Pasja, utwór muzyczny przedstawiający słowem i dźwiękiem mękę Jezusa Chrystusa – taką właśnie Pasję autorstwa legionowianina Sebastiana Szymańskiego usłyszeliśmy w Niedzielę Palmową. Miejscem koncertu – będącego hołdem dla Jana Pawła II, w piątą rocznicę Jego śmierci – był kościół Ducha Świętego
Wykonawcy: soliści śpiewacy, soliści instrumentaliści, recytator, Międzyuczelniany Chór Akademicki „Pro pace”, Orkiestra Symfoniczna „Archi dello Spirito”, chór dziecięcy. Całość poprowadził Sławomir Leszczyński.
Słowa postawione przeze mnie na czele tego sprawozdania to zarazem tytuł książki Josepha kard. Ratzingera – tyle że bez znaku zapytania. W tej pracy poświęconej muzyce kościelnej przedstawiona jest trudna sytuacja współczesnej sztuki muzycznej, a także sytuacja dzisiejszych kompozytorów i słuchaczy. Jedni interesują się muzyką pop, drudzy zagłębiają się w historię kontemplując Bacha, Beethovena, Brucknera; trzeci odłam to awangarda, która zabrnęła w ślepy zaułek, gdyż zaledwie garstka melomanów potrafi czerpać satysfakcję estetyczną z twórczości artystów (naprawdę) współczesnych.
Kto wie, czy rola odnowiciela nie jest pisana Sebastianowi Szymańskiemu. W tej chwili odnowicielem trudno go nazwać. Jest pszczołą czerpiącą soki z pokaźnej ilości kwiatów. Czegóż nie ma w jego Pasji! Klasycyzm XVIII–wieczny, echa muzyki filmowej, żydowski folklor... W swoim czasie złośliwy Kisiel nazwał Pasję Pendereckiego wykwitem socrealizmu liturgicznego, jak zatem określić Pasję Szymańskiego? Liturgiczny modern–pluralizm? Libretto „zostało w dużej mierze zaczerpnięte (cytuję fragment drukowanego programu) z libretta wielkiego kompozytora, nauczyciela Fryderyka Chopina – Józefa Elsnera.” Przypuszczam, że nie tylko libretto. Chętnie bym po raz drugi wysłuchał Pasji Szymańskiego, ale jeszcze chętniej nieznanej mi Pasji Elsnera, z którą, jak sądzę, utwór dzisiejszego kompozytora ma wiele wspólnego – właśnie w warstwie muzycznej. Jeśli efektem wysłuchania legionowskiego koncertu będzie wśród słuchaczy wzrost zainteresowania Elsnerem, to już wiele.
Młody kompozytor, młodzi wykonawcy, a wśród publiczności wyjątkowo dużo młodzieży. Młodzi chcą mieć coś własnego, nie tylko produkowane metodą przemysłową rockowe przeboje, ale i tzw. muzykę poważną (nie cierpię tego terminu). W tym cała nadzieja na odrodzenie w sztuce. Potrzeba jest matką wynalazków; wynalazków w zakresie form muzycznych również.
Młodzi, a także najmłodsi: dziecięcy chór. Bardzo dobrym pomysłem kompozytora było włożenie właśnie w dziecięce usta słów Miserere nobis. Niewinne dzieci proszą Jezusa o zmiłowanie; dzieciom Zbawiciel nie odmówi.
Natomiast zdanie: „Jakże więc spełnią się Pisma, że tak stać się musi?” jest wyrwane z kontekstu. Oto scena pojmania Jezusa. Apostołowie chcą Go bronić, Piotr dobywa miecza. Tu powinniśmy usłyszeć: „Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca mego, a On wystawiłby mi więcej niż dwanaście legionów aniołów?” I dopiero teraz: „Ale jakby wtedy wypełniły się Pisma, że tak stać się musi?”
Crucifige Eum (Ukrzyżuj Go), ten wrzask rozpasanego tłumu powinien być przez chór bardziej wyeksponowany.
Dar ilustracyjności, umiejętność dźwiękowego malarstwa, bogata paleta środków muzycznych pozwalająca oddawać różnorodne sytuacje i nastroje – tego wszystkiego nie można kompozytorowi odmówić. Ton wzruszającej rezygnacji towarzyszył słowom: „Ojcze, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak ja chcę, ale jak Ty.” Stłumiony i złowrogo brzmiący był basowy śpiew Judasza, w chwili gdy zwracał się do Jezusa ze słowami Ave, Rabbi.
I jeszcze należałoby pogratulować autorowi daru orkiestracji. Długie pasma niskich, wydobywanych smyczkami dźwięków stanowiły sugestywne, przejmujące tło dla chóru. Poza tym użyto instrumentu o nazwie duduk, czegoś w rodzaju piszczałki, której egzotyczne brzmienie przenosi słuchacza w czasy Jezusa (na takim duduku mogli przygrywać betlejemscy pasterze).
Raz jeden chór odezwał się zwykłą mową, by powiedzieć: „Prawdziwie, ten był Synem Bożym”. Sądzę, że ta odrębność brzmieniowa zrobiła silniejsze wrażenie niż mógłby to uczynić najbardziej wyszukany śpiew. A zaraz potem, wraz z triumfalną muzyką i słowami: „Et resurrexit tertia die” – wzmogło się światło reflektorów. Efekt pierwszorzędny, pozwalający myśleć o Pasji jako muzyce operowej (scena obrotowa, dekoracje, reżyser itd.).
Były dwie dłużyzny, na początku i na końcu. Najpierw narrator (Artur Żmijewski) wyrecytował obszerne fragmenty Biblii. Czy nie byłoby lepiej, aby kosztem skrócenia wstępu częściej zatrudniać recytatora w trakcie „akcji”? Zwłaszcza że chór nie zawsze wyraźnie artykułował łacińskie słowa. Na pewno nie zaszkodziłoby, gdyby recytator owe kwestie łacińskie poprzedzał niekiedy polskim tłumaczeniem.
A na końcu? Po ostatnich taktach Pasji rozległy się chóralne modły zainicjowane przez księdza dziekana. Ośmielę się twierdzić, że w tym wypadku były one zbędne. Czyż „pieśń dla Pana”, która właśnie przebrzmiała, nie była solenną modlitwą?
Antoni Kawczyński
Zdjęcie: Młody kompozytor, młodzi wykonawcy, a wśród publiczności wyjątkowo dużo młodzieży. Na zdjęciu kompozytor Sebastian Szymański (z lewej) i śpiewający partię Jezusa Krzysztof Ciupiński–Świątek
Fot. Katarzyna Łoś
