Na ostatniej sesji 23 marca radni podjęli uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na zbycie 85 procent udziałów gminy Legionowo w spółce Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej. Za sprzedażą głosowało 18 radnych, przeciwko 3, jeden wstrzymał się od głosu
Sprzedaż Przedsiębior stwa Energetyki Cieplnej prezydent Roman Smogorzewski uzasadnia koniecznością modernizacji zakładu. Ani miasta, ani spółki nie stać na nowe inwestycje. Koszty modernizacji ma ponieść nowy właściciel.
Jeszcze miesiąc przed sesją prezydent wymi-jająco mówił o publikacjach MTiO na temat prywatyzacji. O projekcie uchwały radni dowiedzieli się około 13 dni przed sesją, na której miała być podejmowana uchwała. Czy to wystarczający czas na przygotowanie do tak ważnego głosowania?
Już na sesji 23 marca Roman Smogorzewski wyznał, że do prywatyzacji miasto przygotowuje się dwa lata, „to nie jest robione na łapu–capu”. Nie powiedział, w jaki sposób i z kim przygotowywał się do prywatyzacji, skoro nic o planach sprzedaży nie wiedział prezes PEC Marek Zawadka?
W materiałach informacyjnych urzędu miasta Smogorzewski uspokaja, że „sprzedaż udziałów w spółce nie oznacza jednoczesnej i nieuniknionej podwyżki cen energii”. I na potwierdzenie swoich słów informuje, że „opłaty za ciepło są zatwierdzane przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki”. Nie dodaje, że URE sprawdza, czy ewentualne podwyżki cen ciepła są uzasadnione. W przypadku prowadzonej modernizacji przez nowego właściciela – uzasadnione będą.
Prezydent zapewnia, że prywatyzacja nastąpi, jeśli spełnione zostaną trzy warunki: znajdzie się wiarygodny inwestor; inwestor zapewni rozwój firmy, co najmniej zachowa już istniejące miejsca pracy, a najlepiej, jeśli zwiększy ich liczbę; pozyskamy jak największą kwotę finansową.
Pozyskane pieniądze – według prezydenta – „będą mogły być wydane (…) na inwestycje miejskie takie jak kolejny tunel pod torami, rozbudowa placówek oświatowych, budowa dróg, czy też dworca z parkingiem czy dofinansowanie budowy szpitala powiatowego”.
Na razie jednak nawet nie wiadomo za ile przedsiębiorstwo może być sprzedane. Opracowana dwa lata temu analiza PECu dzisiaj jest już nieaktualna. Jej aktualizację Roman Smogorzewski planuje dopiero teraz – po podjęciu przez radę decyzji o sprzedaży.
Głosując 23 marca radni nie mieli poję-cia, czy uzyskane ze sprzedaży pieniądze wystarczą na wymieniane przez prezydenta inwestycje. Nie wiedzieli – i nie wiedzą nadal – czy nowy właściciel będzie chciał inwestować w spółkę, czy przekształcić ją np. w usługi hotelarskie.
Sprzedaż majątku miasta w postaci PEC to jedna z najważniejszych – jeśli nie najważniejsza – decyzji dla samorządu w ciągu ostatnich 20 lat.
Uchwała, jaką podjęli radni upoważnia prezydenta do sprzedaży 85 procent udziałów spółki. Nie zobowiązuje do podpisania z nowym właścicielem umowy, która będzie gwarantowała utrzymanie zatrudnienia i przeprowadzenie określonych inwestycji a co za tym idzie w ogóle wytwarzania ciepła.
Trzeba szukać jelenia
Władze chcą sprzedać PEC, bo jak tłumaczą, potrzebny jest inwestor, który wyłoży na modernizację miejskiej ciepłowni ok. 50 mln zł. Miasto za to przedsiębiorstwo chciałoby uzyskać zapewne jakieś 150 mln zł. Wykonujący prawa właścicielskie prezydent nie zdecydował bowiem o zmodernizowaniu ciepłowni, pomimo przygotowania 10 lat temu planu wprowadzenia tzw. kogeneracji. W efekcie obecnie stosowana w PEC-u technologia jest przestarzała, a na modernizację nie ma już pieniędzy.
