Pani Ewa niedowidzi, jest inwalidką I grupy. Mimo choroby starała się nie obciążać swoją osobą innych. Miała zaufanie do ludzi, wierzyła, że kiedy zajdzie potrzeba – pomogą jej. Tak było do wtorku
We wtorek 11 maja, późnym wieczorem, pani Ewa jechała Transludem bis z Warszawy do domu w Chotomowie. Wracała z dyżuru w Oddziale Związku Niewidomych – Praga Północ, gdzie od ponad 20 lat pracuje społecznie. Zamiast w domu, znalazła się w szpitalu.
Pułapka
Było już około godziny 21.30, kiedy razem z kilkoma innymi pasażerami dojeżdżała do końcowego przystanku w Chotomowie. Kierowca, zwany przez stałych pasażerów Czapeczką, zamiast dojechać do pętli, zatrzymał się kilkanaście metrów bliżej, przy ulicy Partyzantów.
Przednie drzwi, którymi wysiadali ludzie, znalazły się na wysokości dziury, która powstała przez zarwanie się płyt nad studzienką kanalizacyjną. Pasażerowie wysiadający jako pierwsi zdołali nierówność przeskoczyć. Niestety, niedowidząca pani Ewa, nie przeczuwając niczego złego, wpadła prosto w pułapkę.
Tak wspomina feralny upadek. – Krzyknęłam tylko: „ Jak pan stanął?! Nie mogę wstać!”. Drzwi były jeszcze otwarte, kierowca na pewno widział, jak leżę i nie mogę się podnieść, lecz nie zareagował. Po prostu odjechał.
Za panią Ewą wysiadało jeszcze dwóch młodych ludzi. Gdyby nie ich pomoc, nie wiadomo, jak długo unieruchomiona kobieta leżałaby w nocy na chodniku.
Jeden z nich potwierdził to co powiedziała nam pani Ewa:– Widziałem, że kierowca spojrzał zza kierownicy na leżącą i odjechał.
Intencje kierowcy
Młodzi mężczyźni zaopiekowali się kobietą do przyjazdu jej męża i karetki. W szpitalu na Bródnie stwierdzono uraz stawu skokowego, poszkodowana została hospitalizowana. Przez 3 tygodnie noga musi pozostać w gipsie.
Zdaniem męża pani Ewy, kierowca musiał wiedzieć o tej dziurze, tym bardziej, że miejsce jest jasno oświetlone. Wiedział też, że żona jest inwalidką, nie raz jeździła z tym kierowcą, korzystając z 50–procentowej zniżki dla osób niepełnosprawnych.
– Kiedyś nawet okazywałam właśnie temu kierowcy tzw. bilet wolnej jazdy dla niedowidzących – potwierdza poszkodowana.
Właściciel Transludu bis Leon Ruratowski daje jednak wiarę tłumaczeniu swojego kierowcy, który stwierdził, że nie zauważył, żeby kobieta upadła i dlatego odjechał.
– Firma jest ubezpieczona i nie będzie problemów z wypłatą odszkodowania. Uważam, że ta pani nie powinna sama jeździć autobusami. A kierowca to oddany pracownik, nie miałem na niego skarg. Przecież ja żyję z ludzi i zależy mi na opinii – dodał właściciel.
Zachować się po ludzku
– Nikt – ani kierowca, ani właściciel – nie poczuli się do przeprosin – mówił w piątek mąż poszkodowanej podczas wizyty w redakcji TiO. – Powinni zachować się po ludzku – znaleźć żonę i przeprosić, bo odszkodowanie to nie wszystko. Noga może jakoś się zagoi, ale pozostał uraz psychiczny. Do tej pory żona była osobą samodzielną, bo miała przekonanie, że w trudnej sytuacji może liczyć na pomoc. Po tym zdarzeniu tę pewność straciła. Odczuli to także koledzy w Związku Niewidomych, kiedy dowiedzieli się, co ją spotkało. W tej całej historii tylko postawa tych dwóch młodych ludzi zasługuje na szacunek. Jesteśmy im za to wdzięczni.
– Sprawę prowadzi komisariat w Jabłonnie – powiedział nam rzecznik KPP, Robert Szumiata. Może być rozpatrywana z powództwa cywilnego lub jako zdarzenie komunikacyjne.
Piątek: dziura niezabezpieczona
Wielu pasażerów potwierdza, że prywatne autobusy zjeżdżające do zajezdni nie stają na końcowym przystanku, lecz zatrzymują się wcześniej.
– Autobus powinien zatrzymywać się w miejscu do tego wyznaczonym. Stając gdzie indziej, może stworzyć zagrożenie dla innych użytkowników jezdni – stwierdził naczelnik wydziału ruchu drogowego, Krzysztof Ołka.
A co dalej z dziurą? Ulica Partyzantów należy do powiatu. O nierówności, która spowodowała upadek, został poinformowany wydział inwestycji i drogownictwa przy starostwie, lecz kiedy oglądaliśmy to miejsce w piątek – dziura jeszcze była. Co więcej – nawet jej nie zabezpieczono.
– Będziemy w poniedziałek naprawiać wszystkie chodniki, to naprawimy i ten odcinek. Nie postawiliśmy pachołków, bo musiałyby być kamienia, żeby nie zniknęły – tłumaczy pracownik wydziału.
Halina Czarnecka
Zdjęcie: Ulica Partyzantów należy do powiatu. O nierówności, która spowodowała upadek, został poinformowany wydział inwestycji i drogownictwa przy starostwie, lecz kiedy oglądaliśmy to miejsce w piątek – dziura jeszcze była. Co więcej – nawet jej nie zabezpieczono
