy Piłsudskiego – liczymy na ok. 3 mln zł - stał się zaczynem funduszu na termomodernizację.
- Czy to prawda, że bloki nieocieplone są już teraz w fatalnej sytuacji technicznej a zbrojenia skorodowały?
- Nie robiliśmy badań technicznych w tym kierunku, natomiast uszczelniamy regularnie spojenia między płytami, a więc miejsce najbardziej narażone na wnikanie wody. Nie sądzę, żeby sytuacja była taka zła, bo badania na osiedlach warszawskich czy w dawnym NRD wykazały, że bloki z wielkiej płyty są w niezłym stanie.
- SML-W uwłaszczyła ponad 1300 mieszkań, po wejściu w życie noweli ustawy spółdzielczej z lipca 2007 r. Okazało się jednak, że zła była forma zawieranych umów i ludzie nie mają tej własności. Co zarząd zamierza zrobić w tej sytuacji?
- To problem nie tylko w Legionowie, po wejściu w życie nowych przepisów były rozbieżne interpretacje prawników. Sądy uznawały prawo własności, zakładały księgi wieczyste. Dopiero po precedensowym wyroku jednego z sądów okazało się, że zwykła umowa pisemna nie wystarcza. Z około 2000 lokali lokatorskich w SML-W, w momencie wejścia w życie ustawy przekształciliśmy do tego czasu 1333 mieszkania. Teraz potwierdzamy prawa własności mieszkań przekształconych, w formie aktów notarialnych. Oczywiście tylko tym osobom, które chcą np. odsprzedać mieszkanie i tego potwierdzenia potrzebują.
Trudniejsza sytuacja jest w przypadku gdzie zostały w międzyczasie uregulowane sprawy własności gruntów. Tam nie możemy potwierdzić prawa własności spółdzielczej, bo jesteśmy zobowiązani do przekształcenia mieszkania wraz z gruntem w pełną, odrębną własność.
- Jakiej części bloków dotyczy ta sytuacja?
- Na osiedlu Jagiellońska wszystkie bloki, poza dwoma, mają już uregulowaną własność gruntu, w 70% z nich są już przypadki wyodrębnionych mieszkań. Na os. Batorego wszystkie grunty są uregulowane, w każdym bloku znajdują się mieszkania wyodrębnione. Na os. Młodych tylko jeden z pięciu bloków ma nieuregulowaną sytuację, natomiast na os. Sobieskiego tylko dwa bloki mają uregulowaną sytuację z własnością gruntów, pozostałe nie. Na większości uregulowanych terenów spółdzielnia posiada prawo do wieczystego użytkowania gruntu.
Spraw własnościowych jest mnóstwo, trzy razy w tygodniu chodzę do dwóch kancelarii notarialnych, w których podpisujemy akty. Pełnomocnictwa otrzymali niektórzy pracownicy spółdzielni, bo sam zarząd nie dałby rady.
- Sposób przeprowadzenia czerwcowych wyborów do Rady Nadzorczej został zaskarżony w sądzie. Czy może się Pan ustosunkować do zarzutów, że zarząd ingerował w pracę komisji wyborczej a do rady kandydowały i dostały się osoby z komisji wyborczej?
- Zarząd spółdzielni nie będzie zajmował w tej sprawie stanowiska. Rolą sądu będzie teraz rozstrzygnięcie kto w tej sprawie ma rację.
- Dziękuję za rozmowę.
Tomasz Elbanowski
Foto: Liczba zgromadzonych w jednym miejscu członków spółdzielni zrobiła na zarządzie wstrząsające wrażenie. Frekwencja na spółdzielczych zebraniach waha się zwykle w granicach 1-5 %. Na Radę Osiedla Jagiellońska przybyło 2 lutego około 140 osób. Atmosfera spotkania z wiceprezesem Petrykowskim była bardzo gorąca. „Gdzie są pieniądze, które płaciliśmy przez 30 lat?” - to jedno z najspokojniejszych pytań. Niektórzy mieszkańcy nie przebierali w słowach
Fot. E.T.
