Gośka zadzwoniła we wtorek, szesnastego listopada, późnym popołudniem– Napiszże coś, jakiś wstępniak do tego numeru. Przecież to święto demokracji! Wybieramy tych, co chcemy – mówiła. I była przekonująca.
Gośka to koleżanka, z którą znamy się od malucha. Osoba zachowująca dobre formy, potrafiąca też zmotywować, wziąć na ambicję. Tyle, że ja do swojego pióra zaufania nie mam. (Szczęśliwe te gazety, których naczelni są dobrymi dziennikarzami lub publicystami). Kiedy odebrałem telefon od Gośki, bezpośrednio przedwyborczy numer miałem już zamknięty. Obiecałem, że napiszę coś po wyborach. I już, w moim leserstwie, miałem nadzieję, że mi ujdzie, kiedy Życie wymusiło ten tekst. A w rolę Życia wcielił się nasz starosta, Jan Grabiec.
Pogłoski o mojej śmierci są zdecydowanie przesadzone
Takie oświadczenie złożył Mark Twain na konferencji prasowej po tym, jak kilka amerykańskich gazet opublikowało jego nekrologi. Słynną anegdotę przywołuję dlatego, że na blogu Janka (znamy się od dawna, więc i Starosta, i Czytelnicy wybaczą bezpośrednią formę) opublikowany został artykuł pod tytułem „To i owo się skończyło”.Jego Autor podkreśla znaczenie tygodnika w dziejach naszego miasta i powiatu, diagnozując jednocześnie jego upadek. Posłuchajmy:
„Pierwszy prawdziwy tygodnik legionowski, od ponad 20 lat nadawał ton najpoważniejszym debatom w Legionowie i okolicy pisząc o tym i o owym. Wszyscy zaczynali… lub kończyli działalność publiczną na łamach tego pisma. Tu debiutowali młodzi niepokorni. Tu wykuwało się lokalne wolne słowo. To był nasz – legionowski – lokalny areopag. A pisali niemal wszyscy: od Kozery do Smogorzewskiego, od Płaciszewskiego do Pachulskiego, od Mikulskiego do Brańskiego. Jeszcze kilka lat temu pojawienie się na łamach oznaczało prestiż i było potwierdzeniem statusu w lokalnym światku. Dziennikarze potrafili wyłowić nieodkryte jeszcze i nieznane szerzej talenty, które z dnia na dzień stawały się lokalnymi „celebrytami”. Włodarze miejscy głowili się nad znaczeniem wielokropka czy znaku zapytania w felietonie redakcyjnym
Jaką siłę polityczną ma dziś „to i owo”? Żadną, a właściwie na poziomie niespełna 100 głosów czy raczej 100 oddanych i ufających pismu czytelników w 50. tysięcznym mieście.”
Idzie za tym, w artykule Jana Grabca, przedstawienie mizernej liczby głosów, jakie zebrało kilka osób, które Starosta widzi „promowanymi na łamach gazety”. Trudno polemizować z faktami, ale dobór nazwisk wskazuje na dużą subiektywność. Kozera, Grabowska, Olender, Buze, Mikulski, Lerman, Kwiatkowski (?)...
A więc tacy, którzy włączeni zostali do grona „przegranych” z racji powinowactwa z wydawcą, inni z racji współpracy z tygodnikiem – choćby bez bycia wyróżnianymi na łamach gazety w kontekście zbliżających się wyborów. A gdzie ci, którzy byli i są w tygodniku widoczni, a dostali się do rad?
Jacek Szczepański, współpracownik TiO od lat dwudziestu, Edwin Zezoń, który szczególnie w ostatnich dwóch miesiącach ujawnił talent publicystyczny, poległy w walce o fotel wójta, ale zwycięski radny gminy Wieliszew? A kandydaci PiS? A Kicman i Szymański?
Byłby idiotą ten, kto twierdziłby, że sama obecność na łamach TiO daje popularność przekładającą się na głosy wyborców. Ale twierdzenie, że nazwisko pojawiające się w naszym tygodniku jest spalone politycznie, to przykład myślenia życzeniowego.
A swoją drogą ciekaw jestem, czy kilkadziesiąt osób, które dały swoje nazwiska na listy komitetu Etyka i Prawo, wyciągną wnioski (konsekwencje) z ewidentnie spapranej kampanii i kompromitującego wyniku. No, ale to już nie jest zmartwienie Jana Grabca. Moje też nie.
Wyobraźnia, a propaganda
Z blogu Starosty: „Dlaczego To i owo nie działa na wyobraźnię, umysły i serca czytelników? Można wysnuć tezę, że mieszkańcy Legionowa nie chcą radnych etycznych i prawych, ale naciągaczy i geszefciarzy (…) Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak, że 8 lat jednostajnej krytyki „obozu rządzącego” w oczach czytelników pozbawiło pismo wiarygodności. Obraz dramatycznej sytuacji źle zarządzanego miasta, które nie rozwija się i popada w ruinę widziany z okna redakcji, nie wytrzymał konfrontacji z widokiem z okien czytelników.” Nie przypominam sobie w TiO tekstów, w których można by znaleźć twierdzenia o braku rozwoju i o ruinie miasta. Tu Autora poniosły emocje nie licujące z zajmowaną funkcją i powszechnie odbieranym wizerunkiem. To, trzeba powiedzieć, brak intelektualnej uczciwości. Pisaliśmy i pisać będziemy o tym, że pozytywnym zmianom lokalnej rzeczywistości towarzyszą przykłady łamania prawa, arogancji i niekompetencji polityków i urzędników. Piszemy, bo taka jest rola gazety.