Technologia kogeneracji, ze względu na mniejsze zużycie paliwa, dałaby z jednej strony duże oszczędności ekonomiczne, z drugiej zaś byłaby korzystna ze względów ekologicznych. Ponadto unijne przepisy, wprowadzające limity emisji dwutlenku węgla, spowodują, że już niedługo miejska ciepłownia, za emisję CO2 do atmosfery będzie musiała co roku płacić nawet ok. 3 mln zł. Dlatego podwyżki cen wydają się być nieuniknione.
Prezydent zapewnia jednak mieszkańców, że ceny ciepła nie powinny wzrosnąć, bo jest wolny rynek i działa Urząd Regulacji Energetyki. Zapewnia też pracowników PEC-u, że nic złego im nie grozi, że zadba dla nich o gwarancję dobrych płac i zatrudnienia. To wszystko prawda, istnieje taki urząd, który ma czuwać nad tym, aby przedsiębiorstwa energetyczne nie wprowadzały podwyżek, które nie są uzasadnione ekonomicznie. Obawiam się jednak, że w tym przypadku podwyżki takie da się uzasadnić.
Inwestor, który miałby kupić PEC, powiedzmy za 150 mln zł, ma także zainwestować w modernizację ciepłowni ok. 50 mln. A do tego, zanim nie przejdzie na technologię opalania innym paliwem, będzie musiał jeszcze płacić co roku ok. 3 mln zł za emisję CO2. Do tego gwarancje dla załogi. Czy ceny ciepła nie wzrosną?
Inwestor wyda pieniądze i nie będzie liczył na ich zwrot, nie mówiąc już o zysku. Czy to możliwe? Oczywiście, pod jednym wszakże warunkiem, że inwestorem będzie „jeleń”.
Znając zdolności naszych włodarzy, jest to nawet całkiem prawdopodobne. Udało się już wytypować dwóch kozłów ofiarnych. Jednym zapewne okaże się prezes PEC-u, bo firmy nie modernizował, a drugim zastępca prezydenta, który ma odpowiadać za przygotowanie prywatyzacji. Gdy nie uda się znaleźć jelenia, to oni będą winni. Całe odium za wprowadzenie nieuniknionych podwyżek cen ciepła padnie za to na nowego właściciela PEC-u.
Tylko prezydent pozostanie, jak żona Cezara, piękny i nieskalany.
Kozły już są, szukajmy jelenia.
Sprzedaż Przedsiębior stwa Energetyki Cieplnej prezydent Roman Smogorzewski uzasadnia koniecznością modernizacji zakładu. Ani miasta, ani spółki nie stać na nowe inwestycje. Koszty modernizacji ma ponieść nowy właściciel.
Jeszcze miesiąc przed sesją prezydent wymi-jająco mówił o publikacjach MTiO na temat prywatyzacji. O projekcie uchwały radni dowiedzieli się około 13 dni przed sesją, na której miała być podejmowana uchwała. Czy to wystarczający czas na przygotowanie do tak ważnego głosowania?
Już na sesji 23 marca Roman Smogorzewski wyznał, że do prywatyzacji miasto przygotowuje się dwa lata, „to nie jest robione na łapu–capu”. Nie powiedział, w jaki sposób i z kim przygotowywał się do prywatyzacji, skoro nic o planach sprzedaży nie wiedział prezes PEC Marek Zawadka?
W materiałach informacyjnych urzędu miasta Smogorzewski uspokaja, że „sprzedaż udziałów w spółce nie oznacza jednoczesnej i nieuniknionej podwyżki cen energii”. I na potwierdzenie swoich słów informuje, że „opłaty za ciepło są zatwierdzane przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki”. Nie dodaje, że URE sprawdza, czy ewentualne podwyżki cen ciepła są uzasadnione. W przypadku prowadzonej modernizacji przez nowego właściciela – uzasadnione będą.
Prezydent zapewnia, że prywatyzacja nastąpi, jeśli spełnione zostaną trzy warunki: znajdzie się wiarygodny inwestor; inwestor zapewni rozwój firmy, co najmniej zachowa już istniejące miejsca pracy, a najlepiej, jeśli zwiększy ich liczbę; pozyskamy jak największą kwotę finansową.
Pozyskane pieniądze – według prezydenta – „będą mogły być wydane (…) na inwestycje miejskie takie jak kolejny tunel pod torami, rozbudowa placówek oświatowych, budowa dróg, czy też dworca z parkingiem czy dofinansowanie budowy szpitala powiatowego”.
