Antyromantyzm? Tak, poproszę
Zapowiedziano Kwintet fortepianowy Schumanna, a zamiast tego arcydzieła XIX-wiecznej kameralistyki zabrzmiała wyłącznie trudna, hermetyczna muzyka XX wieku. Było to dla mnie dotkliwym rozczarowaniem, ale trwało ono tylko przez pierwsze minuty koncertu. Zarówno dobór utworów jak i wykonanie tychże pogodziły mnie rychło ze zmianą programu
Mowa o występie (11 I) uczniów Szkoły Muzycznej II stopnia im. K. Szymanowskiego w Warszawie. We wszystkich utworach usłyszeliśmy skrzypaczkę Katarzynę Syllę, która solo zagrała Obsesję Ysaye’a i Cadenzę Pendereckiego, a z towarzyszeniem fortepianu – Świt Szymanowskiego & Kochańskiego oraz sonatę Hindemitha. Partnerami przy fortepianie byli kolejno Aleksandra Mysłek i Mateusz Rettner. Ponadto Aleksandra Mysłek zagrała fortepianową etiudę Skriabina.
Czasy zmieniają się...
...a my zmieniamy się wraz z nimi. Stary mistrz Ryszard Strauss zapytał młodego Paula Hindemitha: „Dlaczego komponuje pan atonalnie, przecież ma pan talent.” Nie wiadomo, jak brzmiała odpowiedź. Może pytanie zostało skwitowane milczeniem? Bo cóż można było odpowiedzieć? Chyba tylko to: „Komponuję atonalnie, ponieważ nie chcę być drugim Ryszardem Straussem.” Kompozytorzy XX wieku mieli do wyboru: z jednej strony naśladownictwo, wtórność, akademizm lub banalność, z drugiej – trudne, mało przystępne nowatorstwo. Wykonawcy stoją przed podobnym wyborem. Toteż zamiast wykonywać rzeczy ograne i wystawiać się na miażdżące porównanie z tysiącem innych wykonań, znanych wszem wobec dzięki szalonemu rozwojowi fonografii, wolą nierzadko sięgać po utwory... takie właśnie jak owe umieszczone w programie omawianego koncertu.
Do powyższej opinii Katarzyna Sylla dodaje od siebie: „Pociągają mnie utwory zapomniane, nie odkryte, mało popularne. Mają one walor świeżości, dają więcej swobody interpretacyjnej i przy całym pietyzmie dla intencji kompozytora pozwalają mi bardziej wyrazić własne wnętrze.”
W przeddzień była studniówka
Zapowiadała poszczególne utwory Kasia Sylla. Być może lekkie znużenie po wczorajszym balu sprawiło, że zapowiadaczka zapomniała o pewnym punkcie programu, a mianowicie o jeszcze jednej etiudzie Skriabina, wskutek czego Mateusz Rettner mógł się popisać tylko jako akompaniator, nie miał jednak okazji błysnąć jako solista. O ile w roli konferansjerki Kasia nie całkiem stanęła na wysokości zadania, to jako skrzypaczka zademonstrowała niemałą biegłość, a jako partnerka w rozmowie o muzyce okazała się wprost niezrównana. Dzięki niej mogę uraczyć Czytelników kapitalną historią, jaka wiąże się z genezą wspomnianej sonaty Ysaye’a pt. Obsesja. Chodzi tu o obsesję śmierci, przesądny lęk przed zgonem. Doświadczał tego lęku znakomity skrzypek francuski Jacques Thibaud. Obawiał się grywać przepiękną Partitę E-dur Bacha ze względu na zacytowane w tym utworze dźwięki Dies Irae (Dzień Gniewu, część mszy żałobnej). Eugeniusz Ysaye „dyskretnie” wplótł Dies Irae do swojej sonaty i zaproponował jej wykonanie Francuzowi. Wszystko po to, aby przekonać francuskiego artystę, że grywanie Dies Irae nie grozi katastrofą.
Do herbaty – piernik i keks
Pogawędkę o muzyce uprzyjemniała tradycyjnie na Targowej serwowana herbata – ale nie tylko! Na tym samym stoliku znalazło się ciasto upieczone przez mamę Kasi. Rozpoznałem smak polskiej kuchni, toteż nietrudno mi było zorientować się, „kto jest kto” w mieszanym małżeństwie, którego owocem – Kasia. Mama Polką, zaś tata pochodzi z Gwinei Równikowej.
Pogadałem sobie z uroczymi dziewczynami, gdyż w rozmowie wzięła udział druga artystka, Aleksandra Mysłek, wykonawczyni utworu swego imiennika, Aleksandra Skriabina. Pod jej palcami wspomniana etiuda zabrzmiała może zbyt hucznie, ale plusy przeważały nad minusami. Pod względem interpretacyjnym gra była bez zarzutu, gdyż oddawała cechę dominującą w twórczości Skriabina – ekstatyczność.
Miała być zagrana jeszcze jedna etiuda genialnego Rosjanina i – umknęła. Lecz Mateusz – wobec prośby publiczności o bis – nie powinien czuć się sfrustrowany. Na bis powtórzył wraz ze skrzypaczką fragment sonaty Hindemitha.
Antoni Kawczyński
Zdjęcie: Pociągają mnie utwory zapomniane, nie odkryte, mało popularne - mówi Kasia Sylla. Przy fortepianie Aleksandra Mysłek
Fot. MOK Targowa