Pisze Grabiec: „ (...) ciekawy (...) jest wynik Andrzeja Piętki, który mimo iż na trzy dni przed wyborami stał się tytułowym bohaterem artykułu z pierwszej strony: „Kandydat z zarzutami” uzyskał w wyborach wynik dający mandat (228 głosów). Swoją drogą to ciekawe, że wydawca uznał za najważniejszy news sprawę, o której jak się później okazało, pisał już ponad dwa lata wcześniej.”
Po pierwsze, w TiO, jak w innych niezależnych tytułach, o zawartości numeru, w tym pierwszej strony, decyduje redakcja, nie wydawca. Wiem, że trudno w to uwierzyć gminno–powiatowym politykom, którzy dla chwały swojej, ale za pieniądze podatników, wydają tak zwaną prasę samorządową.
Po drugie, ciekawe, jak wytłumaczy Starosta tę sprzeczność: z jednej strony pamięta, że o zarzutach wobec Piętki pisała kiedyś nasza gazeta, z drugiej – poinformowany o nich przez naszą redakcję tuż przed wyborami – twierdził, że nie miał o sprawie pojęcia. (Panowie kandydowali z jednej listy – PO).
Po trzecie, twierdzę, że zdanie Jana Grabca: „Można wysnuć tezę, że mieszkańcy Legionowa nie chcą radnych etycznych i prawych, ale naciągaczy i geszefciarzy” – jest postawione nieuczciwie.
O tym , że do polityki przychodzi też, oprócz ludzi porządnych, wielu naciągaczy i geszefciarzy, wie każde dziecko. Ba, geszefciarzy! Także oszustów i łajdaków! Polityka na szczeblu samorządowym nie jest od tego wolna. A nasz powiat nie stanowi pod tym względem chlubnego wyjątku. Ciemne strony sielskich obrazków, malowanych przez wydziały propagandy, pardon – promocji – pokazują czasami tylko niezależne, lokalne media. Przykłady? Jako jeden z „włodarzy głowiących się nad znaczeniem wielokropka czy znaku zapytania w felietonie redakcyjnym” Jan Grabiec powinien sypać nimi jak z rękawa.
Czemu tego nie robi? Skąd sukces wydziałów propagandy?
Brygida twierdzi, że Cię zna
Ten komunikat znalazł się na mojej skrzynce mailowej w listopadzie. Potwierdziłem znajomość, bo przecież z Panią Brygidą, szanowaną pedagog, znamy się prawie trzydzieści lat. Zaczem, kliknąwszy gdzie trzeba w fejsbukową stronę, znalazłem się w galerii Brygidowych przyjaciół. Same z dawna znajome mi twarze. Ich właściciele, w znacznej większości, mieli wspólną cechę – tę, że nie utrzymuję, lub już nie utrzymuję z nimi kontaktów towarzyskich. W ich liczbie Roman, prezydent Legionowa. Wśród rzeczy, którymi się szczyci – informacja o zdobytym certyfikacie z dziedziny – uwaga – psychologia zarządzania personelem.Piątek, dwa dni przed wyborami. Do redakcji przychodzi kolega. Przynosi broszurę „Edukacja to skarb”, którą dostał od córeczki. Na kredowym papierze zdjęcia prezydenta w otoczeniu uczniów i nauczycieli (osiem), fotografie uśmiechniętego Zadrożnego i Pachulskiego. Wywiad ze Smogorzewskim. „Panie Prezydencie, legionowska oświata corocznie daje dowody profesjonalizmu zawodowego i zaangażowania w proces dydaktyczno–wychowawczy i opiekuńczy. Które z osiągnięć uważa Pan za najistotniejsze?” Pytania zadaje... nie zgadniecie: Elżbieta Kiełbasińska, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu. Broszura rozdawana była w legionowskich szkołach i przedszkolach w przedwyborczą środę i czwartek. Panie dyrektorki rozdawały paniom nauczycielkom, te zaś przekazywały je... dzieciom – w celu wręczenia rodzicom! Każdy egzemplarz przechodził przez dziecięce ręce. Że prawo jednoznacznie zabrania prowadzenia agitacji wyborczej w szkołach? Rozumiem, to nie była agitacja, to konsultacje społeczne.
Można deprawować nauczycieli i uczniów, urzędników, pracowników instytucji podległych gminie. Można, wiązać pajęczyną sitwy służby mundurowe i dozorców w blokach. Można narzędziem propagandy uczynić gmachy szkół i przedszkoli, ratusza, świątyń (osobliwie tych, których kościelni kandydują z listy rządzących ugrupowań). Do roli personelu da się nawet sprowadzić całkiem duże rzesze mieszkańców. Grunt to psychologia i odrobina tupetu.
*
Koniec To i Owo wieszczył w 2002 roku świeżo upieczony prezydent miasta. Dawał nam pół roku. Minęło lat osiem i kolejny koniec tygodnika ogłasza starosta. Żaden tytuł nie jest wieczny. Mark Twain też w końcu umarł, ale nie na czyjeś życzenie. Pogłoski o śmierci TiO są mocno przesadzone. Przynajmniej dopóty, dopóki do redakcji naszego tygodnika przychodzą ludzie, żeby skarżyć się na urzędy. O przypadkach odwrotnych nie słyszałem, no, chyba że wśród personelu. I to należy dziś uznać za święto demokracji.Nie wiem, czy o coś takiego Gośce chodziło.
Robert Nowiński
Zdjęcie: Edukacja to skarb. A przyzwoitość?