Prawo uwiera rządzących
Plan miejscowy to dokument wskazujący jakie jest przeznaczenie danego terenu. Decyduje o tym, co można, a czego nie można budować. Niestety w przypadku inwestycji urzędu miasta, prawo to często nie jest przestrzeganePrzestrzeganie prawa, a szczególnie przestrzeganie postanowień miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, to pięta achillesowa obecnie rządzących. Zamiast przeprowadzić procedurę zmiany planu, często wolą omijać niewygodne przepisy. Praktyka ta to nie tylko zły przykład dla tzw. zwykłych zjadaczy chleba, ale także niebezpieczeństwo poważnych strat w przyszłości.
Beztroskie budowanie
Inwestycje, przeprowadzone niezgodnie z planem miejscowym podlegają rozbiórce. Tymczasem miejskie inwestycje, takie jak kanalizacja, wodociągi czy drogi to już nie tysiące, ale miliony złotych. Gdyby trzeba było wydać je ponownie, z pewnością zapłacą za to mieszkańcy. Oto niektóre tylko przykłady: W 2007 r. przy ulicy Wardenckiego, na skrzyżowaniu
z ul. Projektowaną powstała przepompownia ścieków (TiO nr 34 i 39/2007). Tymczasem plan wyznacza dla niej zupełnie inne miejsce. Wzniesiono ją nie zważając na protesty mieszkańców. Podobnie stało się także w przypadku kilku innych przepompowni. Według władz przepompownia przy Wardenckiego jest urządzeniem podziemnym, chociaż gołym okiem widać i urządzenia, i ogrodzony teren o powierzchni ok. 50 m kw.. Plan pozwala w tym miejscu tylko na usytuowanie podziemnych przewodów i urządzeń. Wszystko wskazuje więc na to, że przepompownia została zrealizowana niezgodnie z planem i powinna podlegać rozbiórce.
Bez prawa do terenu
Do naruszeń obowiązujących procedur doszło podczas wielu tzw. inwestycji liniowych: polegających na budowie ulic, kanalizacji itd. W każdym bowiem przypadku inwestor, którym był urząd miasta, powinien przed uzyskaniem pozwolenia na rozpoczęcie robót uzyskać prawo do terenu tj. zgodę właściciela gruntu. Najczęściej o zgody te w ogóle nie występowano. Drastycznym przykładem złamania prawa jest budowa odcinka ul. Asnyka (TIO nr 1 i nr 5/2010). Urząd miasta wybudował drogę na prywatnym gruncie, nie przeznaczonym w ogóle pod ulicę, nie pytając o zgodę właścicieli. Co jeszcze bardziej dziwne, urzędnik z wydziału inwestycji nie wystąpił w tym przypadku ani o pozwolenie na budowę, ani nie zgłosił zamiaru prowadzenia robót budowlanych. Mimo to za swoją pracę otrzymał wysoką nagrodę. Urząd miasta przyznał się do samowoli budowlanej i miał zalegalizować inwestycję do kwietnia 2010 r. Z powodu choroby pracownika nie zrobiono tego do dzisiaj.
Pomimo ustaleń planu
O problemach związanych z budową wiaduktów na ul. Warszawskiej i walce jednego z mieszkańców, Andrzeja Kowalewskiego z bezduszną biurokracją pisaliśmy już wielokrotnie. W sprawie wydano kilka wyroków m.in.: uchylono pozwolenie na budowę wiaduktów, uchylono decyzję o wydaniu oraz o zajęciu nieruchomości Kowalewskiego. To jednak tylko konsekwencje naruszającej postanowienia planu miejscowego decyzji obecnego prezydenta Romana Smogorzewskiego o podziale nieruchomości. Decyzja ta również została uchylona przez sąd.Z kolei u zbiegu ulic Siemiradzkiego i Sienkiewicza, w miejscu, gdzie stał dziś już zburzony budynek przedwojennego kina „Mazowsze”, plan zagospodarowania przewidywał wyłącznie zabudowę usługową oraz zakaz realizacji zabudowy mieszkaniowej (TiO nr 32 i nr 36/2007). Powstał tam jednak budynek mieszkalny-wielorodzinny z garażem, w którym zamieszkał nawet zastępca prezydenta miasta Piotr Zadrożny.
Na koniec warto wspomnieć o opóźnieniu o kilka miesięcy wejścia w życie uchwały o zmianie planu miejscowego. Dzięki tej zwłoce miejscowy deweloper firma Leg-bud, mogła zamiast 3-kondygnacyjnego budynku zbudować 7-kondygnacyjny i na tym zarobić. Jako przyczynę zwłoki wskazano chorobę jednej pracownicy (na 226 osób zatrudnionych w urzędzie). Pracowniczka ta jednak również otrzymała wysoką nagrodę.
Maciej Lerman
Zdjęcie: Wtorek, 14 października 2008 roku. Robotnicy w asyście policjantów wycinają ogrodzenie posesji Andrzeja Kowalewskiego
Fot. TE