Na razie jednak nawet nie wiadomo za ile przedsiębiorstwo może być sprzedane. Opracowana dwa lata temu analiza PECu dzisiaj jest już nieaktualna. Jej aktualizację Roman Smogorzewski planuje dopiero teraz – po podjęciu przez radę decyzji o sprzedaży.
Głosując 23 marca radni nie mieli poję-cia, czy uzyskane ze sprzedaży pieniądze wystarczą na wymieniane przez prezydenta inwestycje. Nie wiedzieli – i nie wiedzą nadal – czy nowy właściciel będzie chciał inwestować w spółkę, czy przekształcić ją np. w usługi hotelarskie.
Sprzedaż majątku miasta w postaci PEC to jedna z najważniejszych – jeśli nie najważniejsza – decyzji dla samorządu w ciągu ostatnich 20 lat.
Uchwała, jaką podjęli radni upoważnia prezydenta do sprzedaży 85 procent udziałów spółki. Nie zobowiązuje do podpisania z nowym właścicielem umowy, która będzie gwarantowała utrzymanie zatrudnienia i przeprowadzenie określonych inwestycji a co za tym idzie w ogóle wytwarzania ciepła.
Agnieszka Nowińska
Trzeba szukać jelenia
Władze chcą sprzedać PEC, bo jak tłumaczą, potrzebny jest inwestor, który wyłoży na modernizację miejskiej ciepłowni ok. 50 mln zł. Miasto za to przedsiębiorstwo chciałoby uzyskać zapewne jakieś 150 mln zł. Wykonujący prawa właścicielskie prezydent nie zdecydował bowiem o zmodernizowaniu ciepłowni, pomimo przygotowania 10 lat temu planu wprowadzenia tzw. kogeneracji. W efekcie obecnie stosowana w PEC-u technologia jest przestarzała, a na modernizację nie ma już pieniędzy.
Technologia kogeneracji, ze względu na mniejsze zużycie paliwa, dałaby z jednej strony duże oszczędności ekonomiczne, z drugiej zaś byłaby korzystna ze względów ekologicznych. Ponadto unijne przepisy, wprowadzające limity emisji dwutlenku węgla, spowodują, że już niedługo miejska ciepłownia, za emisję CO2 do atmosfery będzie musiała co roku płacić nawet ok. 3 mln zł. Dlatego podwyżki cen wydają się być nieuniknione.
Prezydent zapewnia jednak mieszkańców, że ceny ciepła nie powinny wzrosnąć, bo jest wolny rynek i działa Urząd Regulacji Energetyki. Zapewnia też pracowników PEC-u, że nic złego im nie grozi, że zadba dla nich o gwarancję dobrych płac i zatrudnienia. To wszystko prawda, istnieje taki urząd, który ma czuwać nad tym, aby przedsiębiorstwa energetyczne nie wprowadzały podwyżek, które nie są uzasadnione ekonomicznie. Obawiam się jednak, że w tym przypadku podwyżki takie da się uzasadnić.
Inwestor, który miałby kupić PEC, powiedzmy za 150 mln zł, ma także zainwestować w modernizację ciepłowni ok. 50 mln. A do tego, zanim nie przejdzie na technologię opalania innym paliwem, będzie musiał jeszcze płacić co roku ok. 3 mln zł za emisję CO2. Do tego gwarancje dla załogi. Czy ceny ciepła nie wzrosną?
Inwestor wyda pieniądze i nie będzie liczył na ich zwrot, nie mówiąc już o zysku. Czy to możliwe? Oczywiście, pod jednym wszakże warunkiem, że inwestorem będzie „jeleń”.
Znając zdolności naszych włodarzy, jest to nawet całkiem prawdopodobne. Udało się już wytypować dwóch kozłów ofiarnych. Jednym zapewne okaże się prezes PEC-u, bo firmy nie modernizował, a drugim zastępca prezydenta, który ma odpowiadać za przygotowanie prywatyzacji. Gdy nie uda się znaleźć jelenia, to oni będą winni. Całe odium za wprowadzenie nieuniknionych podwyżek cen ciepła padnie za to na nowego właściciela PEC-u.
Tylko prezydent pozostanie, jak żona Cezara, piękny i nieskalany.
Kozły już są, szukajmy jelenia.
Maciej Lerman
